Paring: XiuLay
Gatunek: Romans
Jesteśmy ze sobą prawie rok. 24 listopada mija Nasza rocznica. Długo, nieprawdaż? Wiecie, że Nasza miłość nigdy nie wygasła? I to jest właśnie najpiękniejsze. Kochamy się. Jest Nam ze sobą dobrze. Dopełniamy siebie nawzajem. I właśnie o to chodzi w miłości.
~Xiumin~
Razem z Yixingiem mamy małe przytulne mieszkanko. Zamieszkaliśmy tu około pół roku temu. Wszyscy mówili, że jak zamieszka tu jakaś para, to prędzej czy później się rozstaną. Nie wierzyłem w to. Nie chciałem w to wierzyć, bo Lay jest dla mnie Najważniejszy na całym świecie. To dla niego zrezygnowałem ze szkoły w Londynie.- spojrzałem na swoją dłoń, gdzie na jednym palcu widniał pierścionek.- kocham go nad życie.
-Dzień Dobry Kochanie.- usłyszałem nad sobą czyjś cichy głosik i poczułem ręce oplatające moją talię.
-Dzień Dobry.- dotknąłem jego dłoni.
-Jak Ci minął dzień? Co robiłeś?- obrócił mnie tak, że patrzyliśmy sobie w oczy.
-Hmm... czekałem na Ciebie, całkiem sam.. - przewróciłem teatralnie oczy.
-Oj Xiumin, Xiumin. - zaśmiał się i pocałował mnie w czółko.
-Pfff. - założyłem ręce na piersi.
Pokręcił głową i poszedł do kuchni. Wyciągnął z lodówki piwo i wrócił do mnie, siadając na kanapie.
-Jakieś plany na wieczór?
-Hmm...- zamyśliłem się i po chwili już wiedziałem co możemy zrobić.- A co proponujesz?
-No nie wiem.. Co chcesz. - wzruszył ramionami, ale ja widziałem to w jego oczach co by chciał.
Podszedłem do niego seksownym ruchem, usiadłem okrakiem na jego kolanach,a ręce założyłem mu na szyję.
-K-Kochanie.. - powiedział cicho.
-Cicho..- szepnąłem i pocałowałem go delikatnie.
Nie pozostał mi dłużny. To mu nie wystarczało. Objął mnie w talii i zaczął namiętnie całować. Przejechał językiem po moich wargach, prosząc o wejście. Pozwoliłem mu. Uchyliłem wargi,a on wtargnął się i swoim językiem badał wnętrze moich ust. Włożyłem swoje zimne łapki pod jego koszulkę. Syknął mi wprost to ust. Podniecało go to. Zacząłem palcami drażnić jego sutki, nie przestawiając się całować. Ale zaczynało Nam brakować powietrza, więc oderwaliśmy się od siebie.
-Kocham Cię.
-Ja Ciebie również. Najbardziej na całym świecie!
Robiło się późno, więc zaniósł mnie do pokoju. Położyliśmy się do łóżka i w jego objęciach ogarnął mnie sen.
~Następny Dzień. 24 listopad.~
Wstałem z uczuciem szczęścia. Wiedziałem, że dzisiaj jest Nasz dzień. Tak bardzo nie mogłem się tego doczekać. Obróciłem się i zobaczyłem, że go nie ma. Wstałem i spojrzałem w okno.
-Pada śnieg.- szepnąłem radosny. Kocham zimę. Zszedłem na dół, szukając Lay'a.
Poczułem przyjemny zapach moich ulubionych naleśników. Z dżemem malinowym. Kocham.
-Podano do stołu.- ręką wskazał mi bym usiadł i momentalnie przed moim nosem wylądował talerz z naleśnikami. Były tak pięknie przygotowane. Mniam.
-Kochanie. To wygląda tak pysznie.
-Jeszcze pyszniej smakują. - uśmiechnął się i pocałował mnie.
Odpowiedziałem mu uśmiechem i zacząłem zajadać pyszności.
-Idę się wykąpać i zaraz wracam do Ciebie.- powiedział i pobiegł do łazienki.
Wzruszyłem ramionami i wróciłem do śniadania. Po skończeniu, umyłem talerz i poszedłem się ubrać. Ubrałem obcisłe czarne rurki, białą bluzkę i czarną kurtkę skórzaną. Ułożyłem włosy i usiadłem na łóżku.
~W tym samym czasie~
Muszę ładnie wyglądać i pachnieć. W końcu to Nasz dzień.- uśmiechnąłem się i zacząłem się myć. Użyłem jego ulubionego żelu pod prysznic. Po 15 minutach, wytarłem się i ubrałem niebieskie rurki, zieloną koszulkę i kurtkę skórzaną. Wziąłem jego ulubione perfumy ( podarował mi je z okazji pół roku bycia ze sobą). Wyperfumowałem się i wyszedłem z łazienki.
~Lay~
-Kochanie!- zawołałem go.
Schodził po schodach w tych cudownych spodniach. Oblizałem usta.
-Ohh.. Dzisiaj w nocy będzie mój.- szepnąłem.-Wyglądasz cudownie.- uśmiechnąłem się.
-Mrr. Ty również. Jakie plany na dzisiaj? - zarzucił mi łapki na szyjkę i pocałował.
-Niespodzianka. Chodźmy.- wziąłem go za rękę.
Ubraliśmy się ciepło, bo na zewnątrz było zimno. W końcu śnieg spadł.
-To gdzie idziemy? - zapytał mnie, gdy szliśmy uliczką.
-Zobaczysz. - uśmiechnąłem się tajemniczo.
Po jakichś 15 minutach, doszliśmy do lokalu, który wynająłem. Zakryłem mu oczy dłonią i weszliśmy do środka.
-Wszystkiego Najlepszego Kochanie.-odkryłem mu oczka i pocałowałem w policzek.
Wokół Nas były balony w kształcie serca, stolik na środku ze świecami i jego ulubionym deserem.
-Wow.. Jak tu pięknie. - z wrażenia otworzył usta.
-Usiądź. To jeszcze nie koniec.
Wyszedłem na scenę i zacząłem śpiewać Naszą ulubioną piosenkę, przy której się poznaliśmy. No i oczywiście w tym lokalu się spotkaliśmy po raz pierwszy.
Xiumin siedział i wpatrywał się we mnie tymi swoimi dużymi, zaszklonymi oczkami. Wiedziałem,że mu się podoba.
Po skończeniu piosenki, podszedłem do niego i przytuliłem mocno, całując go w usta. Zasiedliśmy razem do stołu i zjedliśmy czekoladowy mus.Jego ulubiony.
-To był cudowny prezent Skarbie.-chwycił mnie za dłoń.
-Ale to nie koniec..- wstałem i wziąłem go za rękę. - Chodź.
-Co Ty jeszcze wykombinowałeś..- westchnął cicho.
Wyszliśmy na zewnątrz i po chwili nad Nami rozbłysły fajerwerki, które ułożyły się w napis
"Kocham Cię. XiuLay forever"
Xiumin wręcz się rozpłakał. Przytuliłem go mocno do siebie, głaskając po włoskach.
-To najpiękniejszy prezent jaki kiedykolwiek dostałem.- szepnął.
-Chodźmy do domu. Oglądniemy jakiś film.- ruszyliśmy w stronę domu.
-Nie.. Teraz prezent ode mnie. - uśmiechnął się i pobiegliśmy.
Gdy dotarliśmy do mieszkania, Nasze ubrania były wręcz wszędzie. Począwszy od korytarza a zakończywszy w łazience. To była cudowna noc.
niedziela, 16 listopada 2014
środa, 2 lipca 2014
Za Późno
Paring: KaiSoo.
Gatunek: Angst.
Znowu to samo. Kolejny raz to zrobił. On ma chyba gdzieś mnie i moje zdanie. Nie liczy się ze mną, ani z moimi uczuciami. Jemu to obojętne co czuję. Mam tego dość, ale cholernie go kocham. Nie potrafiłbym go zostawić. Nie teraz, kiedy mnie najbardziej potrzebuje. Muszę mu pomóc. Ale jak? Gdy rozpocznę ten temat, to znowu mnie zwyzywa? Znowu podniesie na mnie rękę? Znowu będzie przepraszać i błagać bym mu wybaczył? Znam to wszystko na pamięć. A ja chcę mu tylko pomóc. Czy on nie potrafi tego zrozumieć ? Eh... Dla niego jestem w stanie wszystko przetrwać. Tylko szkoda, że ON tak o mnie nie myśli...- siedziałem znowu sam w domu. Na zegarze wybija pierwsza w nocy. Jego nie ma. Kolejny raz. Wstałem i podszedłem do okna. Tego dnia niebo było bezchmurne. Gwiazdy był podane jak na tacy. Świeciły tak pięknie.. Pamiętam dokładnie jak parę miesięcy temu, stałem tu.Razem z nim. Było cudownie. Wszystko było dobrze. Nie tak jak jest teraz.. - westchnąłem i położyłem się do łóżka. Leżałem dłuższą chwilę, gdy nagle usłyszałem szczęk zamków i otwieranych drzwi. To on. Zamknąłem szybko oczy. Udawałem, że śpię. Nie chciałem rozpocząć z nim walki. Wolałem to przemilczeć..Nawet nie wiedziałem, kiedy usnąłem.
~Następnego dnia rano~
Obudziłem się wczesnym rankiem. Słońce wbiło się do pokoju. Oświetliło piękną twarz Kai'a. Spał tak słodko, że aż szkoda było oderwać wzrok. Ale musiałem. Trzeba było wstać, ogarnąć się i przygotować śniadanie. Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Szybko podniosłem się z łóżka, poszedłem do łazienki się przemyć i ubrać. No to teraz zostało śniadanie.- powiedziałem na głos do siebie.
Zszedłem po cichu to kuchni i zabrałem się do zrobienia naleśników. Kai bardzo je lubił. Nie wiem dlaczego jestem dla niego taki miły, mimo iż potrafi okropnie zranić. Może dlatego, że bardzo go kocham? Ehh... Co on takiego w sobie ma, że mnie pociąga..- ostatnie zdanie wypowiedziałem szeptem.
Właśnie skończyłem nakrywać do stołu, gdy Kai schodził na dół. Tak jak codziennie, witał mnie uśmiechem i słodkim pocałunkiem. Uwielbiałem te powitania.Szkoda tylko, że wieczorem zamieniał się w potwora..
-O której wróciłeś?- spytałem.
-Ym.. Koło 2 w nocy? - bąknął, zabierając się do zjedzenia śniadania.
-Ah..
-A co? - podniósł wzrok na mnie.
-Nie nic.. - spuściłem wzrok.
-KyungSoo..
-Tak? - spytałem.
-Dlaczego Cię interesuje, o której wróciłem? - podniósł lekko głos.
-Bo, jesteśmy razem? I się martwię o Ciebie?
-KyngSoo.. Rozmawialiśmy już o tym.- westchnął.
-Czy Ty rozmową nazywasz podniesiony ton głosu i wyzwiska? A nawet przemoc? - odłożyłem widelec i nóż.
-Nigdy Cię nie uderzyłem!- krzyknął.
-Racja. Ale próbowałeś. Nie pamiętasz już Naszej ostatniej kłótni? Jak mnie zwyzywałeś od szmat? Jak płakałem całą noc? "Zależy mi na Tobie" Ta.Puste słowa.- prychnąłem.
-Nie przeciągaj struny!- poderwał się z miejsca.
-Ja przeciągam strunę? No proszę. Mam już tego dość! Widziałem Cię jak wczoraj wracałeś. Znowu byłeś naćpany! Ty nigdy nie przestaniesz.. - powiedziałem już spokojniej.
-To nie Twoja sprawa co biorę, a co nie!- podszedł do mnie.
- Skoro jesteśmy razem, to też moja sprawa..- spojrzałem mu w oczy.- Teraz też brałeś. Jak możesz.. - zaszkliły mi się oczy.
-Mogę. Bo chcę. Nie powinno Cię to obchodzić.- spojrzał na mnie ze wściekłością w oczach.
- Nie powinno? A czy w ogóle zależy Ci na mnie? Kochasz mnie? Bo po Twoim zachowaniu sugeruje, że nie..Wybieraj. Ja, albo narkotyki. Co Cię bardziej uzależnia ? - uroniłem łzę.
Zaniemówił. Myślałem, że wybierze mnie. Jednak.. Pomyliłem się.. Kolejny raz..
-Kocham Cię, ale dobrze wiesz, że nie przeżyje bez narkotyków.- powiedział ze złością.
-Heh.. Jakbyś mnie kochał, to rzuciłbyś je w pizdu. A tak to, tylko pokazujesz jakim cholernym gnojkiem jesteś.. - rozpłakałem się, ominąłem go i wybiegłem. Zatrzymałem się tylko w drzwiach i rzuciłem do niego:
-Zawsze Cię Kochałem. Kocham i zawsze będę. Znosiłem to wszystko dzielnie. A dlaczego? Bo mi na Tobie zależało.Szkoda tylko, że Ty tego nie okazywałeś.. Żegnaj~ - otarłem łzę i wybiegłem.
Słyszałem jak biegnie za mną. Ale nie zwracałem na to uwagi. Biegłem. Nic nie widziałem. Łzy ograniczały mi widoczność. Na dworze padało. Mokre włosy dodatkowo opadły mi na oczy. Wbiegłem na ulicę. Auto nadjechało. Wjechało we mnie. Upadłem. Usłyszałem krzyk Jongina. Podbiegł do mnie. Chwycił za rękę. Płakał. Przepraszał.
-KyngSoo.. Kochanie.. Proszę, nie umieraj. Będzie dobrze. Pójdę na leczenie. Naprawię to. - tak gorzko płakał.
-Kocham Cię. Pamiętaj. Ale jest już Za Późno.. Pamiętaj o mnie! - ostatnimi siłami wydusiłem to z siebie..
Moje powieki opadły. Zapadłem w głęboki sen, z którego się już nigdy nie wybudzę.
~Jongin~
-KyunSoo..Nie..! Co ja narobiłem.. - zakryłem twarz w dłoniach.
Wokół Nas stała spora grupka przechodniów. W oddali było słychać sygnał karetki i policji. Jechali go zabrać.. Chcieli zabrać mą największą miłość..
Przyjechali. Wsadzili go do worka. Ostatni raz pocałowałem jego jeszcze ciepłe i wilgotne usta. Już nigdy nie zasmakuje jego ust. Nigdy.
Odsunąłem się. Pozwoliłem im go zabrać. Ale nie na długo. Nie zostawię go tam samego..
Wstałem i pobiegłem do domu. Wszędzie go widziałem. Jego uśmiechniętą twarz.Wpadłem do Naszej sypialni.. Ah te Nasze noce.. - otarłem łzy. Wziąłem jakąś kartkę i długopis i zacząłem po niej pisać.
Kochani! Nie miejcie mi tego za złe, co zrobię. Nie jestem w stanie żyć bez niego. Gdzie on, tam ja. Bardzo Was Kocham. Mam nadzieję, że nigdy nie zapomnicie o Nas.
Kai.
Położyłem to na biurku. Wziąłem wszystkie tabletki jakie w domu miałem i alkohol. Wysypałem leki na rękę i na raz je połknąłem popijając alkoholem.
-Już do Ciebie idę. - uśmiechnąłem się i upadłem. Moje powieki zaczęły opadać. Zapadałem w głęboki sen. Nikt mnie już nie uratuje. Nikt. Jest już Za Późno.
~Witam Was! Moja pierwsza smutna historia. Nie ukrywam, gdy to pisałam popłakałam się. Mam nadzieję, że Wam się to spodoba. Liczę na komentarze i oceny z Waszej stronie. Miłych Wakacji! <3
~Mika.
Gatunek: Angst.
Znowu to samo. Kolejny raz to zrobił. On ma chyba gdzieś mnie i moje zdanie. Nie liczy się ze mną, ani z moimi uczuciami. Jemu to obojętne co czuję. Mam tego dość, ale cholernie go kocham. Nie potrafiłbym go zostawić. Nie teraz, kiedy mnie najbardziej potrzebuje. Muszę mu pomóc. Ale jak? Gdy rozpocznę ten temat, to znowu mnie zwyzywa? Znowu podniesie na mnie rękę? Znowu będzie przepraszać i błagać bym mu wybaczył? Znam to wszystko na pamięć. A ja chcę mu tylko pomóc. Czy on nie potrafi tego zrozumieć ? Eh... Dla niego jestem w stanie wszystko przetrwać. Tylko szkoda, że ON tak o mnie nie myśli...- siedziałem znowu sam w domu. Na zegarze wybija pierwsza w nocy. Jego nie ma. Kolejny raz. Wstałem i podszedłem do okna. Tego dnia niebo było bezchmurne. Gwiazdy był podane jak na tacy. Świeciły tak pięknie.. Pamiętam dokładnie jak parę miesięcy temu, stałem tu.Razem z nim. Było cudownie. Wszystko było dobrze. Nie tak jak jest teraz.. - westchnąłem i położyłem się do łóżka. Leżałem dłuższą chwilę, gdy nagle usłyszałem szczęk zamków i otwieranych drzwi. To on. Zamknąłem szybko oczy. Udawałem, że śpię. Nie chciałem rozpocząć z nim walki. Wolałem to przemilczeć..Nawet nie wiedziałem, kiedy usnąłem.
~Następnego dnia rano~
Obudziłem się wczesnym rankiem. Słońce wbiło się do pokoju. Oświetliło piękną twarz Kai'a. Spał tak słodko, że aż szkoda było oderwać wzrok. Ale musiałem. Trzeba było wstać, ogarnąć się i przygotować śniadanie. Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Szybko podniosłem się z łóżka, poszedłem do łazienki się przemyć i ubrać. No to teraz zostało śniadanie.- powiedziałem na głos do siebie.
Zszedłem po cichu to kuchni i zabrałem się do zrobienia naleśników. Kai bardzo je lubił. Nie wiem dlaczego jestem dla niego taki miły, mimo iż potrafi okropnie zranić. Może dlatego, że bardzo go kocham? Ehh... Co on takiego w sobie ma, że mnie pociąga..- ostatnie zdanie wypowiedziałem szeptem.
Właśnie skończyłem nakrywać do stołu, gdy Kai schodził na dół. Tak jak codziennie, witał mnie uśmiechem i słodkim pocałunkiem. Uwielbiałem te powitania.Szkoda tylko, że wieczorem zamieniał się w potwora..
-O której wróciłeś?- spytałem.
-Ym.. Koło 2 w nocy? - bąknął, zabierając się do zjedzenia śniadania.
-Ah..
-A co? - podniósł wzrok na mnie.
-Nie nic.. - spuściłem wzrok.
-KyungSoo..
-Tak? - spytałem.
-Dlaczego Cię interesuje, o której wróciłem? - podniósł lekko głos.
-Bo, jesteśmy razem? I się martwię o Ciebie?
-KyngSoo.. Rozmawialiśmy już o tym.- westchnął.
-Czy Ty rozmową nazywasz podniesiony ton głosu i wyzwiska? A nawet przemoc? - odłożyłem widelec i nóż.
-Nigdy Cię nie uderzyłem!- krzyknął.
-Racja. Ale próbowałeś. Nie pamiętasz już Naszej ostatniej kłótni? Jak mnie zwyzywałeś od szmat? Jak płakałem całą noc? "Zależy mi na Tobie" Ta.Puste słowa.- prychnąłem.
-Nie przeciągaj struny!- poderwał się z miejsca.
-Ja przeciągam strunę? No proszę. Mam już tego dość! Widziałem Cię jak wczoraj wracałeś. Znowu byłeś naćpany! Ty nigdy nie przestaniesz.. - powiedziałem już spokojniej.
-To nie Twoja sprawa co biorę, a co nie!- podszedł do mnie.
- Skoro jesteśmy razem, to też moja sprawa..- spojrzałem mu w oczy.- Teraz też brałeś. Jak możesz.. - zaszkliły mi się oczy.
-Mogę. Bo chcę. Nie powinno Cię to obchodzić.- spojrzał na mnie ze wściekłością w oczach.
- Nie powinno? A czy w ogóle zależy Ci na mnie? Kochasz mnie? Bo po Twoim zachowaniu sugeruje, że nie..Wybieraj. Ja, albo narkotyki. Co Cię bardziej uzależnia ? - uroniłem łzę.
Zaniemówił. Myślałem, że wybierze mnie. Jednak.. Pomyliłem się.. Kolejny raz..
-Kocham Cię, ale dobrze wiesz, że nie przeżyje bez narkotyków.- powiedział ze złością.
-Heh.. Jakbyś mnie kochał, to rzuciłbyś je w pizdu. A tak to, tylko pokazujesz jakim cholernym gnojkiem jesteś.. - rozpłakałem się, ominąłem go i wybiegłem. Zatrzymałem się tylko w drzwiach i rzuciłem do niego:
-Zawsze Cię Kochałem. Kocham i zawsze będę. Znosiłem to wszystko dzielnie. A dlaczego? Bo mi na Tobie zależało.Szkoda tylko, że Ty tego nie okazywałeś.. Żegnaj~ - otarłem łzę i wybiegłem.
Słyszałem jak biegnie za mną. Ale nie zwracałem na to uwagi. Biegłem. Nic nie widziałem. Łzy ograniczały mi widoczność. Na dworze padało. Mokre włosy dodatkowo opadły mi na oczy. Wbiegłem na ulicę. Auto nadjechało. Wjechało we mnie. Upadłem. Usłyszałem krzyk Jongina. Podbiegł do mnie. Chwycił za rękę. Płakał. Przepraszał.
-KyngSoo.. Kochanie.. Proszę, nie umieraj. Będzie dobrze. Pójdę na leczenie. Naprawię to. - tak gorzko płakał.
-Kocham Cię. Pamiętaj. Ale jest już Za Późno.. Pamiętaj o mnie! - ostatnimi siłami wydusiłem to z siebie..
Moje powieki opadły. Zapadłem w głęboki sen, z którego się już nigdy nie wybudzę.
~Jongin~
-KyunSoo..Nie..! Co ja narobiłem.. - zakryłem twarz w dłoniach.
Wokół Nas stała spora grupka przechodniów. W oddali było słychać sygnał karetki i policji. Jechali go zabrać.. Chcieli zabrać mą największą miłość..
Przyjechali. Wsadzili go do worka. Ostatni raz pocałowałem jego jeszcze ciepłe i wilgotne usta. Już nigdy nie zasmakuje jego ust. Nigdy.
Odsunąłem się. Pozwoliłem im go zabrać. Ale nie na długo. Nie zostawię go tam samego..
Wstałem i pobiegłem do domu. Wszędzie go widziałem. Jego uśmiechniętą twarz.Wpadłem do Naszej sypialni.. Ah te Nasze noce.. - otarłem łzy. Wziąłem jakąś kartkę i długopis i zacząłem po niej pisać.
Kochani! Nie miejcie mi tego za złe, co zrobię. Nie jestem w stanie żyć bez niego. Gdzie on, tam ja. Bardzo Was Kocham. Mam nadzieję, że nigdy nie zapomnicie o Nas.
Kai.
Położyłem to na biurku. Wziąłem wszystkie tabletki jakie w domu miałem i alkohol. Wysypałem leki na rękę i na raz je połknąłem popijając alkoholem.
-Już do Ciebie idę. - uśmiechnąłem się i upadłem. Moje powieki zaczęły opadać. Zapadałem w głęboki sen. Nikt mnie już nie uratuje. Nikt. Jest już Za Późno.
~Witam Was! Moja pierwsza smutna historia. Nie ukrywam, gdy to pisałam popłakałam się. Mam nadzieję, że Wam się to spodoba. Liczę na komentarze i oceny z Waszej stronie. Miłych Wakacji! <3
~Mika.
piątek, 20 czerwca 2014
Tylko Ciebie Kocham
Paring: BaekYeol
Gatunek: Romans, Smutne.
~KyungSoo~
-Boże. Nie cierpię ich. Czy ja zawsze sam muszę sprzątać ten cholerny pokój.Czy chociaż raz nie mogą tego ONI zrobić? - mówiłem wściekle.
-Co się stało? - nagle do pokoju wszedł Suho. - Słychać Cię aż na korytarz.
-Ugh. No bo Baek i Chanyeol po prostu nie umieją za sobą posprzątać tylko ja to zawsze muszę robić - rzuciłem czyjąś koszulkę na ziemię i usiadłem na łóżku.
-No to po co to robisz? Sprzątaj tylko swoje rzeczy. A oni niech żyją w tym brudzie.- powiedział spokojnie Suho.
-Ale ja nie mogę na to patrzeć! Mam dość tego. - krzyknąłem zrezygnowany i ukryłem twarz w dłoniach.
-Eh. No to porozmawiaj z nimi o tym. Albo nie. Ja sobie wezmę ich na rozmowę. Ale nie będzie to przyjemna gadka. Nie martw się Kyungsoo. A teraz chodź na obiad. - Suho poklepał mnie po ramieniu i wyszedł.
-Przyjaciele. Ta. -powiedziałem szeptem i poszedłem na dół.
Mimo iż nie miałem ochoty nic jeść.. To musiałem. Nie miałem wyjścia. Inaczej by się na mnie wydarli, że nic nie jem. Wolałem tego uniknąć.
-Cześć Kochanie.-powiedział Kai, który właśnie schodził na dół.
-Cześć. -uśmiechnąłem się i dałem mu całusa w policzek.
A no tak.Zapomniałem. Jongin to mój chłopak od roku. Poznaliśmy się w klubie. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że jestem homo. Od samego początku byłem przekonany, że wolę dziewczyny. A tu takie coś. To było jak grom z jasnego nieba. Ale cieszę się, że to właśnie na niego trafiłem. Jestem mega szczęśliwy z nim. Jak przyjaciele zareagowali? Spokojnie. Oczywiście byli lekko zszokowani, ale przyzwyczaili się. W sumie to niedługo potem Baekhyun i Chanyeol również poczuli od siebie mięte. Przyjaźnimy się od małego. Razem w trójkę chodziliśmy do tej samej podstawówki, gimnazjum no i liceum. A później te same studia. Mieliśmy te same zainteresowania. W dodatku jesteśmy razem w zespole. Czy może być coś piękniejszego do mojego życia? Chyba nie. Właśnie... a gdzie jest Nasze BaekYeol?
-Ej. A gdzie Baekhyun i Chanyeol? - spytałem się Sehun'a rozglądając się wkoło.
-Poszli chyba na spacer..- odpowiedział.
-Ach te zakochańce..-zaśmiałem się cicho.
Tymczasem na spacerze...
~Baekhyun~
-Ah. Ale tu pięknie.- powiedziałem i wtuliłem się bardziej w ciepłe ramiona Chanyeol'a.
-Jest wręcz cudownie.
-Tak bardzo się cieszę, że jesteś ze mną.-spojrzałem na niego.
-Ja również.-posłał mi ciepły uśmiech.-Przepraszam.. Ale muszę iść. Widzimy się w domu.- pocałował mnie w policzek i uciekł.
Stałem jak słup. Nie wiedziałem dlaczego uciekł. Co się stało. Czy coś zrobiłem nie tak? . Od kilku dni dziwnie się zachowywał.. Albo nagle musiał iść i zostawiał mnie samego, albo rozmawiał z jakimiś osobami po nocach. Myślał, że ja o tym nie wiem? A może.. On.Mnie.Zdradza? - przystanąłem. Poczułem jak oczy napełniają mi się wodą.- Nie.. To nie może być prawda.. Przecież mnie kocha. Jutro mija rok odkąd jesteśmy razem.. I.. On chce to wszystko zniszczyć? Nie. To są jakieś moje wymysły.. - otrząsnąłem się i poszedłem do domu.
Godzinę później w domu...
~KyungSoo~
-O! Bakuś. Wróciłeś!- naskoczyłem na niego od razu jak wszedł.- Może raczyłbyś wreszcie posprzątać w pokoju? A nie tylko, ja będę sprzątać? - spojrzałem na jego twarz.
-Zrobię to później. Wybacz, ale jestem zmęczony. Idę się położyć. - powiedział smutno i powlekł się do pokoju.
-Ej.. Co Ci się stało? I gdzie Yeol? - poszedłem za nim.
-Nie wiem. Nic nie wiem. Daj mi spokój. - wszedł do pokoju i zamknął mi drzwi przed nosem.
Usłyszałem tylko ciche łkanie. Musiało się coś stać. Przecież wyszli razem. A wrócił sam.. Coś tu nie grało. Muszę się dowiedzieć, co.
-D.O co się stało? - zapytał Suho.
-Właśnie nie wiem. Wrócił sam. Bez Channiego. -potarłem czoło.
-Przecież miał mu się.. No wiesz..- mówił cicho Suho, by Baek nie słyszał.
-No wiem. Jutro jest ich rocznica. Bo my mieliśmy tydzień temu z Kai'em. - odpowiedziałem.
-Czekaj. Zadzwonię do niego.
-Okey. A ja spróbuję się dowiedzieć co z Baekhyun'em.-powiedziałem i zwróciłem się w stronę drzwi do Naszego pokoju.
W tym samym czasie w pokoju Baekhyun'a...
~Baekhyun~
Siedziałem całkiem sam w pokoju. Słychać było tylko moje ciche oddychanie. Moje myśli nie dawały mi spokoju. W mojej głowie panował totalny chaos. Ciągle słyszałem ciche głosiki, które mówiły "On Cię zdradza.", "Jesteś nikim" , "Zgiń!" . To ostatnie mnie przeraziło. Odruchowo wstałem. Złapałem się za głowę i kucnąłem. Nie dam rady. Nie przeżyję faktu, że mnie zdradza.. Wstałem i podszedłem do biurka Chanyeola. Nasze wspólne zdjęcie.. Takie piękne. Nagle moją uwagę przykuła lekko uchylona półka. Wystawała z niej jakaś koperta.. Wiedziałem,że nie powinienem grzebać w jego rzeczach, ale to było silniejsze ode mnie. Kucnąłem i ją wyciągnąłem. Otworzyłem ją. W środku była jakaś karteczka, na której było napisane:
"Zawsze będę Cię Kochać. Na zawsze Twój.". Zatkało mnie. Straciłem równowagę i upadłem. Ciepłe łzy zaczęły spływać mi po policzkach. Moje przypuszczenia się potwierdziły. On ma kogoś innego.. To dlatego tak znika i rozmawia z kimś po nocach. Upokorzył mnie.. Teraz będzie mieć mnie na sumieniu.- wstałem, wziąłem kartkę, długopis i zacząłem pisać.
"Przepraszam. Zawsze będę Cię Kochać, mimo iż mnie zraniłeś. Życzę Ci, abyś sobie ułożył życie z kimś, kogo kochasz.
Baekhyun"
Po napisaniu tego, wziąłem do ręki żyletkę. Policzyłem do 5 i... Zrobiłem to...
W momencie gdy upadałem na ziemię, do pokoju wszedł, a raczej wpadł KyungSoo.. a dalej już nie pamiętam. Tylko ciemność..
Dwa dni później...
~Chanyeol~
-Kochanie, słyszysz mnie? -spytałem cicho.
-T-tak..- szepnął Baek.
-Powiedz mi, dlaczego chciałeś się zabić?
Nic.
-Baekhyun.. Proszę. Wytłumacz mi to.
Nadal nic.
-Baek! Bo ja zaraz nie wytrzymam.- zerwałem się z krzesła.
-Nie wiesz? Az tak bardzo głupi jesteś? Dobrze. Powiem Ci. Tego dnia, gdy to się stało uciekłeś. Znowu. Tak było od tygodnia. Znikałeś, rozmawiałeś z kimś po nocach. W dodatku gdy wróciłem SAM do domy znalazłem list, na którym było napisane "Zawsze będę Cię Kochać. Na zawsze Twój" . I co? Jeszcze powiedz, że mnie nie zdradzałeś.- wykrzyczał to wszystko ze łzami w oczach.
Nie wiedziałem co powiedzieć.. Byłem zszokowany.
-K-Kochanie.. Ale ja Cię nie zdradziłem. Przecież tylko Ciebie Kocham. I nikogo innego. A to wszystko.. Eh... Nie chcę byś się o tym dowiedział tu no ale..
-Ale? -spojrzał na mnie smutno.
-To wszystko co działo się przez ostatni tydzień.. To dlatego że... Wczoraj była Nasza rocznica .. I.. Chciałem Ci się oświadczyć.. Te zniknięcia i rozmowy to planowanie zaręczyn.. Pomagał mi w tym Suho I KyungSoo.. -zerknąłem na jego twarz po czym spuściłem wzrok.
Nic nie odpowiedział. Widziałem tylko jak jego łzy spływają po policzkach. Nie wiedziałem czy to ze szczęścia, czy z bólu.. Nic nie wiedziałem.
-Proszę. Powiedz coś.. -wymamrotałem nawet na niego nie spoglądając.
-Ale co ma powiedzieć? Zachowałem się jak kretyn.. - odpowiedział.
-Nie prawda. Po prostu nie wiedziałeś. To miała być niespodzianka.
-A ten ..L-List? - lekko się podniósł do góry. Był osłabiony., Stracił dużo krwi.
-Przeszłość. To dla mnie nic nie znaczy. Liczysz się tylko Ty. - dotknąłem jego dłoni.
-Przepraszam. Może.. Zapomnijmy o tym wszystkim. Ja zapomnę o zaręczynach. A Ty o mojej próbie samobójczej. Dobrze? Zaczniemy od nowa. Proszę.- spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem.
-Dobrze. - uśmiechnąłem się. - Jak tylko wyjdziesz będzie czekała na Ciebie niespodzianka. - przytuliłem go do siebie. Było Nam to potrzebne.
Trzy dni później. Baekhyun jest już w domu...
~Chanyeol~
-No Kochanie.. Twoja niespodzianka już gotowa. -powiedziałem i zakryłem mu oczy dłońmi.
-Gdzie my jesteśmy? - zapytał cicho chichocząc.
-W parku. Nasze pierwsze spotkanie. Zaraz wszystko zobaczysz.- szepnąłem mu do ucha i poprowadziłem go w stronę niespodzianki.
Po parunastu krokach dotarliśmy na miejsce.
-Jesteśmy na miejscu. - powiedziałem i odkryłem mu oczy.
Naszym oczom ukazał się stolik, na którym była przygotowana kolacja. Wokół tego były świeczki w kształcie serduszka i płatki róż.
-Ale tu pięknie.. - powiedział wzruszony Baek.
-To dopiero początek.-uśmiechnąłem się.
Wyciągnąłem z marynarki pudełeczko, uklęknąłem i otworzyłem jego wieczko.
-Wyjdziesz za mnie? - spojrzałem na niego i uśmiechnąłem się słodko.
-T-Tak.- powiedział.
Wyciągnąłem pierścionek z pudełeczka i założyłem mu na palec, po czym wstałem. Momentalnie Baekhyun zawiesił mi się na szyi. Przytuliłem go mocno do siebie.
-Kocham Cię. -szepnąłem mu do uszka.
-Ja Ciebie też Kochanie. Na zawsze razem. - uśmiechnął się i Nasze usta złączyły się razem.
~Hej XD. Przepraszam Was, ze dopiero teraz wstawiam notkę, ale po prostu nie miałam czasu. Wiecie koniec roku i wgl.. I nie miałam weny. Mam nadzieję, że to opowiadanie Wam się spodoba :3. Miłęgo Czytania <3
Gatunek: Romans, Smutne.
~KyungSoo~
-Boże. Nie cierpię ich. Czy ja zawsze sam muszę sprzątać ten cholerny pokój.Czy chociaż raz nie mogą tego ONI zrobić? - mówiłem wściekle.
-Co się stało? - nagle do pokoju wszedł Suho. - Słychać Cię aż na korytarz.
-Ugh. No bo Baek i Chanyeol po prostu nie umieją za sobą posprzątać tylko ja to zawsze muszę robić - rzuciłem czyjąś koszulkę na ziemię i usiadłem na łóżku.
-No to po co to robisz? Sprzątaj tylko swoje rzeczy. A oni niech żyją w tym brudzie.- powiedział spokojnie Suho.
-Ale ja nie mogę na to patrzeć! Mam dość tego. - krzyknąłem zrezygnowany i ukryłem twarz w dłoniach.
-Eh. No to porozmawiaj z nimi o tym. Albo nie. Ja sobie wezmę ich na rozmowę. Ale nie będzie to przyjemna gadka. Nie martw się Kyungsoo. A teraz chodź na obiad. - Suho poklepał mnie po ramieniu i wyszedł.
-Przyjaciele. Ta. -powiedziałem szeptem i poszedłem na dół.
Mimo iż nie miałem ochoty nic jeść.. To musiałem. Nie miałem wyjścia. Inaczej by się na mnie wydarli, że nic nie jem. Wolałem tego uniknąć.
-Cześć Kochanie.-powiedział Kai, który właśnie schodził na dół.
-Cześć. -uśmiechnąłem się i dałem mu całusa w policzek.
A no tak.Zapomniałem. Jongin to mój chłopak od roku. Poznaliśmy się w klubie. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że jestem homo. Od samego początku byłem przekonany, że wolę dziewczyny. A tu takie coś. To było jak grom z jasnego nieba. Ale cieszę się, że to właśnie na niego trafiłem. Jestem mega szczęśliwy z nim. Jak przyjaciele zareagowali? Spokojnie. Oczywiście byli lekko zszokowani, ale przyzwyczaili się. W sumie to niedługo potem Baekhyun i Chanyeol również poczuli od siebie mięte. Przyjaźnimy się od małego. Razem w trójkę chodziliśmy do tej samej podstawówki, gimnazjum no i liceum. A później te same studia. Mieliśmy te same zainteresowania. W dodatku jesteśmy razem w zespole. Czy może być coś piękniejszego do mojego życia? Chyba nie. Właśnie... a gdzie jest Nasze BaekYeol?
-Ej. A gdzie Baekhyun i Chanyeol? - spytałem się Sehun'a rozglądając się wkoło.
-Poszli chyba na spacer..- odpowiedział.
-Ach te zakochańce..-zaśmiałem się cicho.
Tymczasem na spacerze...
~Baekhyun~
-Ah. Ale tu pięknie.- powiedziałem i wtuliłem się bardziej w ciepłe ramiona Chanyeol'a.
-Jest wręcz cudownie.
-Tak bardzo się cieszę, że jesteś ze mną.-spojrzałem na niego.
-Ja również.-posłał mi ciepły uśmiech.-Przepraszam.. Ale muszę iść. Widzimy się w domu.- pocałował mnie w policzek i uciekł.
Stałem jak słup. Nie wiedziałem dlaczego uciekł. Co się stało. Czy coś zrobiłem nie tak? . Od kilku dni dziwnie się zachowywał.. Albo nagle musiał iść i zostawiał mnie samego, albo rozmawiał z jakimiś osobami po nocach. Myślał, że ja o tym nie wiem? A może.. On.Mnie.Zdradza? - przystanąłem. Poczułem jak oczy napełniają mi się wodą.- Nie.. To nie może być prawda.. Przecież mnie kocha. Jutro mija rok odkąd jesteśmy razem.. I.. On chce to wszystko zniszczyć? Nie. To są jakieś moje wymysły.. - otrząsnąłem się i poszedłem do domu.
Godzinę później w domu...
~KyungSoo~
-O! Bakuś. Wróciłeś!- naskoczyłem na niego od razu jak wszedł.- Może raczyłbyś wreszcie posprzątać w pokoju? A nie tylko, ja będę sprzątać? - spojrzałem na jego twarz.
-Zrobię to później. Wybacz, ale jestem zmęczony. Idę się położyć. - powiedział smutno i powlekł się do pokoju.
-Ej.. Co Ci się stało? I gdzie Yeol? - poszedłem za nim.
-Nie wiem. Nic nie wiem. Daj mi spokój. - wszedł do pokoju i zamknął mi drzwi przed nosem.
Usłyszałem tylko ciche łkanie. Musiało się coś stać. Przecież wyszli razem. A wrócił sam.. Coś tu nie grało. Muszę się dowiedzieć, co.
-D.O co się stało? - zapytał Suho.
-Właśnie nie wiem. Wrócił sam. Bez Channiego. -potarłem czoło.
-Przecież miał mu się.. No wiesz..- mówił cicho Suho, by Baek nie słyszał.
-No wiem. Jutro jest ich rocznica. Bo my mieliśmy tydzień temu z Kai'em. - odpowiedziałem.
-Czekaj. Zadzwonię do niego.
-Okey. A ja spróbuję się dowiedzieć co z Baekhyun'em.-powiedziałem i zwróciłem się w stronę drzwi do Naszego pokoju.
W tym samym czasie w pokoju Baekhyun'a...
~Baekhyun~
Siedziałem całkiem sam w pokoju. Słychać było tylko moje ciche oddychanie. Moje myśli nie dawały mi spokoju. W mojej głowie panował totalny chaos. Ciągle słyszałem ciche głosiki, które mówiły "On Cię zdradza.", "Jesteś nikim" , "Zgiń!" . To ostatnie mnie przeraziło. Odruchowo wstałem. Złapałem się za głowę i kucnąłem. Nie dam rady. Nie przeżyję faktu, że mnie zdradza.. Wstałem i podszedłem do biurka Chanyeola. Nasze wspólne zdjęcie.. Takie piękne. Nagle moją uwagę przykuła lekko uchylona półka. Wystawała z niej jakaś koperta.. Wiedziałem,że nie powinienem grzebać w jego rzeczach, ale to było silniejsze ode mnie. Kucnąłem i ją wyciągnąłem. Otworzyłem ją. W środku była jakaś karteczka, na której było napisane:
"Zawsze będę Cię Kochać. Na zawsze Twój.". Zatkało mnie. Straciłem równowagę i upadłem. Ciepłe łzy zaczęły spływać mi po policzkach. Moje przypuszczenia się potwierdziły. On ma kogoś innego.. To dlatego tak znika i rozmawia z kimś po nocach. Upokorzył mnie.. Teraz będzie mieć mnie na sumieniu.- wstałem, wziąłem kartkę, długopis i zacząłem pisać.
"Przepraszam. Zawsze będę Cię Kochać, mimo iż mnie zraniłeś. Życzę Ci, abyś sobie ułożył życie z kimś, kogo kochasz.
Baekhyun"
Po napisaniu tego, wziąłem do ręki żyletkę. Policzyłem do 5 i... Zrobiłem to...
W momencie gdy upadałem na ziemię, do pokoju wszedł, a raczej wpadł KyungSoo.. a dalej już nie pamiętam. Tylko ciemność..
Dwa dni później...
~Chanyeol~
-Kochanie, słyszysz mnie? -spytałem cicho.
-T-tak..- szepnął Baek.
-Powiedz mi, dlaczego chciałeś się zabić?
Nic.
-Baekhyun.. Proszę. Wytłumacz mi to.
Nadal nic.
-Baek! Bo ja zaraz nie wytrzymam.- zerwałem się z krzesła.
-Nie wiesz? Az tak bardzo głupi jesteś? Dobrze. Powiem Ci. Tego dnia, gdy to się stało uciekłeś. Znowu. Tak było od tygodnia. Znikałeś, rozmawiałeś z kimś po nocach. W dodatku gdy wróciłem SAM do domy znalazłem list, na którym było napisane "Zawsze będę Cię Kochać. Na zawsze Twój" . I co? Jeszcze powiedz, że mnie nie zdradzałeś.- wykrzyczał to wszystko ze łzami w oczach.
Nie wiedziałem co powiedzieć.. Byłem zszokowany.
-K-Kochanie.. Ale ja Cię nie zdradziłem. Przecież tylko Ciebie Kocham. I nikogo innego. A to wszystko.. Eh... Nie chcę byś się o tym dowiedział tu no ale..
-Ale? -spojrzał na mnie smutno.
-To wszystko co działo się przez ostatni tydzień.. To dlatego że... Wczoraj była Nasza rocznica .. I.. Chciałem Ci się oświadczyć.. Te zniknięcia i rozmowy to planowanie zaręczyn.. Pomagał mi w tym Suho I KyungSoo.. -zerknąłem na jego twarz po czym spuściłem wzrok.
Nic nie odpowiedział. Widziałem tylko jak jego łzy spływają po policzkach. Nie wiedziałem czy to ze szczęścia, czy z bólu.. Nic nie wiedziałem.
-Proszę. Powiedz coś.. -wymamrotałem nawet na niego nie spoglądając.
-Ale co ma powiedzieć? Zachowałem się jak kretyn.. - odpowiedział.
-Nie prawda. Po prostu nie wiedziałeś. To miała być niespodzianka.
-A ten ..L-List? - lekko się podniósł do góry. Był osłabiony., Stracił dużo krwi.
-Przeszłość. To dla mnie nic nie znaczy. Liczysz się tylko Ty. - dotknąłem jego dłoni.
-Przepraszam. Może.. Zapomnijmy o tym wszystkim. Ja zapomnę o zaręczynach. A Ty o mojej próbie samobójczej. Dobrze? Zaczniemy od nowa. Proszę.- spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem.
-Dobrze. - uśmiechnąłem się. - Jak tylko wyjdziesz będzie czekała na Ciebie niespodzianka. - przytuliłem go do siebie. Było Nam to potrzebne.
Trzy dni później. Baekhyun jest już w domu...
~Chanyeol~
-No Kochanie.. Twoja niespodzianka już gotowa. -powiedziałem i zakryłem mu oczy dłońmi.
-Gdzie my jesteśmy? - zapytał cicho chichocząc.
-W parku. Nasze pierwsze spotkanie. Zaraz wszystko zobaczysz.- szepnąłem mu do ucha i poprowadziłem go w stronę niespodzianki.
Po parunastu krokach dotarliśmy na miejsce.
-Jesteśmy na miejscu. - powiedziałem i odkryłem mu oczy.
Naszym oczom ukazał się stolik, na którym była przygotowana kolacja. Wokół tego były świeczki w kształcie serduszka i płatki róż.
-Ale tu pięknie.. - powiedział wzruszony Baek.
-To dopiero początek.-uśmiechnąłem się.
Wyciągnąłem z marynarki pudełeczko, uklęknąłem i otworzyłem jego wieczko.
-Wyjdziesz za mnie? - spojrzałem na niego i uśmiechnąłem się słodko.
-T-Tak.- powiedział.
Wyciągnąłem pierścionek z pudełeczka i założyłem mu na palec, po czym wstałem. Momentalnie Baekhyun zawiesił mi się na szyi. Przytuliłem go mocno do siebie.
-Kocham Cię. -szepnąłem mu do uszka.
-Ja Ciebie też Kochanie. Na zawsze razem. - uśmiechnął się i Nasze usta złączyły się razem.
~Hej XD. Przepraszam Was, ze dopiero teraz wstawiam notkę, ale po prostu nie miałam czasu. Wiecie koniec roku i wgl.. I nie miałam weny. Mam nadzieję, że to opowiadanie Wam się spodoba :3. Miłęgo Czytania <3
niedziela, 25 maja 2014
Bohater
Paring: KaiSoo
Gatunek: Komedia, Romans
Pewnego letniego, słonecznego poranka, gdy sobie smacznie spałem coś mnie obudziło.. Czyjeś..Kroki? Tak. Ktoś wszedł do mojego pokoju. Ale kto? Udawałem, że nadal śpię. Usłyszałem jakieś śmiechy. Czyżby to.. I nie skończyłem rozmyślań, bo nagle skoczyłem jak oparzony. Ktoś mnie oblał zimną wodą!
- Przykro mi stary. Ale musieliśmy Cię jakoś zrzucić z łóżka. Ubieraj się, bo idziemy na basen.
Ja ich kompletnie nie rozumiem. Mamy tydzień wolnego, chłopaki z EXO-M jutro do Nas przyjeżdżają a Ci mnie budzą... Nie można sobie pospać? To jest jakaś zbrodnia? Przecież jest dopiero rano.. Spojrzałem na zegarek a tu.. 13. Ups. Już południe.. Ajj tam. Dobra, lepiej pójdę się ogarnąć.
Zrobiłem tak, jak powiedziałem. Poszedłem do łazienki, zdjąłem mokre ciuchy (czyt. bokserki i podkoszulek). Ubrałem specjalne bokserki na basen, spodnie i koszulkę z krótkim rękawkiem.
-Kai! Schodź już na dół- krzyknął Chanyeol.
-No idę, idę. - zabrałem telefon i zszedłem na dół.
-OK. Jesteśmy wszyscy, więc come on! - krzyknął uradowany Baek.
- Ale.. Ale.. Głodny jestem. -odpowiedziałem.
-Trzeba było nie spać do południa. -powiedział D.O
Achh.. Na sam jego głos, dostałem palpitacji serca.. No tak, Kyungsoo, podobał mi się od dawna. No cóż poradzę, że jest taki.. Seksowny i piękny i...
-Ej, żyjesz? - poczułem, że ktoś mi macha ręką przed nosem.
-T-tak. - otrząsnąłem się.- Chodźmy.
Wszyscy byli zdziwieni moim zachowaniem. Myślę, że się już domyślają, że coś czuję do D.O. Zawsze jak przechodzi, albo śpiewa, to wychodzą mi rumieńce na twarz. To już się robi denerwujące. Jak ten szkrab, może tak na mnie działać. To jest nie do pomyślenia. Ahh... Ile ja bym dał, by móc dotknąć jego delikatnej ręki, by co dzień smakować jego ciepłych, wilgotnych ust... Boże, dlaczego on musi woleć kobiety? Dlaczego muszę się zakochiwać bez wzajemności? No dlaczego?! Przez całą drogę na basen, zadawałem sobie te pytania.
-Kai? Nie idziesz? - zapytał mnie Kyung, gdy samochód się zatrzymał a wszyscy inni już wyszli.
-Idę, idę -odpowiedziałem szybko i poszedłem za resztą. Usłyszałem za sobą ciche westchnięcie Soo i jego ciche kroki. Nie wiem dlaczego, ale zrobiło mi się smutno. Ale szybko zmieniłem wyraz twarzy, by chłopaki nie zaczęli się dopytywać "Co mi się stało? Dlaczego jestem smutny.. Itd". Odebraliśmy od kasjerki kluczyki od szafek i poszliśmy się przebrać.
- Okey. Ja i Chanyeol biorzemy kluczyk 325.- powiedział Baek.
-To ja biorę 327 razem z Sehun'em, a Kai weźmie 330 z D.O - powiedział Suho. Chciałem się sprzeciwić, ale pytali by się czemu nie chce z Kyungiem. I co bym im powiedział? Że mi się podoba, ale to ukrywam przed nim, bo on woli dziewczyny? Oj nie. Tyle to przeżyję..
-No. Czyli wszystko uzgodnione. Chodźmy.- Zabrał głos Baekhyun i każdy powędrował do swojej szafki. KyungSoo szedł tak cicho, spokojnie. Jakby.. Coś go trapiło.. Nie mogłem wytrzymać tych jego dużych, smutnych oczu.
-Coś się stało?- spytałem, gdy wchodziliśmy do szatni.
-Nie.. Wszystko w porządku. - uśmiechnął się lekko.
Jego odpowiedź mi nie pasowała.. Przecież gołym okiem widać, że coś mu jest! Tylko jeszcze nie wiem co... Ale się dowiem.
***
Przebrani, weszliśmy na pływalnie. Channie od razu wskoczył do basenu, a za nim Baek, Suho i Sehun. Ja również chciałem, ale zobaczyłem, że Kyung się wycofuje..
-Czemu nie wchodzisz? - spytałem.
-Proszę? A tak tak, już wskakuje. - wymusił uśmiech i wszedł do wody. Ale tam, gdzie było płytko. Coś mi zaczyna świtać.. Może on się boi wody? Albo nie umie pływać? Nie.. Przecież wlazł do tej wody. Pomyślę nad tym później. I wskoczyłem, przy czym ochlapałem chłopaków. Wywiązała się bitwa. Wszyscy się świetnie bawili. Oprócz D.O. Siedział przy drabince i się tylko przyglądał. Chciałem do niego podpłynąć, ale Channie mnie wziął za rękę i pociągnął na zjeżdżalnie. Reszta już czekała w kolejce. Kyung nie chciał iść, więc został. Spojrzałem na niego tylko smutnie i wszedłem po schodach na górę. Nadeszła Nasza kolej. Wszyscy po kolei spływali na dół, śmiejąc się jak głupki. Zerknąłem na pływalnie w poszukiwaniu mojego obiektu westchnień. Nigdzie go nie widziałem. Może poszedł do szatni? - pomyślałem. I spłynąłem za resztą. Chłopaki poszli jeszcze raz zjechać, ale mnie martwiło nagłe zniknięcie mojego przyjaciela. Podszedłem bliżej wody i na samym końcu ujrzałem czyjąś postać leżącą na plecach. Przyjrzałem się bardziej i .... Moje serce szybciej zabiło. TO BYŁ KYUNGSOO! Wskoczyłem szybko do wody i zacząłem płynąć do niego. Bałem się, że nie zdąże.. Po chwili dopłynąłem do niego. Chwyciłem go mocno i wyciągnąłem na płytki. Wokół Nas znalazła się dość spora grupka ludzi. Przez tłumik przedzierali się ratownicy i chłopaki coś krzycząc. Nie słuchałem ich, bo próbowałem reanimować chłopaka.
-Jak to było? Aa.. 30 uciśnięć klatki piersiowej i 2 oddechy.-powiedziałem do siebie.
Zacząłem wykonywać czynność.. Liczyłem, 1,2,3,4,5 itd..
-Proszę.. Obudź się - wyczerpany, mówiłem do niego gorzko smakując łzy, spływające po moich policzkach.
Ktoś zadzwonił na pogotowie. Było słychać sygnały. Zatrzymała się. Ratownicy wbiegli do środka. Chłopaki mnie odciągnęli od nich. Musieli mnie bardzo mocno trzymać, bo próbowałem się im wyrwać. Zabierają go. Powiedzieli tylko gdzie go biorą i że jest w krytycznym stanie. Nie wiadomo czy przeżyje.Wynoszą go. Karetka odjeżdża. Poczułem ścisk w żołądku. Zaczęło mi się kręcić w głowie. Suho mnie podtrzymywał,bym nie upadł. Pomogli mi wejść do szatni. Otrząsnąłem się i szybko się ubrałem. Reszta zrobiła to samo. Mówili do mnie, ale ja ich nie słuchałem. Myślami byłem przy D.O.
Wsiedliśmy do samochodu i szybko jechaliśmy do szpitala.
- Kai.. - zaczął Baek.
-Proszę, powiedz coś..-skończył Channie.
-Co mam mówić?- wybuchnąłem. To, że Kyung jest w szpitalu i nie wiadomo czy przeżyje? To, że mogę go więcej nie zobaczyć? Że moja miłość mnie zostawi? - po wypowiedzeniu ostatniego zdania, zakryłem twarz dłońmi.
-Kochasz Soo? - zapytali jednocześnie.
-Tak. I co z tego. Jeśli się Wam to nie podoba, to Wasz problem. - powiedziałem cicho łkając.
-Nie.. Przecież my też jesteśmy gejami.. - powiedział Suho.
-C-Co..? - zapytałem cicho zerkając na nich.
- No tak. Ja i Suho jesteśmy od tygodnia ze sobą, a Baek i Channie od 2 tygodni. - powiedział Sehun obejmując swojego chłopaka w pasie.
- Dlaczego o tym nie wiedziałem?
- Bo nie wiedzieliśmy jak o tym zareagujesz. W dodatku Kyung się w Tobie podkochuje..
-Baekhyun! Mieliśmy mu o tym nie mówić- Chanyeol uderzył go w tył głowy.
- No co? Powinien wiedzieć. - odpowiedział Byun masując miejsce uderzenia.
Sprzeczkę przerwało zatrzymanie się samochodu. Wyszedłem jak oparzony i wbiegłem do środka.
-Przepraszam, niedawno przywieźli tu młodego chłopaka z basenu.. Gdzie on jest? - zapytałem jakieś pielęgniarki.
-Prosto i na lewo. Jest operowany. - odpowiedziała i poszła.
Nie dziękując, ruszyłem tam gdzie mnie skierowano. Oparłem się dłońmi o szybę. Mój oddech był przyśpieszony. Serce biło jak oszalałe. W głowie nawiedzały mnie różne myśli. Uderzyłem plecami o ścianę i się po niej osunąłem. Upadłem na ziemię. Wplotłem palce do włosów, a po moich policzkach spływały łzy. Czułem się bezsilny. Przybiegli chłopacy. Byli poddenerwowani. Usiedli na krzesłach. Z sali wyszła pielęgniarka. Momentalnie wstałem.
-Co się dzieje?
-Są komplikację. Walczą o jego życie. Proszę być dobrej myśli.- powiedziała pielęgniarka i poszła.
Poczułem jak ziemia spod moich nóg ustępuje. Wpadam w przepaść smutku i rozpaczy. Upadam. Mój świat się wali. Jeśli on umrze, to ja też. Nagle z sali wychodzą lekarze.
-I co z nim? - spytał Baek.
-Eh.. Uratowaliśmy go.Ale o tym czy będzie żył zadecyduje dzisiejsza noc. - powiedział mężczyzna.
Te słowa zapadły mi głęboko w pamięć.
- Gdzie on jest teraz?
- W sali 544. Możecie go odwiedzić. Ale pojedynczo. Przepraszam, ale muszę już iść. Bądźcie dobrej myśli.
Baekhyun się rozpłakał. Chanyeol próbował go uspokoić. Suho przytulał Sehun'a. A ja? Ja cicho przeszedłem obok nich. Nawet mnie nie zauważyli. Pobiegłem szukać tej sali. Po chwili znalazłem. Wszedłem do środka. To, co ujrzałem.. Będzie mi się śniło po nocach. D.O i te wszystkie maszyny wokół niego. Do moich oczu ponownie napłynęły łzy. Podszedłem do niego i usiadłem. Pomału wyciągnąłem w jego stronę rękę. Wycofałem ją. Zakryłem twarz dłońmi. Zacząłem płakać.
-Kochanie.. Boże.. - z trudem wymawiałem te słowa. - Proszę, nie opuszczaj mnie. Nie zostawiaj mnie. Bez Ciebie nie ma mnie. Teraz już rozumiem wszystko.. Nie umiesz pływać.. Jacy my głupi byliśmy. Wybacz. Proszę. Nie umieraj..Kocham Cię.. Słyszysz? Kocham Cię ponad życie. - i rozpłakałem się na dobre. Nawet nie wiedziałem kiedy usnąłem. Byłem wyczerpany...
Three hours later...
Poczułem czyjąś dłoń na swojej ręce. Otworzyłem oczy. Podniosłem głowę i mało brakowało bym nie spadł z krzesła. To był Kyung!
-Soo.. Żyjesz. - uśmiechnąłem się szeroko. - Tak się cieszę.
- Żyję, bo mam dla kogo. Myślałeś, że spałem? Wszystko słyszałem.. - uśmiechnął się lekko.
-S-Słyszałeś..? Ahh.. - poczułem jak policzka mi się palą od rumieńców.
- Jonginnie.. - powiedział tak słodko, że aż serce mi zaczęło mocniej bić.
-Tak? - powiedziałem cicho, pełny nadziei.
-Kocham Cię. - szepnął i pocałował moją dłoń.
-Ja Ciebie też.. - uśmiechnąłem się i pocałowałem go w policzek.
One week later...
Dzisiaj Kyungsoo wychodzi ze szpitala. Wszyscy się cieszą. Przyszedłem sam go odebrać, bo reszta organizowała przyjęcie na jego cześć.Wiem, on nie lubi niespodzianek, ale trudno. Przeżyje.
-Dzień Dobry Kochanie. - wszedłem do jego sali.
-Czeeść. - ucieszony, wyciągnął do mnie ręce. Przytuliłem go do siebie i pocałowałem go w policzek.
-Gotowy?
-Tak. Możemy iść.Jesteś moim bohaterem, wiesz?- odpowiedział brunet.
-Wiem. Tylko Twoim. Nauczę Cię pływać.- uśmiechnąłem się, biorąc jego torbę i wyszliśmy ze szpitala. Weszliśmy do samochodu i pojechaliśmy do domu.
Po 20 minutach dotarliśmy na miejsce.
- Ahh.. Wreszcie w domku.
- Nareszcie będziesz tylko przy mnie. - przytuliłem go od tyłu i na oczy założyłem mu czarną opaskę.
-Ej.. Co Ty kombinujesz? Wiesz, że nie lubię niespodzianek.- oburzył się.
-Peszek. - zaśmiałem się i pomału zaprowadziłem go do środka.
Weszliśmy do środka i zdjąłem mu opaskę. Wokół Nas było pełno balonów i duży napis " Witaj w Domu!"
Zapowiadała się niezła impreza.. Należało Nam się.
- Jejku., To takie miłe z Waszej strony. Dziękuję! - powiedział , a po policzku spłynęła mu łezka.
-No, to zaczynamy zabawę!- krzyknął Suho.
Zabrzmiała głośno muzyka i wszyscy rzucili sie w wir tańca. Ale nie my. Pociągnąłem D.O do mojego pokoju i zamknąłem drzwi. Było cicho.
-O co chodzi? - spytał lekko przerażony.
-Chcę Ci coś dać.- odpowiedziałem. Z biurka wyciągnąłem naszyjnik z serduszkiem.
-Zamknij oczka- powiedziałem.
Zrobił to, o co go poprosiłem. Podszedłem do niego od tyłu i założyłem mu na szyję łańcuszek.
- Kocham Cię. - szepnąłem.
- Jejku.. Śliczny. Dziękuję. Ja Ciebie też Kocham. Na zawsze razem. - powiedział i pocałował mnie.
Odwzajemniłem jego pocałunek. Jego usta były takie, jakie sobie wyobrażałem. Ciepłe i wilgotne. Od dzisiaj są tylko moje. On cały jest Mój. Na zawsze razem.
~Dzień Dobry XD. Wybaczcie mi, że przez ten tydzień nic nie dodawałam, ale brak czasu i pomysłu, Mam nadzieję, że to opowiadanie się Wam spodoba. Miłego czytania :3.
Gatunek: Komedia, Romans
Pewnego letniego, słonecznego poranka, gdy sobie smacznie spałem coś mnie obudziło.. Czyjeś..Kroki? Tak. Ktoś wszedł do mojego pokoju. Ale kto? Udawałem, że nadal śpię. Usłyszałem jakieś śmiechy. Czyżby to.. I nie skończyłem rozmyślań, bo nagle skoczyłem jak oparzony. Ktoś mnie oblał zimną wodą!
-KURWA! KTÓRY TO? - wstałem cały mokry, a przed moimi oczami stał Sehun i Suho.
Oczywiście nikt mi nie odpowiedział, bo się zanosili śmiechem. Rozumiem, by Sehun to wymyślił, ale że SUHO?! Przecież to on najbardziej jest odpowiedzialny i spokojny.. Coś tu śmierdziało.. I to nie wcale moje stopy.- Przykro mi stary. Ale musieliśmy Cię jakoś zrzucić z łóżka. Ubieraj się, bo idziemy na basen.
-Ale nie ZIMNĄ WODĄ! -krzyczałem wściekle - Wynoście się!
- Dobra, dobra. Spokojnie. Dostaniesz nagrodę za pierwsze miejsce w Miss Mokrego Podkoszulka- Po tych ostatnich słowach chłopaki wylecieli jak oparzeni z mojego pokoju, oczywiście dalej się śmiejąc.Ja ich kompletnie nie rozumiem. Mamy tydzień wolnego, chłopaki z EXO-M jutro do Nas przyjeżdżają a Ci mnie budzą... Nie można sobie pospać? To jest jakaś zbrodnia? Przecież jest dopiero rano.. Spojrzałem na zegarek a tu.. 13. Ups. Już południe.. Ajj tam. Dobra, lepiej pójdę się ogarnąć.
Zrobiłem tak, jak powiedziałem. Poszedłem do łazienki, zdjąłem mokre ciuchy (czyt. bokserki i podkoszulek). Ubrałem specjalne bokserki na basen, spodnie i koszulkę z krótkim rękawkiem.
-Kai! Schodź już na dół- krzyknął Chanyeol.
-No idę, idę. - zabrałem telefon i zszedłem na dół.
-OK. Jesteśmy wszyscy, więc come on! - krzyknął uradowany Baek.
- Ale.. Ale.. Głodny jestem. -odpowiedziałem.
-Trzeba było nie spać do południa. -powiedział D.O
Achh.. Na sam jego głos, dostałem palpitacji serca.. No tak, Kyungsoo, podobał mi się od dawna. No cóż poradzę, że jest taki.. Seksowny i piękny i...
-Ej, żyjesz? - poczułem, że ktoś mi macha ręką przed nosem.
-T-tak. - otrząsnąłem się.- Chodźmy.
Wszyscy byli zdziwieni moim zachowaniem. Myślę, że się już domyślają, że coś czuję do D.O. Zawsze jak przechodzi, albo śpiewa, to wychodzą mi rumieńce na twarz. To już się robi denerwujące. Jak ten szkrab, może tak na mnie działać. To jest nie do pomyślenia. Ahh... Ile ja bym dał, by móc dotknąć jego delikatnej ręki, by co dzień smakować jego ciepłych, wilgotnych ust... Boże, dlaczego on musi woleć kobiety? Dlaczego muszę się zakochiwać bez wzajemności? No dlaczego?! Przez całą drogę na basen, zadawałem sobie te pytania.
-Kai? Nie idziesz? - zapytał mnie Kyung, gdy samochód się zatrzymał a wszyscy inni już wyszli.
-Idę, idę -odpowiedziałem szybko i poszedłem za resztą. Usłyszałem za sobą ciche westchnięcie Soo i jego ciche kroki. Nie wiem dlaczego, ale zrobiło mi się smutno. Ale szybko zmieniłem wyraz twarzy, by chłopaki nie zaczęli się dopytywać "Co mi się stało? Dlaczego jestem smutny.. Itd". Odebraliśmy od kasjerki kluczyki od szafek i poszliśmy się przebrać.
- Okey. Ja i Chanyeol biorzemy kluczyk 325.- powiedział Baek.
-To ja biorę 327 razem z Sehun'em, a Kai weźmie 330 z D.O - powiedział Suho. Chciałem się sprzeciwić, ale pytali by się czemu nie chce z Kyungiem. I co bym im powiedział? Że mi się podoba, ale to ukrywam przed nim, bo on woli dziewczyny? Oj nie. Tyle to przeżyję..
-No. Czyli wszystko uzgodnione. Chodźmy.- Zabrał głos Baekhyun i każdy powędrował do swojej szafki. KyungSoo szedł tak cicho, spokojnie. Jakby.. Coś go trapiło.. Nie mogłem wytrzymać tych jego dużych, smutnych oczu.
-Coś się stało?- spytałem, gdy wchodziliśmy do szatni.
-Nie.. Wszystko w porządku. - uśmiechnął się lekko.
Jego odpowiedź mi nie pasowała.. Przecież gołym okiem widać, że coś mu jest! Tylko jeszcze nie wiem co... Ale się dowiem.
***
Przebrani, weszliśmy na pływalnie. Channie od razu wskoczył do basenu, a za nim Baek, Suho i Sehun. Ja również chciałem, ale zobaczyłem, że Kyung się wycofuje..
-Czemu nie wchodzisz? - spytałem.
-Proszę? A tak tak, już wskakuje. - wymusił uśmiech i wszedł do wody. Ale tam, gdzie było płytko. Coś mi zaczyna świtać.. Może on się boi wody? Albo nie umie pływać? Nie.. Przecież wlazł do tej wody. Pomyślę nad tym później. I wskoczyłem, przy czym ochlapałem chłopaków. Wywiązała się bitwa. Wszyscy się świetnie bawili. Oprócz D.O. Siedział przy drabince i się tylko przyglądał. Chciałem do niego podpłynąć, ale Channie mnie wziął za rękę i pociągnął na zjeżdżalnie. Reszta już czekała w kolejce. Kyung nie chciał iść, więc został. Spojrzałem na niego tylko smutnie i wszedłem po schodach na górę. Nadeszła Nasza kolej. Wszyscy po kolei spływali na dół, śmiejąc się jak głupki. Zerknąłem na pływalnie w poszukiwaniu mojego obiektu westchnień. Nigdzie go nie widziałem. Może poszedł do szatni? - pomyślałem. I spłynąłem za resztą. Chłopaki poszli jeszcze raz zjechać, ale mnie martwiło nagłe zniknięcie mojego przyjaciela. Podszedłem bliżej wody i na samym końcu ujrzałem czyjąś postać leżącą na plecach. Przyjrzałem się bardziej i .... Moje serce szybciej zabiło. TO BYŁ KYUNGSOO! Wskoczyłem szybko do wody i zacząłem płynąć do niego. Bałem się, że nie zdąże.. Po chwili dopłynąłem do niego. Chwyciłem go mocno i wyciągnąłem na płytki. Wokół Nas znalazła się dość spora grupka ludzi. Przez tłumik przedzierali się ratownicy i chłopaki coś krzycząc. Nie słuchałem ich, bo próbowałem reanimować chłopaka.
-Jak to było? Aa.. 30 uciśnięć klatki piersiowej i 2 oddechy.-powiedziałem do siebie.
Zacząłem wykonywać czynność.. Liczyłem, 1,2,3,4,5 itd..
-Proszę.. Obudź się - wyczerpany, mówiłem do niego gorzko smakując łzy, spływające po moich policzkach.
Ktoś zadzwonił na pogotowie. Było słychać sygnały. Zatrzymała się. Ratownicy wbiegli do środka. Chłopaki mnie odciągnęli od nich. Musieli mnie bardzo mocno trzymać, bo próbowałem się im wyrwać. Zabierają go. Powiedzieli tylko gdzie go biorą i że jest w krytycznym stanie. Nie wiadomo czy przeżyje.Wynoszą go. Karetka odjeżdża. Poczułem ścisk w żołądku. Zaczęło mi się kręcić w głowie. Suho mnie podtrzymywał,bym nie upadł. Pomogli mi wejść do szatni. Otrząsnąłem się i szybko się ubrałem. Reszta zrobiła to samo. Mówili do mnie, ale ja ich nie słuchałem. Myślami byłem przy D.O.
Wsiedliśmy do samochodu i szybko jechaliśmy do szpitala.
- Kai.. - zaczął Baek.
-Proszę, powiedz coś..-skończył Channie.
-Co mam mówić?- wybuchnąłem. To, że Kyung jest w szpitalu i nie wiadomo czy przeżyje? To, że mogę go więcej nie zobaczyć? Że moja miłość mnie zostawi? - po wypowiedzeniu ostatniego zdania, zakryłem twarz dłońmi.
-Kochasz Soo? - zapytali jednocześnie.
-Tak. I co z tego. Jeśli się Wam to nie podoba, to Wasz problem. - powiedziałem cicho łkając.
-Nie.. Przecież my też jesteśmy gejami.. - powiedział Suho.
-C-Co..? - zapytałem cicho zerkając na nich.
- No tak. Ja i Suho jesteśmy od tygodnia ze sobą, a Baek i Channie od 2 tygodni. - powiedział Sehun obejmując swojego chłopaka w pasie.
- Dlaczego o tym nie wiedziałem?
- Bo nie wiedzieliśmy jak o tym zareagujesz. W dodatku Kyung się w Tobie podkochuje..
-Baekhyun! Mieliśmy mu o tym nie mówić- Chanyeol uderzył go w tył głowy.
- No co? Powinien wiedzieć. - odpowiedział Byun masując miejsce uderzenia.
Sprzeczkę przerwało zatrzymanie się samochodu. Wyszedłem jak oparzony i wbiegłem do środka.
-Przepraszam, niedawno przywieźli tu młodego chłopaka z basenu.. Gdzie on jest? - zapytałem jakieś pielęgniarki.
-Prosto i na lewo. Jest operowany. - odpowiedziała i poszła.
Nie dziękując, ruszyłem tam gdzie mnie skierowano. Oparłem się dłońmi o szybę. Mój oddech był przyśpieszony. Serce biło jak oszalałe. W głowie nawiedzały mnie różne myśli. Uderzyłem plecami o ścianę i się po niej osunąłem. Upadłem na ziemię. Wplotłem palce do włosów, a po moich policzkach spływały łzy. Czułem się bezsilny. Przybiegli chłopacy. Byli poddenerwowani. Usiedli na krzesłach. Z sali wyszła pielęgniarka. Momentalnie wstałem.
-Co się dzieje?
-Są komplikację. Walczą o jego życie. Proszę być dobrej myśli.- powiedziała pielęgniarka i poszła.
Poczułem jak ziemia spod moich nóg ustępuje. Wpadam w przepaść smutku i rozpaczy. Upadam. Mój świat się wali. Jeśli on umrze, to ja też. Nagle z sali wychodzą lekarze.
-I co z nim? - spytał Baek.
-Eh.. Uratowaliśmy go.Ale o tym czy będzie żył zadecyduje dzisiejsza noc. - powiedział mężczyzna.
Te słowa zapadły mi głęboko w pamięć.
- Gdzie on jest teraz?
- W sali 544. Możecie go odwiedzić. Ale pojedynczo. Przepraszam, ale muszę już iść. Bądźcie dobrej myśli.
Baekhyun się rozpłakał. Chanyeol próbował go uspokoić. Suho przytulał Sehun'a. A ja? Ja cicho przeszedłem obok nich. Nawet mnie nie zauważyli. Pobiegłem szukać tej sali. Po chwili znalazłem. Wszedłem do środka. To, co ujrzałem.. Będzie mi się śniło po nocach. D.O i te wszystkie maszyny wokół niego. Do moich oczu ponownie napłynęły łzy. Podszedłem do niego i usiadłem. Pomału wyciągnąłem w jego stronę rękę. Wycofałem ją. Zakryłem twarz dłońmi. Zacząłem płakać.
-Kochanie.. Boże.. - z trudem wymawiałem te słowa. - Proszę, nie opuszczaj mnie. Nie zostawiaj mnie. Bez Ciebie nie ma mnie. Teraz już rozumiem wszystko.. Nie umiesz pływać.. Jacy my głupi byliśmy. Wybacz. Proszę. Nie umieraj..Kocham Cię.. Słyszysz? Kocham Cię ponad życie. - i rozpłakałem się na dobre. Nawet nie wiedziałem kiedy usnąłem. Byłem wyczerpany...
Three hours later...
Poczułem czyjąś dłoń na swojej ręce. Otworzyłem oczy. Podniosłem głowę i mało brakowało bym nie spadł z krzesła. To był Kyung!
-Soo.. Żyjesz. - uśmiechnąłem się szeroko. - Tak się cieszę.
- Żyję, bo mam dla kogo. Myślałeś, że spałem? Wszystko słyszałem.. - uśmiechnął się lekko.
-S-Słyszałeś..? Ahh.. - poczułem jak policzka mi się palą od rumieńców.
- Jonginnie.. - powiedział tak słodko, że aż serce mi zaczęło mocniej bić.
-Tak? - powiedziałem cicho, pełny nadziei.
-Kocham Cię. - szepnął i pocałował moją dłoń.
-Ja Ciebie też.. - uśmiechnąłem się i pocałowałem go w policzek.
One week later...
Dzisiaj Kyungsoo wychodzi ze szpitala. Wszyscy się cieszą. Przyszedłem sam go odebrać, bo reszta organizowała przyjęcie na jego cześć.Wiem, on nie lubi niespodzianek, ale trudno. Przeżyje.
-Dzień Dobry Kochanie. - wszedłem do jego sali.
-Czeeść. - ucieszony, wyciągnął do mnie ręce. Przytuliłem go do siebie i pocałowałem go w policzek.
-Gotowy?
-Tak. Możemy iść.Jesteś moim bohaterem, wiesz?- odpowiedział brunet.
-Wiem. Tylko Twoim. Nauczę Cię pływać.- uśmiechnąłem się, biorąc jego torbę i wyszliśmy ze szpitala. Weszliśmy do samochodu i pojechaliśmy do domu.
Po 20 minutach dotarliśmy na miejsce.
- Ahh.. Wreszcie w domku.
- Nareszcie będziesz tylko przy mnie. - przytuliłem go od tyłu i na oczy założyłem mu czarną opaskę.
-Ej.. Co Ty kombinujesz? Wiesz, że nie lubię niespodzianek.- oburzył się.
-Peszek. - zaśmiałem się i pomału zaprowadziłem go do środka.
Weszliśmy do środka i zdjąłem mu opaskę. Wokół Nas było pełno balonów i duży napis " Witaj w Domu!"
Zapowiadała się niezła impreza.. Należało Nam się.
- Jejku., To takie miłe z Waszej strony. Dziękuję! - powiedział , a po policzku spłynęła mu łezka.
-No, to zaczynamy zabawę!- krzyknął Suho.
Zabrzmiała głośno muzyka i wszyscy rzucili sie w wir tańca. Ale nie my. Pociągnąłem D.O do mojego pokoju i zamknąłem drzwi. Było cicho.
-O co chodzi? - spytał lekko przerażony.
-Chcę Ci coś dać.- odpowiedziałem. Z biurka wyciągnąłem naszyjnik z serduszkiem.
-Zamknij oczka- powiedziałem.
Zrobił to, o co go poprosiłem. Podszedłem do niego od tyłu i założyłem mu na szyję łańcuszek.
- Kocham Cię. - szepnąłem.
- Jejku.. Śliczny. Dziękuję. Ja Ciebie też Kocham. Na zawsze razem. - powiedział i pocałował mnie.
Odwzajemniłem jego pocałunek. Jego usta były takie, jakie sobie wyobrażałem. Ciepłe i wilgotne. Od dzisiaj są tylko moje. On cały jest Mój. Na zawsze razem.
~Dzień Dobry XD. Wybaczcie mi, że przez ten tydzień nic nie dodawałam, ale brak czasu i pomysłu, Mam nadzieję, że to opowiadanie się Wam spodoba. Miłego czytania :3.
niedziela, 18 maja 2014
Niemożliwe Staje Się Możliwe.
Paring: Taoris
Gatunek:Romans
Dwa tygodnie przed szkołą, przeprowadziłem się z Chin do Seulu. Nie ukrywam. Jest to dla mnie bardzo ciężkie, bo nikogo tu nie znam. Nowa szkoła, znajomi, język. W sumie, to koreańskiego uczyłem się przez wakacje, gdyż mama zapisała mnie na lekcje. Czyli jeden plus. Będę umiał się dogadać z innymi.. Jeżeli będę miał tu z kim rozmawiać. Eh.. Jutro mój pierwszy dzień w szkole. Pójdę lepiej spać, by się nie spóźnić...- Kris.. Obudź się..-poczułem, że ktoś mnie lekko szarpie.
-Co? -odezwałem się zaspanym głosem.
-Wstawaj! Spóźnisz się do szkoły. Śniadanie na stole. Tata Cię odwiezie.-powiedziała mama i wyszła.
Wstałem niechętnie i poszedłem do łazienki się ogarnąć. Umyłem się, poprawiłem włosy by jakoś wyglądać i stanąłem przed szafą. I teraz pytanie.. W co się ubrać?! Hm.. To.. Nie. Too? Też nie. Nie pasuje do spodni. Ahh.. Wreszcie się zdecydowałem. Ubrałem czarne rurki, biały T-Shirt z jakimś smokiem i szarą bluzą z zamkiem.
-Kris! Schodź na śniadanie! - dobiegł mnie głos mamy z dołu, więc wziąłem torbę i zszedłem do kuchni.
-Ale Ty ładnie wyglądasz.. - powiedziała rodzicielka i pocałowała mnie w czoło.
- Oj mamo.. Bez przesady.-mruknąłem i zacząłem jeść.
Na zegarze była 7:40, więc wstałem, ubrałem buty i poszedłem do samochodu ojca. Gdy wreszcie przyszedł, ruszyliśmy do szkoły. Strasznie się denerwowałem. Czułem jak ręce mi się trzęsą. Na nieszczęście tata to zauważył...
-Yifan, czym się denerwujesz?
-Jeszcze pytasz.. Szkołą.. To mój pierwszy dzień. Boję się jak to będzie .. - odpowiedziałem niechętnie.
-Oj, synku.. Będzie dobrze.-uśmiechnął się i poklepał mnie po ramieniu.
Po 10 minutach, dojechaliśmy. Tata zatrzymał się przed bramą. Pożegnałem się z nim i ruszyłem przed siebie. Wszyscy się tak dziwnie na mnie patrzyli. No rozumiem, jestem nowy, ale nie muszą mnie obserwować. To jest krępujące.. Wszedłem do szkoły i poszedłem szukać dyrektora. Miał mi dać plan lekcji i numer szafki. Szedłem tak przez korytarz i ten ich wzrok.. A szczególnie jednego chłopaka.. Spojrzałem na niego przelotnie. O dziwo, zapamiętałem prawie wszystko.. Stał z jakimś kolegą. Był wysoki, oczy miał podkrążone tak jakby nie spał przez miesiąc. Muszę przyznać, iż jest bardzo przystojny. Odwróciłem wzrok, bo dziwnie to wyglądało. W końcu trafiłem do dyrekcji. Jakiś gość -prawdopodobnie sekretarz- podał mi plan lekcji i numer szafki. Podziękowałem i zabrzmiał dzwonek. Poszedłem do sali w której miałem mieć.. Hm... Historię. No super.. Tak bardzo kocham ten przedmiot, że aż wcale.. No ale cóż, wszedłem do środka i mnie zamurowało. Ten chłopak, któremu się przyglądałem również miał zajęcia te co ja. No pięknie. Gorzej być nie może?
-Proszę poznajcie nowego ucznia- Kris'a. - przedstawił mnie nauczyciel.
-Gdzie mogę usiąść? - spytałem.
Nauczyciel rozejrzał się po klasie i ręką wskazał na niego. Czyli gorzej może być.
-Usiądź obok Tao. - powiedział do mnie i usiadł przy biurku, sprawdzając obecność.
Chłopak siedział w ostatniej ławce na środku klasy. Szedłem pomiędzy innymi a oni nawet na chwilę nie spuścili ze mnie wzroku. Usiadłem na wolnym miejscu obok niego. Kątem oka widziałem, jak mi się przygląda. Może to dziwnie zabrzmi, ale nie mogłem od niego oderwać oczu. Był tak cholernie przystojny. Czas się przyznać. Jestem homo. Podobają mi się mężczyźni. Podoba mi się ON. Boże.. nie ma to jak zakochać się w nieznajomym w pierwszy dzień szkoły. I to w dodatku nieszczęśliwie.. Skąd mogę mieć pewność, że on też jest homo? No właśnie. Nie wiem.. Ehh.. ZBAWIENIE! Dzwonek zadzwonił. Co z tego, że nic nie słuchałem bo byłem zajęty myśleniem o Tao. Warto było. Gdy wstawałem dobiegł mnie głos z boku.
-Cześć. - powiedział jakiś nieznajomy.
-Hej..- odpowiedziałem, mrużąc oczy.
-Ah no tak. Nie przedstawiłem się. Jestem Baekhyun- przywitał się.
-...Mój chłopak..- obok niego stanął jakiś wysoki chłopak.
-Chanyeol..Proszę Cię..- mruknął niższy.,
- No co? Niech wie, żeby trzymał ręce przy sobie. - uśmiechnął się i przytulił go do siebie.
Tak słodko razem wyglądali..
-Chodź Kris, poznamy Cię z resztą naszej paczki.
-Ale.. - próbowałem się sprzeciwić.
-Nie ma żadnego ale. Chodź. - uśmiechnęli się obaj i pociągnęli mnie za sobą.
Przed klasą stało- jeśli dobrze umiem liczyć- 6 chłopaków.
-Poznaj: Suho,Kai'a Sehun'a , Luhan'a, Lay'a i Tao.. Ale jego to już znasz. Reszta do Nas dojdzie później.- Yeollie uśmiechnął się i oparł się na mnie. Wszyscy wydawali się bardzo mili. Opowiedziałem im, jak się tu znalazłem i skąd pochodzę. Tao przez cały czas się patrzył na mnie. Nie ukrywam, podobało mi się to.
On.. Uśmiechnął się do mnie? Nie.. To niemożliwe.. A jednak.. Odwzajemniłem uśmiech, w brzuchu zaczęło mi się przewracać, a serce zaczęło mocniej bić.Zabrzmiał dzwonek, oznajmujący kolejną lekcję. I tak było jeszcze przez 7 godzin. Wreszcie zacząłem rozmawiać z Tao. Jego przyjaciele mówią na niego Panda, więc też tak mu mówiłem. Przez cały dzień w szkole, nie odstępowaliśmy się nawet na krok. Nigdy nie wierzyłem, że można zdobyć przyjaciela już w pierwszy dzień. Ale jednak niemożliwe staje się możliwe.
Niemożliwe jednak będzie to, iż nigdy nie będę z Pandzią. Wydaje mi sie, że jest hetero.. Moim drugim przyjacielem stał się Baek. Nawet Channie nie był zazdrosny.. Szok. I tak minął tydzień. I później kolejny.. Aż nadszedł dzień, którego nie spodziewałem się nawet w snach..
Rano, jak zawsze obudził mnie budzik. Wstałem niechętnie, umyłem się.. Spojrzałem przez okno, słońce świeci, mimo iż była jesień. Więc ubrałem czerwone rurki, jakiś T-shirt i bejsbolówkę. Zszedłem na śniadanie, a po nim tata mnie zawiózł pod szkołę. Przy bramie czekali na mnie Tao, Baek i Yeollie. Razem weszliśmy do środka. W samą porę, bo akurat zadzwonił dzwonek. Gdy byliśmy już w klasie, dyrektor ogłosił, że w szkole ma być jakieś ważne spotkanie i wypuszczają Nas wcześniej. Wszyscy się ucieszyli. Po 2 godzinach lekcji wreszcie mogliśmy iść do domu. Wyszedłem przed budynek a tu co...? Deszcz i zimno. No myślałem, że skoczę z krawędzi i się zabije.
-Trzeba było się cieplej ubrać. - usłyszałem głos nad swoim uchem. Przestraszyłem się i odruchowo skoczyłem, tak iż spadłem ze schodów.
-Rany Boskie.. Kris! Nic Ci nie jest?- podbiegł do mnie Tao. Jak się okazało to on mnie wystraszył. Pomógł mi wstać.
-Głupek..Nie strasz mnie już tak.
-A skąd mogłem wiedzieć, że jesteś takim bojączkiem. - zaśmiał się cicho. Zmrużyłem tylko oczy i napięcie się obróciłem idąc w stronę domu. Ale Pandzia poszła za mną.
-No słońce.. Nie obrażaj się.. - powiedział to tak czule, że aż ciepło mi się zrobiło.
-Pfff. -prychnąłem i szedłem dalej, nie zwracając na niego uwagi.
-Dobrze. Możemy iść w ciszy. Ale nie będziesz mi tu marzł. - zarzucił mi kurtkę na ramiona.
- Ale będzie Ci zimno!- zaprotestowałem.
- Nie będzie. Mam jeszcze bluzę.
-Eh... To chodź do mnie. Zrobimy sobie kakao. Mieszkam niedaleko.
Po jakiś 15 minutach dotarliśmy do mojego domu. Na szczęście, nikogo nie było w domu.
Weszliśmy do środka i się rozebraliśmy. Bez podtekstów. Ściągnęliśmy tylko buty i kurtki.
-Poczekaj, przyniosę Ci jakieś ciuchy. Mam nadzieję, że będą na Ciebie pasować. Rozgość się. - rzuciłem i pobiegłem do pokoju. Przebrałem się, a jemu wziąłem jakieś spodnie dresowe i białą bluzkę no i bluzę. Zszedłem na dół , pokazałem mu gdzie łazienka i podałem ubrania. Sam poszedłem do kuchni zrobić kakao. Po chwili wrócił.Tak fajnie wyglądał w moich ciuchach. Te jego mokre włosy od deszczu kapiące na bluzkę.. Nawet nie wiedziałem, keidy zdążyłem się tak zamyślić.
-Ej..Ziemia do Krisa..- ocknąłem się i zobaczyłem jak uśmiechnięty Tao macha mi ręką przed nosem. - No nie wyobrażaj sobie dużo o mnie.- zaśmiał się, a ja poczułem, że się rumienię.
-Wcale nie myślę o Tobie! Masz kakao - oburzyłem się i podałem mu napój.
-Pokażesz mi swój pokój? - spytał i spojrzał na mnie tak uroczo, ze nie w sposób było się nie zgodzić.
-Ugh.. No chodź..- z ociąganiem wstałem i poszliśmy na górę.
-Proszę . O to mój pokój.- weszliśmy do środka i usiadłem na łóżku, a Panda rozglądała się wkoło.
-Mhh, ładnie tu. - uśmiechnął się i siadł obok mnie.
-Dziękuję. - odwzajemniłem uśmiech.
Patrzyliśmy na siebie na chwilę. Widziałem jak Tao przenosi wzrok na moje usta a później wraca do oczu. Nagle jakoś zmarkotniał.
-Co się stało? - spytałem.
-Nie.. Nic..- wstał i szybko zszedł na dół.
Zdziwiony, poszedłem za nim.
-Ej, o co chodzi?
-Ciuchy Ci przyniosę jutro do szkoły. Dziękuję. Cześć! - ubrał szybko buty, narzucił kurtkę na ramiona i wybiegł. Nie myśląc, pobiegłem za nim. Zatrzymałem go parę metrów od mojego domu. Pociągnąłem go za ramię.
-Co chcesz?- zapytał.
-Chce wiedzieć, dlaczego tak nagle wybiegłeś.
-Bo.. Musiałem. - odpowiedział szybko.
-Nie kłam. Powiedz mi co się dzieję. Nie puszczę Cię, dopóki się nie dowiem.
- Tak bardzo chcesz wiedzieć? Proszę, powiem. Kocham Cię. Odkąd Cię poznałem, zakochałem się w Tobie. A teraz, gdy tak siedzieliśmy wpatrzeni w siebie, uświadomiłem sobie, że Ty nic do mnie nie czujesz poza przyjaźnią. - mówił tak spokojnie, ale było słychać, że głos mu się trzęsie.
-Głuptasie.. -pogłaskałem go po mokrych włosach, gdyż deszcz nadal padał.- Nie lepiej było to powiedzieć wcześniej? Też Cię Kocham.Od samego początku, ale wiedziałem, że niemożliwe jest to, byśmy byli razem- powiedziałem i go pocałowałem. Był zdezorientowany, ale odwzajemnił pocałunek.
-Widzisz, niemożliwe staje się możliwe. Chodź do środka.Jesteś w samej podkoszulce. Będziesz chory.- szepnął i zarzucił mi kurtkę na ramiona. Chwycił mnie za dłoń i poszliśmy do domu.
***
Minął rok, odkąd jesteśmy razem. Nasza miłość, nie zmalała. Wręcz przeciwnie- ona wzrasta. Codziennie od nowa, zakochujemy się w sobie. Jesteśmy szczęśliwi. Kocham jego, a on mnie. Moi rodzice wiedzą o tym i o dziwo, nie mieli nic przeciwko. Akceptują Naszą miłość.
Niemożliwe, staje się możliwe~.
Cześć i Czołem XD. Oto moje kolejne opowiadanie. Tym razem TaoRis. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Byłam bym wdzięczna, gdybyście w komentarzu wyrazili swoje opinie na ten temat. Jest to dla mnie ważne, gdyż nie wiem czy mi to wychodzi, czy nie, czy prowadzić dalej blog czy też nie. Miłego czytania :3
~Mika.
Gatunek:Romans
Dwa tygodnie przed szkołą, przeprowadziłem się z Chin do Seulu. Nie ukrywam. Jest to dla mnie bardzo ciężkie, bo nikogo tu nie znam. Nowa szkoła, znajomi, język. W sumie, to koreańskiego uczyłem się przez wakacje, gdyż mama zapisała mnie na lekcje. Czyli jeden plus. Będę umiał się dogadać z innymi.. Jeżeli będę miał tu z kim rozmawiać. Eh.. Jutro mój pierwszy dzień w szkole. Pójdę lepiej spać, by się nie spóźnić...- Kris.. Obudź się..-poczułem, że ktoś mnie lekko szarpie.
-Co? -odezwałem się zaspanym głosem.
-Wstawaj! Spóźnisz się do szkoły. Śniadanie na stole. Tata Cię odwiezie.-powiedziała mama i wyszła.
Wstałem niechętnie i poszedłem do łazienki się ogarnąć. Umyłem się, poprawiłem włosy by jakoś wyglądać i stanąłem przed szafą. I teraz pytanie.. W co się ubrać?! Hm.. To.. Nie. Too? Też nie. Nie pasuje do spodni. Ahh.. Wreszcie się zdecydowałem. Ubrałem czarne rurki, biały T-Shirt z jakimś smokiem i szarą bluzą z zamkiem.
-Kris! Schodź na śniadanie! - dobiegł mnie głos mamy z dołu, więc wziąłem torbę i zszedłem do kuchni.
-Ale Ty ładnie wyglądasz.. - powiedziała rodzicielka i pocałowała mnie w czoło.
- Oj mamo.. Bez przesady.-mruknąłem i zacząłem jeść.
Na zegarze była 7:40, więc wstałem, ubrałem buty i poszedłem do samochodu ojca. Gdy wreszcie przyszedł, ruszyliśmy do szkoły. Strasznie się denerwowałem. Czułem jak ręce mi się trzęsą. Na nieszczęście tata to zauważył...
-Yifan, czym się denerwujesz?
-Jeszcze pytasz.. Szkołą.. To mój pierwszy dzień. Boję się jak to będzie .. - odpowiedziałem niechętnie.
-Oj, synku.. Będzie dobrze.-uśmiechnął się i poklepał mnie po ramieniu.
Po 10 minutach, dojechaliśmy. Tata zatrzymał się przed bramą. Pożegnałem się z nim i ruszyłem przed siebie. Wszyscy się tak dziwnie na mnie patrzyli. No rozumiem, jestem nowy, ale nie muszą mnie obserwować. To jest krępujące.. Wszedłem do szkoły i poszedłem szukać dyrektora. Miał mi dać plan lekcji i numer szafki. Szedłem tak przez korytarz i ten ich wzrok.. A szczególnie jednego chłopaka.. Spojrzałem na niego przelotnie. O dziwo, zapamiętałem prawie wszystko.. Stał z jakimś kolegą. Był wysoki, oczy miał podkrążone tak jakby nie spał przez miesiąc. Muszę przyznać, iż jest bardzo przystojny. Odwróciłem wzrok, bo dziwnie to wyglądało. W końcu trafiłem do dyrekcji. Jakiś gość -prawdopodobnie sekretarz- podał mi plan lekcji i numer szafki. Podziękowałem i zabrzmiał dzwonek. Poszedłem do sali w której miałem mieć.. Hm... Historię. No super.. Tak bardzo kocham ten przedmiot, że aż wcale.. No ale cóż, wszedłem do środka i mnie zamurowało. Ten chłopak, któremu się przyglądałem również miał zajęcia te co ja. No pięknie. Gorzej być nie może?
-Proszę poznajcie nowego ucznia- Kris'a. - przedstawił mnie nauczyciel.
-Gdzie mogę usiąść? - spytałem.
Nauczyciel rozejrzał się po klasie i ręką wskazał na niego. Czyli gorzej może być.
-Usiądź obok Tao. - powiedział do mnie i usiadł przy biurku, sprawdzając obecność.
Chłopak siedział w ostatniej ławce na środku klasy. Szedłem pomiędzy innymi a oni nawet na chwilę nie spuścili ze mnie wzroku. Usiadłem na wolnym miejscu obok niego. Kątem oka widziałem, jak mi się przygląda. Może to dziwnie zabrzmi, ale nie mogłem od niego oderwać oczu. Był tak cholernie przystojny. Czas się przyznać. Jestem homo. Podobają mi się mężczyźni. Podoba mi się ON. Boże.. nie ma to jak zakochać się w nieznajomym w pierwszy dzień szkoły. I to w dodatku nieszczęśliwie.. Skąd mogę mieć pewność, że on też jest homo? No właśnie. Nie wiem.. Ehh.. ZBAWIENIE! Dzwonek zadzwonił. Co z tego, że nic nie słuchałem bo byłem zajęty myśleniem o Tao. Warto było. Gdy wstawałem dobiegł mnie głos z boku.
-Cześć. - powiedział jakiś nieznajomy.
-Hej..- odpowiedziałem, mrużąc oczy.
-Ah no tak. Nie przedstawiłem się. Jestem Baekhyun- przywitał się.
-...Mój chłopak..- obok niego stanął jakiś wysoki chłopak.
-Chanyeol..Proszę Cię..- mruknął niższy.,
- No co? Niech wie, żeby trzymał ręce przy sobie. - uśmiechnął się i przytulił go do siebie.
Tak słodko razem wyglądali..
-Chodź Kris, poznamy Cię z resztą naszej paczki.
-Ale.. - próbowałem się sprzeciwić.
-Nie ma żadnego ale. Chodź. - uśmiechnęli się obaj i pociągnęli mnie za sobą.
Przed klasą stało- jeśli dobrze umiem liczyć- 6 chłopaków.
-Poznaj: Suho,Kai'a Sehun'a , Luhan'a, Lay'a i Tao.. Ale jego to już znasz. Reszta do Nas dojdzie później.- Yeollie uśmiechnął się i oparł się na mnie. Wszyscy wydawali się bardzo mili. Opowiedziałem im, jak się tu znalazłem i skąd pochodzę. Tao przez cały czas się patrzył na mnie. Nie ukrywam, podobało mi się to.
On.. Uśmiechnął się do mnie? Nie.. To niemożliwe.. A jednak.. Odwzajemniłem uśmiech, w brzuchu zaczęło mi się przewracać, a serce zaczęło mocniej bić.Zabrzmiał dzwonek, oznajmujący kolejną lekcję. I tak było jeszcze przez 7 godzin. Wreszcie zacząłem rozmawiać z Tao. Jego przyjaciele mówią na niego Panda, więc też tak mu mówiłem. Przez cały dzień w szkole, nie odstępowaliśmy się nawet na krok. Nigdy nie wierzyłem, że można zdobyć przyjaciela już w pierwszy dzień. Ale jednak niemożliwe staje się możliwe.
Niemożliwe jednak będzie to, iż nigdy nie będę z Pandzią. Wydaje mi sie, że jest hetero.. Moim drugim przyjacielem stał się Baek. Nawet Channie nie był zazdrosny.. Szok. I tak minął tydzień. I później kolejny.. Aż nadszedł dzień, którego nie spodziewałem się nawet w snach..
Rano, jak zawsze obudził mnie budzik. Wstałem niechętnie, umyłem się.. Spojrzałem przez okno, słońce świeci, mimo iż była jesień. Więc ubrałem czerwone rurki, jakiś T-shirt i bejsbolówkę. Zszedłem na śniadanie, a po nim tata mnie zawiózł pod szkołę. Przy bramie czekali na mnie Tao, Baek i Yeollie. Razem weszliśmy do środka. W samą porę, bo akurat zadzwonił dzwonek. Gdy byliśmy już w klasie, dyrektor ogłosił, że w szkole ma być jakieś ważne spotkanie i wypuszczają Nas wcześniej. Wszyscy się ucieszyli. Po 2 godzinach lekcji wreszcie mogliśmy iść do domu. Wyszedłem przed budynek a tu co...? Deszcz i zimno. No myślałem, że skoczę z krawędzi i się zabije.
-Trzeba było się cieplej ubrać. - usłyszałem głos nad swoim uchem. Przestraszyłem się i odruchowo skoczyłem, tak iż spadłem ze schodów.
-Rany Boskie.. Kris! Nic Ci nie jest?- podbiegł do mnie Tao. Jak się okazało to on mnie wystraszył. Pomógł mi wstać.
-Głupek..Nie strasz mnie już tak.
-A skąd mogłem wiedzieć, że jesteś takim bojączkiem. - zaśmiał się cicho. Zmrużyłem tylko oczy i napięcie się obróciłem idąc w stronę domu. Ale Pandzia poszła za mną.
-No słońce.. Nie obrażaj się.. - powiedział to tak czule, że aż ciepło mi się zrobiło.
-Pfff. -prychnąłem i szedłem dalej, nie zwracając na niego uwagi.
-Dobrze. Możemy iść w ciszy. Ale nie będziesz mi tu marzł. - zarzucił mi kurtkę na ramiona.
- Ale będzie Ci zimno!- zaprotestowałem.
- Nie będzie. Mam jeszcze bluzę.
-Eh... To chodź do mnie. Zrobimy sobie kakao. Mieszkam niedaleko.
Po jakiś 15 minutach dotarliśmy do mojego domu. Na szczęście, nikogo nie było w domu.
Weszliśmy do środka i się rozebraliśmy. Bez podtekstów. Ściągnęliśmy tylko buty i kurtki.
-Poczekaj, przyniosę Ci jakieś ciuchy. Mam nadzieję, że będą na Ciebie pasować. Rozgość się. - rzuciłem i pobiegłem do pokoju. Przebrałem się, a jemu wziąłem jakieś spodnie dresowe i białą bluzkę no i bluzę. Zszedłem na dół , pokazałem mu gdzie łazienka i podałem ubrania. Sam poszedłem do kuchni zrobić kakao. Po chwili wrócił.Tak fajnie wyglądał w moich ciuchach. Te jego mokre włosy od deszczu kapiące na bluzkę.. Nawet nie wiedziałem, keidy zdążyłem się tak zamyślić.
-Ej..Ziemia do Krisa..- ocknąłem się i zobaczyłem jak uśmiechnięty Tao macha mi ręką przed nosem. - No nie wyobrażaj sobie dużo o mnie.- zaśmiał się, a ja poczułem, że się rumienię.
-Wcale nie myślę o Tobie! Masz kakao - oburzyłem się i podałem mu napój.
-Pokażesz mi swój pokój? - spytał i spojrzał na mnie tak uroczo, ze nie w sposób było się nie zgodzić.
-Ugh.. No chodź..- z ociąganiem wstałem i poszliśmy na górę.
-Proszę . O to mój pokój.- weszliśmy do środka i usiadłem na łóżku, a Panda rozglądała się wkoło.
-Mhh, ładnie tu. - uśmiechnął się i siadł obok mnie.
-Dziękuję. - odwzajemniłem uśmiech.
Patrzyliśmy na siebie na chwilę. Widziałem jak Tao przenosi wzrok na moje usta a później wraca do oczu. Nagle jakoś zmarkotniał.
-Co się stało? - spytałem.
-Nie.. Nic..- wstał i szybko zszedł na dół.
Zdziwiony, poszedłem za nim.
-Ej, o co chodzi?
-Ciuchy Ci przyniosę jutro do szkoły. Dziękuję. Cześć! - ubrał szybko buty, narzucił kurtkę na ramiona i wybiegł. Nie myśląc, pobiegłem za nim. Zatrzymałem go parę metrów od mojego domu. Pociągnąłem go za ramię.
-Co chcesz?- zapytał.
-Chce wiedzieć, dlaczego tak nagle wybiegłeś.
-Bo.. Musiałem. - odpowiedział szybko.
-Nie kłam. Powiedz mi co się dzieję. Nie puszczę Cię, dopóki się nie dowiem.
- Tak bardzo chcesz wiedzieć? Proszę, powiem. Kocham Cię. Odkąd Cię poznałem, zakochałem się w Tobie. A teraz, gdy tak siedzieliśmy wpatrzeni w siebie, uświadomiłem sobie, że Ty nic do mnie nie czujesz poza przyjaźnią. - mówił tak spokojnie, ale było słychać, że głos mu się trzęsie.
-Głuptasie.. -pogłaskałem go po mokrych włosach, gdyż deszcz nadal padał.- Nie lepiej było to powiedzieć wcześniej? Też Cię Kocham.Od samego początku, ale wiedziałem, że niemożliwe jest to, byśmy byli razem- powiedziałem i go pocałowałem. Był zdezorientowany, ale odwzajemnił pocałunek.
-Widzisz, niemożliwe staje się możliwe. Chodź do środka.Jesteś w samej podkoszulce. Będziesz chory.- szepnął i zarzucił mi kurtkę na ramiona. Chwycił mnie za dłoń i poszliśmy do domu.
***
Minął rok, odkąd jesteśmy razem. Nasza miłość, nie zmalała. Wręcz przeciwnie- ona wzrasta. Codziennie od nowa, zakochujemy się w sobie. Jesteśmy szczęśliwi. Kocham jego, a on mnie. Moi rodzice wiedzą o tym i o dziwo, nie mieli nic przeciwko. Akceptują Naszą miłość.
Niemożliwe, staje się możliwe~.
Cześć i Czołem XD. Oto moje kolejne opowiadanie. Tym razem TaoRis. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Byłam bym wdzięczna, gdybyście w komentarzu wyrazili swoje opinie na ten temat. Jest to dla mnie ważne, gdyż nie wiem czy mi to wychodzi, czy nie, czy prowadzić dalej blog czy też nie. Miłego czytania :3
~Mika.
sobota, 17 maja 2014
Przeznaczenie.
Paring: Kray
Gatunek: Romans
Pewnego dnia poszedłem razem z Baekhyun'em do klubu. Oczywiście ja nie chciałem, bo nie lubię tych miejsc. A dlaczego? Już tłumaczę. Bardzo dużo ludzi tam przychodzi, jest straszny zgiełk, mężczyźni w obcisłych spodniach,duchota.. Ugh. Dużo tego, no ale jakoś dałem się namówić. Nie miałem innego wyjścia. Zaszantażował mnie. Od niedawna poczułem, ze nie pociągają mnie kobiety lecz mężczyźni. Bałem się komukolwiek o tym powiedzieć, ale Byun jest moim przyjacielem i wie o mnie wszystko, więc uznałem, że to też powinien wiedzieć. Zareagował spokojnie. Sam mi wtedy wyznał, że również jest homo. Podniosło mnie to trochę na duchu. Owszem. W naszym zespole były pary homoseksualne. Np.Kai i D.O byli parą od ponad pół roku.. Luhan i Sehun tak samo. Więc raczej nie miałem czym się czym martwić.Wracając do tego wyjścia do klubu.. Tam, co się wydarzyło zmieniło moje życie o 360 stopni.
- Kris! Idziesz? - dobiegł mnie głos Baekhyuna.
-Moment! - odpowiedziałem i dokończyłem układanie włosów. Przecież nie mogłem iść byle jak.. A nóż widelec, może kogoś poznam.. Ehh. Brakuje mi czułości, dotyku, ciepła drugiej osoby. Jak widzę Kai i D.O tak słodko patrzących na siebie to aż smutno mi się robi.
-Kris, no chodź już. Tak, Twoje włosy na pewno wyglądają idealnie. - krzyknął Byun z nutką ironii.
-No schodzę już. -odpowiedziałem i stanąłem przy drzwiach wyjściowych. Oczywiście, koledzy nie szczędzili sobie komentarzy na temat jak ja to wyglądam. A wyglądało to mniej więcej tak.:
-Ouł.. Kris.. Jaki Ty przystojny...-odezwał się Kai, ale od razu pożałował tych słów bo D.O uderzył go w tył głowy. No co? Mówię prawdę.. Ale Ty i tak piękniejszy. -i pocałował go w policzek. Aż w brzuchu mi się poprzewracało.. Chciałbym być na miejscu KyngSoo.
-A wiesz kto też z Nami idzie..? -usłyszałem głos nad swych uchem. Oczywiście to był mój przyjaciel.
-Kto? -przełknąłem po cichu ślinę i modliłem się w głowie by tylko nie powiedział...
-Lay!- odpowiedział Byun i przede mną stanął on.
Nie.. Tylko Nie Yixing.. Poczułem w brzuchu motylki. A dlaczego? A dlatego.. Lay spodobał mi się od samego początku gdy go poznałem. Bardzo chciałem być blisko niego. Czuć jego zapach perfum, jego dotyk.. Poznałem go gdy powstał Nasz zespół. Mimo iż mieszkał tam gdzie ja - w Chinach- to go nie znałem. Jaki ten świat duży.. Na początku to było takie przelotne uczucie. On był hetero. Nawet miał dziewczynę. Ale zerwał z nią, gdy uświadomił sobie, że woli chłopców. Poczułem, że go kocham. Strzegłem tej tajemnicy jak oka w głowie.Otrząsnąłem się, gdy dostałem mocnego kopa w dupe
-Ała.. -krzyknąłem i zacząłem masować tyłek.- Za co to?
- Za żywota. Idziemy.- puścił do mnie oczko Byun, bo wiedział, że podoba mi się Lay.
-Zabiję Cię za to kiedyś.. -powiedziałem do niego po cichu.
-Też Cię Kocham-odpowiedział.
Posłałem mu tylko mordercze spojrzenie i ruszyliśmy uliczką do klubu. Niedaleko mieszkaliśmy od Klubu, więc w jakieś 10 minut dotarliśmy na miejsce.
-Ahh.. Tego było mi trzeba-powiedział głośno Lay, bo muzyka zagłuszała nawet moje myśli.
Pokiwałem tylko głową i się uśmiechnąłem lekko do niego. Przyszedł Baekhyun z drinkami. Oczywiście, specjalnie usiadł obok mnie, tak że siedziałem po środku. Czułem ciepło Yixing'a. Serce mi stanęło w gardle, a w brzuchu zaczęło się przewracać.
-Chodźcie zatańczyć!-krzyknął Baek.
-Nie.. Ja nie idę. -odpowiedziałem, więc chłopaki poszli sami.
Siedziałem sam. Zobaczyłem, że jakiś gość się na mnie dziwnie patrzy..Obserwował mnie. Poczułem strach. Nogi stały się jak galaretka. Zaczęły mi się trząść. Czyżby moja przeszłość wróciła? Proszę, tylko nie to..
***
Rok temu, zanim dołączyłem do Exo nadarzyła się tragedia. To coś sprawiło, że przez parę tygodni zamknąłem się w sobie. Pewnego dnia, gdy wracałem z uczelni wieczorem, bo musiałem dłużej zostać, jakiś gość napadł mnie i próbował zgwałcić. Nie udało mu się tego, ale mnie bardzo pobił. Ktoś mnie wtedy uratował. Ktoś zadzwonił na pogotowie i policję. Nie pamiętam tego bohatera.Gdy obudziłem się w szpitalu, obok mnie był tylko Baekki i rodzice. Pytałem się, o tą osobę, ale nikt nie wiedział kto to. A szkoda.. Chciałem mu podziękować.. Długo czasu mi zajęło, by się otrząsnąć bo tym. Od tego momentu Baek zawsze chodził ze mną. I to sprawiło, że staliśmy sobie jeszcze bardziej bliżsi niż kiedyś. Popatrz.. Tragedia zbliża ludzi..
***
Na szczęście, obcy który mnie obserwował wyszedł. Śledziłem go wzrokiem aż do drzwi. Odetchnąłem głęboko. Nagle poczułem czyjąś rękę na ramieniu, To był Lay.
-Spokojnie. Już Ci nic nie grozi. Poszedł sobie.-powiedział do mojego ucha, aż ciarki mi przeszły po plecach. Ale zaraz, zaraz.. Skądś to znam.. Ten tekst... Czyżby to on mnie wtedy uratował..? Pamiętam wszystko z tamtego dnia, także ten głos głęboki i ten tekst..Doznałem oświetlenia..
-To Ty... Ty mnie rok temu uratowałeś.. - powiedziałem do niego. Było słychać dobrze, bo akurat leciał wolny kawałek.
Lay pociągnął mnie za rękę i wyszliśmy na dwór. Nie wiedziałem po co, ale poszedłem za nim. Byłem ciekaw, co ma mi do powiedzenia.
-O co chodzi?-zapytałem.
-Tak. To ja wtedy Cię uratowałem. Akurat wracałem z imprezy i zobaczyłem Ciebie jak leżałeś, a nad Tobą był jakiś facet. Uderzyłem go czymś i upadł. Wtedy zadzwoniłem na pogotowie i policję. Ty straciłeś przytomność. Poczekałem, aż do momentu gdy przyjechali. Gdy Cię zabrali dałem lekarzowi mój nr telefonu, był dał znać co z Tobą. Zgodził się. Po jakimś czasie zadzwonił i powiedział jak się czujesz i wgl. Byłem wtedy spokojniejszy i wiedziałem, że Ci już nic nie grozi. Nie widziałem Cię, aż do momentu założenia zespołu. Byłem szczęśliwy, że znowu jesteś blisko mnie -mówił tak, a ja go słuchałem. W oku zakręciła mi się łza. Nie mogłem uwierzyć, że moja miłość mnie uratowała. To musi być jakieś przeznaczenie...
-Jejku.. Próbowałem Cię szukać, chciałem się z Tobą zobaczyć. Podziękować.. Ale Ty zniknąłeś.. Teraz jest okazja, gdy wszystko już wiem.. Dziękuję.-powiedziałem i przytuliłem go.
-Przepraszam.. Nie powinienem.. -odsunąłem się od niego.
-Nie przepraszaj.. Chodź na spacer. -zaproponował
-A co z Baekhyunem? -zapytałem.
-Dawno poszedł do domu. No chodź.. -wziął mnie za rękę i pociągnął w stronę parku.
Zarumieniłem się od jego dotyku. Policzka zaczęły mnie parzyć. Chciałem je ukryć, ale nie było gdzie. Yixing zerknął na mnie i się uśmiechnął. Puścił moją dłoń. Szliśmy obok siebie rozmawiając. Pytał się co u mnie się działo po tej tragedii. Opowiedziałem mu, że się zamknąłem w sobie, nie chodziłem do szkoły.. Martwił się o mnie. Wiedziałem, że przy nim nic mi się nie stanie. Chciałbym być przy nim już zawsze. To naprawdę musi być przeznaczenie.
-Zimno Ci? - zapytał z troską w głosie.
-Trochę.. -mimo iż miałem bluzę to i tak było mi zimno.
-Oh..-ściągnął kurtkę i założył mi na plecy, po czym mnie objął.
-N-Nie musisz.. - powiedziałem cicho.
-Nie chcę, by najważniejsza osoba w moim życiu marzła. - szepnął i przystanął.
-C-Co..? -zaniemówiłem z wrażenia.
-Kocham Cię Kris.. -powiedział i musnął moje usta.
Stałem tak jakbym był sparaliżowany. Nie mogłem w to uwierzyć. To musi być sen.. Ale, nawet jeśli to nie chcę się z niego budzić.
-P-Poważnie? spytałem.
-Jak najbardziej.. I wiem, że Ty mnie też.. Wiesz, Baek ma dłuugi język.-zaśmiał się cicho.
-Nie no, ja kiedyś go zabiję.. -powiedziałem i zakryłem twarz dłońmi..
-Ej.. Ciesz się. Dzięki niemu, powiedziałem Ci o tym. Bo ja Cię od dawna kocham tylko bałem się jak zareagujesz.. Że Ty nie czujesz tego co ja. Więc, poszedłem do Twojego przyjaciela by się coś nieco dowiedzieć.I mi powiedział. To było jakiś tydzień temu. Dużo czasu mi było potrzeba by to wyznać.- mówił tak, a ja nie mogłem uwierzyć w to. Ah. Jednak Byun jest cudowny.
-Dobra, nie tłumacz się już .. - i pocałowałem go by się zamknął. Tym razem, pocałunek był pewniejszy i czuły. Oderwaliśmy się od siebie.Z niechęcią, ale musieliśmy już wracać. Była 4 nad ranem.
-Chodźmy już.. Bo będą się martwić. -Lay mnie objął i poszliśmy do dormu.
Po 15 minutach, dotarliśmy wreszcie. Weszliśmy bardzo po cichu, by nikt Nas nie usłyszał.. Na szczęście wszyscy spali.. Jedynie z pokoju Baekka były słychać jakieś jęki i pomruki typu "Ahh, Channie..." . Już wiedzieliśmy co się tam dzieje. Musieliśmy zakryć usta dłonią, by się nie roześmiać na cały głos. Przeszliśmy do pokoju Lay'a. Dzielił go z Chanyeolem, ale że on był w mojej sypialni ( dzielę pokój z Baekkiem) to ja musiałem spać u Yixinga. Nie przeszkadzało mi to. Od zawsze chciałem spać z nim w jego objęciach.
-Chodźmy spać.. -pociągnął mnie w stronę łóżka. Przy okazji ściągnął spodnie i koszulkę ukazując swój delikatny brzuszek. Zrobiłem to samo. Było tak, jak sobie wyobrażałem. Leżeliśmy razem, przytuleni do siebie.
-Dobranoc Kochanie..-powiedział i pocałował mnie.
-Dobranoc. -szepnąłem i ucałowałem jego klatkę piersiową. Nim się obejrzałem, usnąłem.
To był najlepszy dzień w moim życiu.
Gatunek: Romans
Pewnego dnia poszedłem razem z Baekhyun'em do klubu. Oczywiście ja nie chciałem, bo nie lubię tych miejsc. A dlaczego? Już tłumaczę. Bardzo dużo ludzi tam przychodzi, jest straszny zgiełk, mężczyźni w obcisłych spodniach,duchota.. Ugh. Dużo tego, no ale jakoś dałem się namówić. Nie miałem innego wyjścia. Zaszantażował mnie. Od niedawna poczułem, ze nie pociągają mnie kobiety lecz mężczyźni. Bałem się komukolwiek o tym powiedzieć, ale Byun jest moim przyjacielem i wie o mnie wszystko, więc uznałem, że to też powinien wiedzieć. Zareagował spokojnie. Sam mi wtedy wyznał, że również jest homo. Podniosło mnie to trochę na duchu. Owszem. W naszym zespole były pary homoseksualne. Np.Kai i D.O byli parą od ponad pół roku.. Luhan i Sehun tak samo. Więc raczej nie miałem czym się czym martwić.Wracając do tego wyjścia do klubu.. Tam, co się wydarzyło zmieniło moje życie o 360 stopni.
- Kris! Idziesz? - dobiegł mnie głos Baekhyuna.
-Moment! - odpowiedziałem i dokończyłem układanie włosów. Przecież nie mogłem iść byle jak.. A nóż widelec, może kogoś poznam.. Ehh. Brakuje mi czułości, dotyku, ciepła drugiej osoby. Jak widzę Kai i D.O tak słodko patrzących na siebie to aż smutno mi się robi.
-Kris, no chodź już. Tak, Twoje włosy na pewno wyglądają idealnie. - krzyknął Byun z nutką ironii.
-No schodzę już. -odpowiedziałem i stanąłem przy drzwiach wyjściowych. Oczywiście, koledzy nie szczędzili sobie komentarzy na temat jak ja to wyglądam. A wyglądało to mniej więcej tak.:
-Ouł.. Kris.. Jaki Ty przystojny...-odezwał się Kai, ale od razu pożałował tych słów bo D.O uderzył go w tył głowy. No co? Mówię prawdę.. Ale Ty i tak piękniejszy. -i pocałował go w policzek. Aż w brzuchu mi się poprzewracało.. Chciałbym być na miejscu KyngSoo.
-A wiesz kto też z Nami idzie..? -usłyszałem głos nad swych uchem. Oczywiście to był mój przyjaciel.
-Kto? -przełknąłem po cichu ślinę i modliłem się w głowie by tylko nie powiedział...
-Lay!- odpowiedział Byun i przede mną stanął on.
Nie.. Tylko Nie Yixing.. Poczułem w brzuchu motylki. A dlaczego? A dlatego.. Lay spodobał mi się od samego początku gdy go poznałem. Bardzo chciałem być blisko niego. Czuć jego zapach perfum, jego dotyk.. Poznałem go gdy powstał Nasz zespół. Mimo iż mieszkał tam gdzie ja - w Chinach- to go nie znałem. Jaki ten świat duży.. Na początku to było takie przelotne uczucie. On był hetero. Nawet miał dziewczynę. Ale zerwał z nią, gdy uświadomił sobie, że woli chłopców. Poczułem, że go kocham. Strzegłem tej tajemnicy jak oka w głowie.Otrząsnąłem się, gdy dostałem mocnego kopa w dupe
-Ała.. -krzyknąłem i zacząłem masować tyłek.- Za co to?
- Za żywota. Idziemy.- puścił do mnie oczko Byun, bo wiedział, że podoba mi się Lay.
-Zabiję Cię za to kiedyś.. -powiedziałem do niego po cichu.
-Też Cię Kocham-odpowiedział.
Posłałem mu tylko mordercze spojrzenie i ruszyliśmy uliczką do klubu. Niedaleko mieszkaliśmy od Klubu, więc w jakieś 10 minut dotarliśmy na miejsce.
-Ahh.. Tego było mi trzeba-powiedział głośno Lay, bo muzyka zagłuszała nawet moje myśli.
Pokiwałem tylko głową i się uśmiechnąłem lekko do niego. Przyszedł Baekhyun z drinkami. Oczywiście, specjalnie usiadł obok mnie, tak że siedziałem po środku. Czułem ciepło Yixing'a. Serce mi stanęło w gardle, a w brzuchu zaczęło się przewracać.
-Chodźcie zatańczyć!-krzyknął Baek.
-Nie.. Ja nie idę. -odpowiedziałem, więc chłopaki poszli sami.
Siedziałem sam. Zobaczyłem, że jakiś gość się na mnie dziwnie patrzy..Obserwował mnie. Poczułem strach. Nogi stały się jak galaretka. Zaczęły mi się trząść. Czyżby moja przeszłość wróciła? Proszę, tylko nie to..
***
Rok temu, zanim dołączyłem do Exo nadarzyła się tragedia. To coś sprawiło, że przez parę tygodni zamknąłem się w sobie. Pewnego dnia, gdy wracałem z uczelni wieczorem, bo musiałem dłużej zostać, jakiś gość napadł mnie i próbował zgwałcić. Nie udało mu się tego, ale mnie bardzo pobił. Ktoś mnie wtedy uratował. Ktoś zadzwonił na pogotowie i policję. Nie pamiętam tego bohatera.Gdy obudziłem się w szpitalu, obok mnie był tylko Baekki i rodzice. Pytałem się, o tą osobę, ale nikt nie wiedział kto to. A szkoda.. Chciałem mu podziękować.. Długo czasu mi zajęło, by się otrząsnąć bo tym. Od tego momentu Baek zawsze chodził ze mną. I to sprawiło, że staliśmy sobie jeszcze bardziej bliżsi niż kiedyś. Popatrz.. Tragedia zbliża ludzi..
***
Na szczęście, obcy który mnie obserwował wyszedł. Śledziłem go wzrokiem aż do drzwi. Odetchnąłem głęboko. Nagle poczułem czyjąś rękę na ramieniu, To był Lay.
-Spokojnie. Już Ci nic nie grozi. Poszedł sobie.-powiedział do mojego ucha, aż ciarki mi przeszły po plecach. Ale zaraz, zaraz.. Skądś to znam.. Ten tekst... Czyżby to on mnie wtedy uratował..? Pamiętam wszystko z tamtego dnia, także ten głos głęboki i ten tekst..Doznałem oświetlenia..
-To Ty... Ty mnie rok temu uratowałeś.. - powiedziałem do niego. Było słychać dobrze, bo akurat leciał wolny kawałek.
Lay pociągnął mnie za rękę i wyszliśmy na dwór. Nie wiedziałem po co, ale poszedłem za nim. Byłem ciekaw, co ma mi do powiedzenia.
-O co chodzi?-zapytałem.
-Tak. To ja wtedy Cię uratowałem. Akurat wracałem z imprezy i zobaczyłem Ciebie jak leżałeś, a nad Tobą był jakiś facet. Uderzyłem go czymś i upadł. Wtedy zadzwoniłem na pogotowie i policję. Ty straciłeś przytomność. Poczekałem, aż do momentu gdy przyjechali. Gdy Cię zabrali dałem lekarzowi mój nr telefonu, był dał znać co z Tobą. Zgodził się. Po jakimś czasie zadzwonił i powiedział jak się czujesz i wgl. Byłem wtedy spokojniejszy i wiedziałem, że Ci już nic nie grozi. Nie widziałem Cię, aż do momentu założenia zespołu. Byłem szczęśliwy, że znowu jesteś blisko mnie -mówił tak, a ja go słuchałem. W oku zakręciła mi się łza. Nie mogłem uwierzyć, że moja miłość mnie uratowała. To musi być jakieś przeznaczenie...
-Jejku.. Próbowałem Cię szukać, chciałem się z Tobą zobaczyć. Podziękować.. Ale Ty zniknąłeś.. Teraz jest okazja, gdy wszystko już wiem.. Dziękuję.-powiedziałem i przytuliłem go.
-Przepraszam.. Nie powinienem.. -odsunąłem się od niego.
-Nie przepraszaj.. Chodź na spacer. -zaproponował
-A co z Baekhyunem? -zapytałem.
-Dawno poszedł do domu. No chodź.. -wziął mnie za rękę i pociągnął w stronę parku.
Zarumieniłem się od jego dotyku. Policzka zaczęły mnie parzyć. Chciałem je ukryć, ale nie było gdzie. Yixing zerknął na mnie i się uśmiechnął. Puścił moją dłoń. Szliśmy obok siebie rozmawiając. Pytał się co u mnie się działo po tej tragedii. Opowiedziałem mu, że się zamknąłem w sobie, nie chodziłem do szkoły.. Martwił się o mnie. Wiedziałem, że przy nim nic mi się nie stanie. Chciałbym być przy nim już zawsze. To naprawdę musi być przeznaczenie.
-Zimno Ci? - zapytał z troską w głosie.
-Trochę.. -mimo iż miałem bluzę to i tak było mi zimno.
-Oh..-ściągnął kurtkę i założył mi na plecy, po czym mnie objął.
-N-Nie musisz.. - powiedziałem cicho.
-Nie chcę, by najważniejsza osoba w moim życiu marzła. - szepnął i przystanął.
-C-Co..? -zaniemówiłem z wrażenia.
-Kocham Cię Kris.. -powiedział i musnął moje usta.
Stałem tak jakbym był sparaliżowany. Nie mogłem w to uwierzyć. To musi być sen.. Ale, nawet jeśli to nie chcę się z niego budzić.
-P-Poważnie? spytałem.
-Jak najbardziej.. I wiem, że Ty mnie też.. Wiesz, Baek ma dłuugi język.-zaśmiał się cicho.
-Nie no, ja kiedyś go zabiję.. -powiedziałem i zakryłem twarz dłońmi..
-Ej.. Ciesz się. Dzięki niemu, powiedziałem Ci o tym. Bo ja Cię od dawna kocham tylko bałem się jak zareagujesz.. Że Ty nie czujesz tego co ja. Więc, poszedłem do Twojego przyjaciela by się coś nieco dowiedzieć.I mi powiedział. To było jakiś tydzień temu. Dużo czasu mi było potrzeba by to wyznać.- mówił tak, a ja nie mogłem uwierzyć w to. Ah. Jednak Byun jest cudowny.
-Dobra, nie tłumacz się już .. - i pocałowałem go by się zamknął. Tym razem, pocałunek był pewniejszy i czuły. Oderwaliśmy się od siebie.Z niechęcią, ale musieliśmy już wracać. Była 4 nad ranem.
-Chodźmy już.. Bo będą się martwić. -Lay mnie objął i poszliśmy do dormu.
Po 15 minutach, dotarliśmy wreszcie. Weszliśmy bardzo po cichu, by nikt Nas nie usłyszał.. Na szczęście wszyscy spali.. Jedynie z pokoju Baekka były słychać jakieś jęki i pomruki typu "Ahh, Channie..." . Już wiedzieliśmy co się tam dzieje. Musieliśmy zakryć usta dłonią, by się nie roześmiać na cały głos. Przeszliśmy do pokoju Lay'a. Dzielił go z Chanyeolem, ale że on był w mojej sypialni ( dzielę pokój z Baekkiem) to ja musiałem spać u Yixinga. Nie przeszkadzało mi to. Od zawsze chciałem spać z nim w jego objęciach.
-Chodźmy spać.. -pociągnął mnie w stronę łóżka. Przy okazji ściągnął spodnie i koszulkę ukazując swój delikatny brzuszek. Zrobiłem to samo. Było tak, jak sobie wyobrażałem. Leżeliśmy razem, przytuleni do siebie.
-Dobranoc Kochanie..-powiedział i pocałował mnie.
-Dobranoc. -szepnąłem i ucałowałem jego klatkę piersiową. Nim się obejrzałem, usnąłem.
To był najlepszy dzień w moim życiu.
piątek, 16 maja 2014
Słodka Tajemnica.
~Luhan~
Z Sehunem przyjaźniłem się od dzieciństwa..Był moim najlepszym przyjacielem.
Jednak, od pewnego czasu zacząłem do niego czuć coś więcej.. Czyżbym go kochał..?
Tak. Ja go kocham. *uśmiechnął się sam do siebie*. Muszę mu o tym powiedzieć! Ale..
Nie, lepiej nie... Co jeśli on nie uzna mojej miłości?
Co jeśli Nasza przyjaźń przestanie istnieć?
Nie, nie mogę na to pozwolić.. Nie powiem mu. Tak będzie najlepiej.
Kochanie Sehun'a , będzie moją małą, słodką tajemnicą.
*Nagle usłyszał pukanie do drzwi.*
-Mogę? - spytał Sehun.
-Tak.. Proszę.. -odpowiedział Lu, lekko się pesząc.
Oh Sehun usiadł obok niego na kanapie i spojrzał mu w oczy.
-Muszę Ci coś powiedzieć.. Ale boję sie jak zareagujesz.. - powiedział lekko drżącym głosikiem.
-No to mów. Okaże się, jak mi powiesz.. - uśmiechnął się lekko Lu.
-Bo... No wiesz.. - zaciął się Hunnie.- Bo ja... Kocham Cię... Nie jako przyjaciela, tylko coś więcej...-zerknął na niego z pod grzywki.
Luhan zakrył twarz, bo nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał. Jego największa miłość, powiedziała mu, że go kocha. To było coś najwspanialszego. To było coś, czego się nie spodziewał. Nawet przez chwilę nie pomyślał, że mogło by coś z tego być.
Lu tak się rozmarzył, że nawet nie usłyszał kiedy Sehun wyszedł z pokoju..
-Hunnie, gdzie jesteś? -zapytał, wstawając szybko z łóżka.
Z impetem otworzył drzwi. rozglądając się wokoło. Nigdzie go nie było. Zauważył Kris'a , który szedł do kuchni.
-Kris!-zawołał.
-Co się stało Lu? -zapytał, zatrzymując się.
-Gdzie jest Sehun?
-No właśnie, wybiegł z Twojej sypialni.. I wziął płaszcz i wyszedł gdzieś.. - powiedział Kris.
-Gdzie poszedł? -mówił szybko Lu. Bardzo mu zależało by go znaleźć.
-Nie wiem.. -odpowiedział Yifan i poszedł do kuchni.
-Wiem, że wiesz. Proszę, powiedz mi.. -mówił Lu ze łzami w oczach.
-Eh...-westchnął- Poszedł nad rzekę. Tam jest taka ławeczka gdzie.. -nie zdążył dokończyć, gdyż Luhana już nie było.
~Luhan~
Biegłem tak szybko, na ile mi nogi pozwalały. Padał deszcz. Ale to mnie nie obchodziło. Było mi to obojętne, czy będę chory czy nie. Zależało mi tylko na szybkim znalezieniu mojego przyjaciela. Jeśli sobie coś zrobi, to będzie moja wina. Wiem, że mimo tego swojego grymasu na twarzy, to w środku jest bardzo wrażliwy.Nagle dobiegłem nad rzekę. Przystanąłem. Zacząłem się rozglądać wokoło. Nie widziałem go. Ale, po chwili dostrzegłem jakąś postać, siedzącą na ławeczce. Podszedłem bliżej. To on! Ucieszyłem się na jego widok. Podbiegłem do niego i stanąłem przed nim.
-Sehun!- krzyknąłem.
-Co chcesz?- powiedział, nawet nie patrząc na mnie.
-Wyszedłeś tak szybko. Dlaczego?
-A co, miałem patrzeć na kogoś kto nie odwzajemnia moich uczuć?
-Ale przecież nie zdążyłeś mnie posłuchać, bo uciekłeś. - podniosłem jego podbródek do góry, by spojrzał na mnie. Delikatnie go pocałowałem.- Kocham Cię.
-K-Kochasz mnie? -zapytał trzęsącym się głosem.
-Tak! I to bardzo. Jesteś dla mnie najważniejszy. Jesteś moim oczkiem w głowie. -powiedziałem cicho, spoglądając na niego.
Tym razem to on mnie pocałował. Ale nie tak jak ja. Tylko tak czule. Jego usta były takie jakie sobie wyobrażałem. Miękkie, ciepłe.. Aż ciarki po plecach przechodzą. Trwaliśmy tak z parę minut. Ale oderwaliśmy się od siebie, by zaczerpnąć powietrza.
-Zimno Ci? - Sehun spojrzał na moje trzęsące się ciało.
-Troszkę.. Może wrócimy do dormu?- spytałem cicho.
-Chodźmy. -wstał i otulił mnie swym szalikiem. Objął mnie i ruszyliśmy.
Jego ciało sprawiało, że było mi gorąco. Poczułem jak na policzki wychodzą mi rumieńce. Sehun musiał to zauważyć, bo gdy zerknął na mnie zaśmiał się. Musiałem się jeszcze bardziej zaczerwienić, więc schowałem lica do szalika...
***
W dormie.
Weszliśmy po cichu, by nikt Nas nie usłyszał. Było grubo po 22. Ale mimo tak później pory reszta członków Exo siedziała przed telewizorem. Nie wiedzieliśmy jak im powiedzieć, ze jesteśmy razem. Mogliby tego nie zaakceptować... I co wtedy? Ale to co dowiedzieliśmy, zmiotło Nas z nóg.
-Ej, a gdzie jest Kris i Tao..? -spojrzałem na nich.
Kai wyłączył telewizor, który głośno szedł. Wtedy usłyszałem jęki dochodzące z pokoju Krisa i Pandy.. Zamurowało mnie. Ale wszyscy wybuchnęli śmiechem. Więc, ja nie pozostałem dłużny i też zacząłem się chichrać.
-No to teraz już wiesz, gdzie są. - powiedział Baek dławiąc się śmiechem.
-No teraz to tak. To nie będzie Wam przeszkadzało, to że ja i Sehun jesteśmy razem. Hm? -spoglądnąłem na wszystkich ale zauważyłem tylko na ich twarzach szeroki uśmiech.
-Tak. Bedzie Nam to przeszkadzało. -powiedział Suho z ironią. GRATULUJEMY!
Uśmiechnąłem się i przytuliłem do Sehuna.
-No to my pójdziemy spać.. -ruszyłem do pokoju a mój chłopak za mną.
-Ale nie hałasujcie tak głośno jak oni.. -odezwał się Xiumin na co wszyscy wybuchli śmiechem. Również my. Ale byliśmy już wtedy w pokoju.
Postanowiliśmy, że jeszcze poczekamy na swój pierwszy raz. Jak nikogo nie będzie. Położyłem się w łóżku, a obok mnie Sehun. Przytuliłem się do niego, a on objął mnie swym ramieniem.
-Dobranoc Kochanie.-powiedział Hunnie i pocałował mnie w czółko.
-Dobranoc. Kocham Cię. -szepnąłem i pogrążyłem się w głębokim i spokojnym śnie.
~Mam nadzieję, że się spodobało. Przepraszam, jeśli są jakieś błędy. Miłego Czytania <3
By. Mika.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)