Obudził mnie dźwięk budziku, nie otwierając oczu sięgnąłem ręką do znienawidzonego przedmiotu. Na ślepo odnalazłem guzik i go wyłączyłem. Westchnąłem głośno i powoli otworzyłem oczy. Zerknąłem na godzinę. Było po 7, a ja mam na 8 do szkoły. Nie zdążę. Wstałem szybko z łóżka, to znaczy.. Spadłem z niego, bo noga zaplątała mi się w koc. Cholera. - przekląłem w myślach. Podniosłem się z ziemi i poszedłem do łazienki się ogarnąć. Ułożyłem włosy, umyłem zęby, po czym ubrałem na siebie czarne rurki, czerwoną koszulę z jakimś nadrukiem a na to założyłem skórzaną kurtkę. Uwielbiałem ją. Zbiegłem na dół po schodach, o mało co się nie przewróciłem.
-Baek, zwolnij! Zdążysz, przecież zawiozę Cię do szkoły.-powiedziała mama, całując mnie w czoło.
-No dobrze, to chodźmy już.
-Ale śniadanie!
-Nie jestem głodny, choodź. -wziąłem torbę i wpakowałem się do auta, zapinając pasy. Po chwili przyszła mama i ruszyliśmy do szkoły.
Dziesięć minut później, byliśmy przed budynkiem. Dałem mamie całusa w policzek i wyszedłem z samochodu. Poprawiłem włosy i ciuchy, po czym ruszyłem do szkoły. Nie wiem czemu, ale wszyscy się patrzyli na mnie. Po chwili zobaczyłem Kai i Kyu. Szli w moją stronę.
-Czeeść.-powiedziałem do nich,
-Heej.-odpowiedzieli równocześnie, po czym wybuchnęli śmiechem.
-Co słychać? -zapytał się Kyu, kiedy wchodziliśmy do budynku.
-Dobrze, nie jest źle.- posłałem mu ciepły uśmiech, W oddali zobaczyłem Lay'a. Moje serce zaczęło mocniej bić. Wyglądał tak zabójczo. Jego oczy, włosy, usta, ciało. Wszystko było idealne, Szkoda tylko, że jest nieosiągalny dla mnie. Z pewnością jest hetero i traktuje mnie tylko jak przyjaciela. No cóż, mówi się trudno.
-Baek.. Baek..- spojrzałem na osobę, która wyrwała mnie z zamyślenia.
-C-co?
-Coś się tak zapatrzył na Lay'a? - uśmiechnął się Jongin.
-Na niego? Hah, proszę Cię. - pokręciłem głową, zagryzając wargę. Oh, jestem idiotą. Westchnąłem cicho i dzwonek zadzwonił na lekcję.
Pożegnałem się z nimi i ruszyłem do klasy. Nauczyciel w końcu przyszedł i weszliśmy do środka. Usiadłem na swoim miejscu, a obok mnie Lay. Ucieszyłem się bardzo na jego ponowny widok. Z bliska wyglądał jeszcze lepiej.
-Cześć, -szepnął.
-Cześć.- uśmiechnąłem się lekko do niego.
-Dobrze spałeś?
-Tak, a Ty? - spojrzałem na niego.
-Nie mogłem zasnąć, ale nie było najgorzej. -skrzywił się lekko.
-Czy ja przeszkadzam Panom? - usłyszeliśmy ten okropny, surowy głos nauczyciela.
-Nie, przepraszamy.-odezwał się Lay, a ja skinąłem głową. Po tym incydencie, zamilkliśmy.
Po tej lekcji, poszliśmy na stołówkę. Cała nasza paczka usiadła przy stoliku koło okna. Jongin i Kyu pochwalili się Nam, że są razem i czy nam to nie przeszkadza. Oczywiście wszyscy jednogłośnie odpowiedzieliśmy, że nie i się cieszymy z ich szczęścia.
-No, no. Brawo. -powiedział Sehun.
-Tobie to z pewnością nie przeszkadza, gejuszku. - wszyscy zaczęli się śmiać.
-Chyba każdy jest tutaj gejem, no nie? - Sehun spojrzał po Nas.
-Ja jestem. - powiedział Chan.
-I ja.- odpowiedział Lay.
Wowowoow. On. Jest. Gejem?! Wow.
-A Ty, Baek? -zapytał się Kyu,
-Ja..Ja nie wiem. -wzruszyłem ramionami, spuszczając głowę.
Nagle Lay odszedł od stolika. Spojrzałem na niego, gdy opuszczał stołówkę.
-Co mu się stało? - otworzyłem szeroko oczy.
-Załamał się pewnie. - skinął głową Hunnie.
-Niby czym?
-Tym, że nie jesteś gejem.
-Jestem. Ale bałem się powiedzieć, no, -warknąłem.
-Ale Ty głupi. Lepiej się rozejrzyj wkoło i dostrzeżesz w końcu, że jest ktoś, kto mocno Cię Kocha.-powiedział Yeollie i odszedł od stołu,
Zdziwiony tymi słowami i wzrokiem innych osób, wyszedłem. Nie poszedłem także na lekcję. Tak, uciekłem. Wróciłem do domu i od razu poszedłem do pokoju. Rzuciłem się na łóżko. Czy ja naprawdę tymi słowami zraniłem Lay'a? Czy on rzeczywiście mnie kocha? Trudno było mi odpowiedzieć samemu na te pytania. Po godzinie stwierdziłem, że pójdę do niego, jak się skończą lekcje. A w tym momencie, ogarnę matematykę.
~3 h później~
Stałem przed jego domem. Brakowało mi odwagi, żeby zapukać. Stresowałem się. Wziąłem głęboki oddech i zapukałem dwa razy. Po chwili usłyszałem głośne "Już Idę". To była chyba jego mama. Drzwi sę otworzyły,
-Dzień Dobry, w czym mogę pomóc? -spytała kobieta.
-Dzień Dobry, jest może Lay?
-Tak, wejdź. Po schodach na górę i drzwi na lewo. Jego pokój.
Podziękowałem, ściągnąłem buty i skierowałem się do jego lokum. Zapukałem cicho.
-Proszę. -usłyszałem.
Wszedłem do środka i zobaczyłem go, siedzącego na łóżku. Był smutny.
-Cześć, uciekłeś tak nagle. Martwiłem się.-podszedłem do niego.
-Źle się poczułem, ale wszystko już dobrze. -uśmiechnął się lekko.
-Na pewno?
-Na pewno.-skinął głową.
-To może wyjdziemy gdzieś? Jak dobrzy kumple.- przygryzłem wargę.
-Ym, dobrze. Chodźmy.-powiedział tak jakoś smętnie.
Chłopak wstał z łóżka, założył bluzę i wyszliśmy z jego pokoju, a następnie z domu.
Dobre 10 minut szliśmy w milczeniu. Lay był smutny,a ja nie wiedziałem co mu jest. Bolało mnie to. Czy ja go naprawdę zraniłem? Miałem milion pytań w głowie, na których odpowiedzi było brak.
-Ej, co się dzieje? -zapytałem.
-Hm? Nie, nic, -pokręcił głową.
-Przecież widzę. Co się dzieje. - nie dawałem za wygraną.
-No bo.. Bo jest taki chłopak, co mi się podoba. Naprawdę jest fajny, cudowny itp. Ale on nie jest taki jak ja. Nie jest gejem. Przykro mi, bo ja naprawdę go Kocham.-powiedział to wszystko nawet na mnie nie patrząc. Słysząc to, poczułem się tak, jakby ktoś wbijał mi nóż do serca. Zabolało mnie to. Bardzo mocno. On jest w kimś innym zakochany. Nie we mnie...
-Hm, przykro mi. To.. to naprawdę straszne. Ale jesteś tego pewny, że on nic do Ciebie nie czuje? Weź i idź powiedz mu to. Może gdy się dowie, zmieni zdanie. - spojrzałem na niego, na chwilę się zatrzymując.
-Nie wiem, czy to będzie dobry pomysł. - pokręcił głową.
-Zaufaj mi. Na pewno się przekona do Ciebie.- odruchowo go przytuliłem. To było takie piękne.
-Dobrze, to ja pójdę. Przygotuję się do tego.. Cześć.. - powiedział i odszedł. Stałem jak głupi patrząc się na niego. Po moich policzkach zaczęły spływać słone łzy. Było mi tak ciężko.
Zapłakany pobiegłem do domu. Wbiegłem do środka, a następnie do pokoju. Rzuciłem się na łóżko gorzko płacząc. To mnie tak strasznie bolało. Moja miłość kocha kogoś innego... Nie mnie.
czwartek, 16 lipca 2015
poniedziałek, 13 lipca 2015
Rozdział I: First Love
Paring: BaekLay
Gatunek: Angst, Romans.
Opis: Baekhyun przeprowadza się do innego miasta i co się z tym wiąże, zmiana szkoły. Tam poznaje przyjaciół, z którymi się zaprzyjaźnia i poznaje chłopaka, w którym się zakochuje. Jednak po pewnym czasie Baek kłamie, iż nie jest gejem. Jego ukochany się załamuję i wyznaje, że kocha kogoś innego. Tak o to ich przyjaźń się rozpada. Czy będą razem? Uda im się przetrwać rozłąkę? Zapraszam do czytania.
Było bardzo wcześnie jak się obudziłem. Budzik miał mi dzwonić dopiero za pół godziny, ale ja jakoś nie potrafiłem dłużej spać. Strach przed nową szkołą wpędzał mnie do środka mojego chorego umysłu. Próbując zasnąć na tą chwilę, mój szurnięty mózg ukazywał mi najgorsze sceny, jakie mogą mi się przydarzyć w szkole przed ogromem ludzi. Szybko otworzyłem oczy. Czułem jak moje serce przyśpiesza swój rytm, a na czole tworzą się kropelki potu. Nie, nie będę tego opowiadać, bo jeszcze bardziej się zestresuję...
Leżałem w łóżku dłuższą chwilę, gdy zdecydowałem się wstać i ogarnąć. W końcu to mój pierwszy dzień w nowej szkole. Przeprowadziłem się z rodzicami w wakacje do innego miasta. Od razu poznałem nowych ludzi. Między innymi Jongin'a, Kyung'a, Chanyeol'a i Sehun'a. Grupka szalonych, głupich i pozytywnie jebniętych ludzi, którzy od razu mnie polubili i to z wzajemnością. Ups. Nie przedstawiłem się jeszcze. No to tak.. Nazywam się Baekhyun. Zapraszam Was do mojego świata...
~Godzinę później~
-Baek! Śniadanie. Chodź, bo się spóźnimy do szkoły.- usłyszałem głos mojej mamy, dobiegający z kuchni. Ubrałem szybko skórzaną kurtkę na białą koszulkę i zbiegłem na dół.
-Jestem, jestem. Zdążymy. -pocałowałem moją mamę w policzek na powitanie i zabrałem się za jedzenie tostów. Szczerze mówiąc nie byłem głodny, ale nie chciałem robić przykrości mojej mamie.
-Chodź już, musimy jechać.
Skinąłem głową, umyłem szybko dłonie i wyszedłem za nią, kierując się do samochodu. Wszedłem do środka pojazdu i zapiąłem pasy. Byłem bardzo zestresowany. A gdy dojeżdzaliśmy do miejsca, moje serce biło co raz to szybciej i szybciej, jakby chciało wyskoczyć z mojego ciała i ucieć jak najdalej. Bum. Samochód stanął. Spojrzałem w bok. Szkoła. Nowa. Wszystko inne. Przełknąłem ślinę, wziałem głeboki oddech i wyszedłem. Pomachałem mamie i zaczałem kierować się w stronę budynku. Przy bramie spotkałem moich znajomych. Przywitali mnie z szerokim uśmiechem. Strach już mnie trochę opuścił. Razem z nimi wszedłem do środka i zacząłem szukać sekretariatu, aby odebrać plan lekcji i inne duperele. Gdy miałem to już w swoich dłoniach, zadzwonił dzwonek. Szybko odszukałem salę,w której miałem mieć pierwszą lekcję- godzinę wychowawczą. Ee, nie jest źle. Wbiegłem po schodach i stanąłem przed salą 202. Inni już tam czekali na nauczyciela. Po chwili pojawił się i weszliśmy do środka. Usiadłem w ostatniej ławce pod oknem. Będe miał wszystkich na oku. Z zamyślenia wyrwał mnie głos jakiegoś chłopaka, który usiadł obok mnie.
-Cześć.-powiedział nieznajomy.
-Cześć.-skinąłem głową i posłałem mu lekki uśmiech. Zaczałem mu się przyglądać. Blondyn. Bardzo Przystojny, słodki. Ma piękne oczy i cudowny uśmiech. Gdy zauważył, że się patrzę na niego, odruchowo odwróciłem głowę i przygryzłem wargę. Kątem oka ujrzałem, że się uśmiechnął i leciutko zarumienił.
-Jestem Lay, a Ty?-zapytał mnie, gdy skończyła się lekcja.
-Baekhyun, miło mi.-uśmiechnąłem się.
-Mi także miło. Nowy, nieprawdaż?
-Owszem, a Ty?- spojrzałem na niego, gdy wychodziliśmy z klasy.
-Tak. Miesiąc temu przeprowadziłem się tu z rodzicami.-kiwnął głową i odwzajemnił uśmiech.
-Ja tak samo, tyle że zaraz na początku wakacji.
-A znasz tu kogoś? - zapytał.
-Tak. Chodź ze mną, to zapoznam Cię z moimi znajomymi.-uśmiechnąłem się i pociągnąłem go za sobą.
Szliśmy długim korytarzem, aż w końcu odnalazłem moją paczkę.
-Eyooo, o to Lay. Jest nowy. - wskazałem dłonią na nowego.-Od lewej to Sehun, Kai,Chanyeol i Kyung.
-Miło Nam jest Cię poznać, Lay. -odpowiedział Kai.
-Mi także- uśmiechnął się blondyn.
Rozmowę przerwał nam dzwonek, oznajmujący kolejną lekcję. Tak więc razem z moim przyjacielem poszedłem do sali 201, gdzie zaczynała się historia. Bardzo szybko minęły mi lekcje i tak o to zakończył się mój pierwszy dzień w nowej szkole. Do domu wracałem z Lay'em, bo mieszka kilka domów ode mnie. Super, nieprawdaż?
-Wiesz? Jesteś bardzo fajny. -skwitował Blondyn.
-Oo, bardzo mi miło. Ty także jesteś fajny i miły. -posłałem mu nieśmiały uśmiech.
-Uroczy Baek.-poczochrał mi włoski, śmiejąc się cicho.
-Ejj, burzysz mi moją piękną fryzurę.-nadąłem policzki.
-Ale w takich włosach wyglądasz bardzo pociągająco.-powiedział z uśmiechem, po czym odwrócił głowę, chowając swój rumieniec.-Przepraszam. Nie powinienem tego mówić.
-Przecież nic się nie stało. To miłe co mówisz.-próbowałem spojrzeć mu w oczy ale nie udało się. Zawstydził się. Cholera.
-Stało, mam za długi język.-skrzywił się.
-Nawet nie wiesz jaki może być on przydatny.-obydwoje wybuchnęliśmy ogromnym śmiechem. Odprowadziłem chłopaka pod dom i z uśmiechem na twarzy wróciłem do swojego mieszkania. Oczywiście rodzice byli w pracy jeszcze. Nalałem soku do szklanki i poszedłem na górę odrobić lekcje. Tak, pierwszy dzień i już zadania. No ale cóż, trzeba się kształcić.
~Dwie godziny później~
W końcu skończyłem naukę. Położyłem się na łóżku, przykryłem moim kocykiem i wziąłem laptopa. Po chwili ktoś próbował nawiązać ze mną połączenie wideo. To był Lay. Moje serce zaczęło mocniej bić, a na mojej twarzy pojawił się ogromny uśmiech. Dziwne, ale bardzo przyjemne uczucie. Ten gość naprawdę namieszał w mojej głowie. Oj, będzie ciekawie. Odebrałem. Wyglądał tak pięknie... Rozmawialiśmy bardzo długo. O czym? O wszystkim. W trzy godziny wiedziałem o nim wszystko. Co lubi, czego nie, dlaczego się przeprowadził itp. Spojrzałem na zegar. Była już północ. Trzeba iść spać, bo nie wstanę do szkoły. A głupio by było zaspać w drugim dniu. Pożegnałem się z nim, zamknąłem laptopa i poszedłem się przebrać w dres. Po chwili wróciłem do swojego ciepłego łóżeczka i nawet nie wiem kiedy, zasnąłem.
Gatunek: Angst, Romans.
Opis: Baekhyun przeprowadza się do innego miasta i co się z tym wiąże, zmiana szkoły. Tam poznaje przyjaciół, z którymi się zaprzyjaźnia i poznaje chłopaka, w którym się zakochuje. Jednak po pewnym czasie Baek kłamie, iż nie jest gejem. Jego ukochany się załamuję i wyznaje, że kocha kogoś innego. Tak o to ich przyjaźń się rozpada. Czy będą razem? Uda im się przetrwać rozłąkę? Zapraszam do czytania.
Było bardzo wcześnie jak się obudziłem. Budzik miał mi dzwonić dopiero za pół godziny, ale ja jakoś nie potrafiłem dłużej spać. Strach przed nową szkołą wpędzał mnie do środka mojego chorego umysłu. Próbując zasnąć na tą chwilę, mój szurnięty mózg ukazywał mi najgorsze sceny, jakie mogą mi się przydarzyć w szkole przed ogromem ludzi. Szybko otworzyłem oczy. Czułem jak moje serce przyśpiesza swój rytm, a na czole tworzą się kropelki potu. Nie, nie będę tego opowiadać, bo jeszcze bardziej się zestresuję...
Leżałem w łóżku dłuższą chwilę, gdy zdecydowałem się wstać i ogarnąć. W końcu to mój pierwszy dzień w nowej szkole. Przeprowadziłem się z rodzicami w wakacje do innego miasta. Od razu poznałem nowych ludzi. Między innymi Jongin'a, Kyung'a, Chanyeol'a i Sehun'a. Grupka szalonych, głupich i pozytywnie jebniętych ludzi, którzy od razu mnie polubili i to z wzajemnością. Ups. Nie przedstawiłem się jeszcze. No to tak.. Nazywam się Baekhyun. Zapraszam Was do mojego świata...
~Godzinę później~
-Baek! Śniadanie. Chodź, bo się spóźnimy do szkoły.- usłyszałem głos mojej mamy, dobiegający z kuchni. Ubrałem szybko skórzaną kurtkę na białą koszulkę i zbiegłem na dół.
-Jestem, jestem. Zdążymy. -pocałowałem moją mamę w policzek na powitanie i zabrałem się za jedzenie tostów. Szczerze mówiąc nie byłem głodny, ale nie chciałem robić przykrości mojej mamie.
-Chodź już, musimy jechać.
Skinąłem głową, umyłem szybko dłonie i wyszedłem za nią, kierując się do samochodu. Wszedłem do środka pojazdu i zapiąłem pasy. Byłem bardzo zestresowany. A gdy dojeżdzaliśmy do miejsca, moje serce biło co raz to szybciej i szybciej, jakby chciało wyskoczyć z mojego ciała i ucieć jak najdalej. Bum. Samochód stanął. Spojrzałem w bok. Szkoła. Nowa. Wszystko inne. Przełknąłem ślinę, wziałem głeboki oddech i wyszedłem. Pomachałem mamie i zaczałem kierować się w stronę budynku. Przy bramie spotkałem moich znajomych. Przywitali mnie z szerokim uśmiechem. Strach już mnie trochę opuścił. Razem z nimi wszedłem do środka i zacząłem szukać sekretariatu, aby odebrać plan lekcji i inne duperele. Gdy miałem to już w swoich dłoniach, zadzwonił dzwonek. Szybko odszukałem salę,w której miałem mieć pierwszą lekcję- godzinę wychowawczą. Ee, nie jest źle. Wbiegłem po schodach i stanąłem przed salą 202. Inni już tam czekali na nauczyciela. Po chwili pojawił się i weszliśmy do środka. Usiadłem w ostatniej ławce pod oknem. Będe miał wszystkich na oku. Z zamyślenia wyrwał mnie głos jakiegoś chłopaka, który usiadł obok mnie.
-Cześć.-powiedział nieznajomy.
-Cześć.-skinąłem głową i posłałem mu lekki uśmiech. Zaczałem mu się przyglądać. Blondyn. Bardzo Przystojny, słodki. Ma piękne oczy i cudowny uśmiech. Gdy zauważył, że się patrzę na niego, odruchowo odwróciłem głowę i przygryzłem wargę. Kątem oka ujrzałem, że się uśmiechnął i leciutko zarumienił.
-Jestem Lay, a Ty?-zapytał mnie, gdy skończyła się lekcja.
-Baekhyun, miło mi.-uśmiechnąłem się.
-Mi także miło. Nowy, nieprawdaż?
-Owszem, a Ty?- spojrzałem na niego, gdy wychodziliśmy z klasy.
-Tak. Miesiąc temu przeprowadziłem się tu z rodzicami.-kiwnął głową i odwzajemnił uśmiech.
-Ja tak samo, tyle że zaraz na początku wakacji.
-A znasz tu kogoś? - zapytał.
-Tak. Chodź ze mną, to zapoznam Cię z moimi znajomymi.-uśmiechnąłem się i pociągnąłem go za sobą.
Szliśmy długim korytarzem, aż w końcu odnalazłem moją paczkę.
-Eyooo, o to Lay. Jest nowy. - wskazałem dłonią na nowego.-Od lewej to Sehun, Kai,Chanyeol i Kyung.
-Miło Nam jest Cię poznać, Lay. -odpowiedział Kai.
-Mi także- uśmiechnął się blondyn.
Rozmowę przerwał nam dzwonek, oznajmujący kolejną lekcję. Tak więc razem z moim przyjacielem poszedłem do sali 201, gdzie zaczynała się historia. Bardzo szybko minęły mi lekcje i tak o to zakończył się mój pierwszy dzień w nowej szkole. Do domu wracałem z Lay'em, bo mieszka kilka domów ode mnie. Super, nieprawdaż?
-Wiesz? Jesteś bardzo fajny. -skwitował Blondyn.
-Oo, bardzo mi miło. Ty także jesteś fajny i miły. -posłałem mu nieśmiały uśmiech.
-Uroczy Baek.-poczochrał mi włoski, śmiejąc się cicho.
-Ejj, burzysz mi moją piękną fryzurę.-nadąłem policzki.
-Ale w takich włosach wyglądasz bardzo pociągająco.-powiedział z uśmiechem, po czym odwrócił głowę, chowając swój rumieniec.-Przepraszam. Nie powinienem tego mówić.
-Przecież nic się nie stało. To miłe co mówisz.-próbowałem spojrzeć mu w oczy ale nie udało się. Zawstydził się. Cholera.
-Stało, mam za długi język.-skrzywił się.
-Nawet nie wiesz jaki może być on przydatny.-obydwoje wybuchnęliśmy ogromnym śmiechem. Odprowadziłem chłopaka pod dom i z uśmiechem na twarzy wróciłem do swojego mieszkania. Oczywiście rodzice byli w pracy jeszcze. Nalałem soku do szklanki i poszedłem na górę odrobić lekcje. Tak, pierwszy dzień i już zadania. No ale cóż, trzeba się kształcić.
~Dwie godziny później~
W końcu skończyłem naukę. Położyłem się na łóżku, przykryłem moim kocykiem i wziąłem laptopa. Po chwili ktoś próbował nawiązać ze mną połączenie wideo. To był Lay. Moje serce zaczęło mocniej bić, a na mojej twarzy pojawił się ogromny uśmiech. Dziwne, ale bardzo przyjemne uczucie. Ten gość naprawdę namieszał w mojej głowie. Oj, będzie ciekawie. Odebrałem. Wyglądał tak pięknie... Rozmawialiśmy bardzo długo. O czym? O wszystkim. W trzy godziny wiedziałem o nim wszystko. Co lubi, czego nie, dlaczego się przeprowadził itp. Spojrzałem na zegar. Była już północ. Trzeba iść spać, bo nie wstanę do szkoły. A głupio by było zaspać w drugim dniu. Pożegnałem się z nim, zamknąłem laptopa i poszedłem się przebrać w dres. Po chwili wróciłem do swojego ciepłego łóżeczka i nawet nie wiem kiedy, zasnąłem.
czwartek, 2 lipca 2015
Wish You Were Mine.
Znamy się odkąd powstał Nasz zespół. Ale dopiero po jakimś czasie zacząłem coś do niego więcej czuć. A dokładnie 6 stycznia on powiedział "Tak". Ten dzień na zawsze odmienił moje życie. Z pewnością ciekawi Was, dlaczego. A może domyślacie się? Nie? Spokojnie, wszystko Wam opowiem. Zaczęło się tak...~5 miesięcy wcześniej~
Szedłem sobie ulicą, słuchając muzyki. Było już późno. Lampy oświetlały mi drogę, nie pozwalając, bym się przewrócił. Śnieg padał tak cicho i bezszelestnie opadał na moje czarne włosy. Co jakiś czas przystawałem by spojrzeć w niebo i pomyśleć. W spokoju oglądałem gwiazdy, które tak jasno świeciły. W pewnym momencie ujrzałem jak jedna z nich odrywa się od pozostałych i opada.. Spadająca gwiazda.-powiedziałem. Pamiętam, jak mi mama mówiła w dzieciństwie, żeby pomyśleć życzenie. I tak zrobiłem. A wiecie o czym sobie zamarzyłem? Nie powiem, no bo się nie spełni. A mam taką cichą nadzieję, by jednak to się stało. Uśmiechnąłem się do siebie i strzepnąłem z włosów biały puch. Zaczynało mocniej padać. Opatuliłem się płaszczem i wróciłem do dormu.
Wszedłem do środka. Było cicho i ciemno. Wszyscy już spali. Ostrożnie rozebrałem się i skierowałem się w stronę swojego pokoju. Dzieliłem go razem z Suga. Był on moim najlepszym przyjacielem Wiedział o mnie dosłownie wszystko. Po cichu otworzyłem drzwi, żeby go nie zbudzić. Jednak, ku mojemu zdziwieniu, on nie spał. Siedział na swoim łóżku, opierając się o ścianę, Zamknąłem drzwi i spojrzałem w jego stronę.
-Dlaczego nie śpisz? . -zapytałem się cicho.
-A Ty dlaczego wracasz tak późno? Już dawno jest po północy, a trening skończyliśmy o 21. Gdzieś Ty się podziewał? - podniósł głos.
-Ciii, bo jeszcze ich pobudzisz.- skarcił go.- Chciałem pobyć sam, przemyśleć kilka spraw. Nic się nie stało. Nikt mnie nie napadł, nie zgwałcił. Spokojnie. -uśmiechnął się lekko, ale widząc jego wzrok, od razu pożałowałem tego gestu.- No dobrze. Przepraszam. Już więcej nie wrócę tak późno. Obiecuję.-uśmiechnąłem się przepraszająco.
-Wybaczam. Ale nie rób tak więcej, bo naprawdę się martwiłem. - poklepał mnie po ramieniu i wślizgnął się pod kołdrę.
Wszedłem do łazienki, by wziąć szybki prysznic. Po jakichś 10 minutach, umyty i pachnący położyłem się do łóżka. Nie wiedziałem nawet kiedy zasnąłem..
Wczesnym rankiem obudziły mnie promienie słoneczne, które na siłę wbijały się do pokoju. Zerknąłem w stronę mojego przyjaciela. Spał sobie w najlepsze. Wstałem i poszedłem się ogarnąć do łazienki. Następnie ubrany, zszedłem na dół do kuchni, by przygotować śniadanie. Szybko zabrałem się do roboty i przygotowałem zespołowi naleśniki z dżemem i czekoladą, jak to oni lubią. Usłyszałem czyjeś kroki. Niepewnie wyjrzałem za róg, modląc się by to nie był ON. Na szczęście to tylko Hope schodził z Tae. Obydwoje byli uśmiechnięci i zadowoleni. Tak, byli razem. Od miesiąca bodajże.
-Cześć Maknae. Jak się czujesz? - pierwszy zagadnął Tae.- Omm, widzę, że przygotowałeś naleśniki. Mniam. -oblizał usta.
-Taak, siadajcie. -uśmiechnąłem się szeroko.
Po chwili kolejni zaczęli schodzić na dół. Wszystkim smakowało. No, jednak nie najgorzej gotuję. Najedzeni wstali od stołu i rozeszli się po pokojach. Westchnąłem cicho i zacząłem sprzątać po śniadaniu. Pozmywałem, wytarłem i odłożyłem na miejsca naczynia. Zmęczony tym wszystkim udałem się do pokoju. Niestety strasznie się zamyśliłem i niestety wpadłem na Jimin'a. Upadliśmy razem z głośnym hukiem na podłogę. Nasze twarze dzieliły tylko milimetry. Poczułem jak na moje policzka wypływa rumieniec. Szybko wstałem z niego i bąknąłem ciche Przepraszam. I szybko uciekłem do pokoju. Było mi tak wstyd. Dlaczego akurat z nim. No ludzie, nie ma tu nikogo innego, z kim mógłbym się zderzyć bez problemu?! Opadłem na łóżko. Dopiero po chwili poczułem, że moja ręka krwawi.. Ah tak. Jimin niósł szklankę i pewnie przy upadku się skaleczyłem. Cholera, przekląłem w myślach i poszedłem do łazienki by zmyć krew. Jednak ona nadal wypływała. Stwierdziłem, że muszę zejść na dół po apteczkę. W duchu modliłem się, aby go tam nie było. Jak najszybciej zbiegłem na dół, do kuchni. Wyciągnąłem z pudełka wodę utlenioną, gazę i plaster. Tuż nad sobą usłyszałem czyjś głos..
-Może Ci pomogę? - powiedział. Od razu domyśliłem się, że to jego głos. Nawet nie wiem kiedy skinąłem głową i pozwoliłem by dotknął mojej dłoni i pomógł mi ją opatrzyć. Starałem się na niego nie patrzyć. Wyczuł, że jest coś nie tak..
-Wszystko w porządku? -spojrzał na mnie tymi swymi pięknymi oczami.
-Tak, wszystko jest dobrze. -uśmiechnąłem się lekko.
Bacznie mi się przyglądał. nie uwierzył mi. Gdy skończył przyklejać plaster, chciałem iść, ale on nadal mnie trzymał.
-Dziękuję za pomoc. -skinąłem głową w podzięce.
-Nie ma za co. Na pewno wszystko w porządku? Unikasz mojego wzroku..- zmrużył oczy.
-T-Tak. Wszystko jest dobrze. Nie musisz się przejmować. Leć do innych, przecież macie iść do kina.-kiwnąłem głową na Jin'a, Tae, Hoseok'a, Rap Mona i Suge.
-A Ty nie idziesz? -zdziwił się.
-Nie.. Wiesz, jakoś nie mam ochoty. -spuściłem głowę, lekko przygryzając wargę.
-Mogę zostać z Tobą i potowarzyszyć Ci..
-Nie! - krzyknąłem, ale zaraz się uciszyłem. Zostanę. Idź się bawić dobrze. - nie wiem dlaczego, ale dałem mu całusa w policzek i powiedziałem ciche Dziękuję. Po czym szybko uciekłem do pokoju, by nie zauważył moich czerwonych policzków.
~Jimin POV~
Stałem zszokowany. To co zrobił Kook.. No, szczerze mówiąc zamurowało mnie. Czy.. On.. czuje coś do mnie? Nie.. Nie. To niemożliwe. On jest hetero. Mówił to ostatnio. Otrząsnąłem się szybko i z uśmiechem poszedłem do resztej. Poszliśmy do kina na jakiś film. Mówili, że jest ciekawy i taki WOW. A jaki był? Do bani. Przez ten czas rozmyślałem o nim i o tym co zrobił. To było takie miłe i słodkie. Na moją twarz wypłynął uśmiech jak to wspominałem.
Kook. Co mogę o nim powiedzieć. Jest cudowny, kochany, słodki, uroczy, po prostu Idealny. Wysoki Sądzie, oświadczam, że Kocham tego dzieciaka. Bardzo mocno. Jeśli on nie czuje tego samego. dobrowolnie poddaję się karze, czyli tułaczce po świecie ze zranionym serduszkiem. Co dzień obserwuję jak się uśmiecha, jak zgrabnie porusza się po mieszkaniu, jak te śliczna oczka wpatrują się w niego czy w innych. A jego ciało.. Jest takie delikatne i kruche. Jest moim Kryształkiem. No, jeszcze nie moim. Ale może kiedyś.. Może kiedyś się dowie. Ale to będzie ciężkie..
-Jimin.. Jimin.. Żyjesz? - grupka przyjaciół patrzyła się na mnie z uśmiechem. - Kosmici Cię porwali czy co? Albo nie.. Znowu wielkie marzenia o Maknae. - niechcący wypowiedział te słowa Jin. Jego przyjaciel.
-Zamknij się!- wybuchnąłem.
-Przepraszam.. To przez przypadek.-zakrył twarz dłońmi.
-Okej. Nic się nie stało. I tak by się dowiedzieli.- spojrzałem na ich twarze. Nadal się uśmiechali.
-No proszę. Nasz Jiminek się zakochał. I to w Maknae! Powiedziałeś mu o tym ? Kiedy to zrobisz? -zaczęli zasypywać mnie pytaniami.
-Nie. I macie siedzieć cicho, rozumiecie?! Jeśli któryś piśnie słowo.. Szczególnie Ty-Suga. -wbiłem w niego wzrok.
-Nie powiem, spokojnie. Wracajmy może, bo dochodzi 20. A Kook sam siedzi w domu.
Wszyscy skinęli głowami i pędem wróciliśmy do dormu. Siedział w salonie oglądając telewizję.
-Czeeeeeeeeść.-krzyknęli wszyscy, siadając obok niego.- Tęskniłeś? - zapytał się Hope, ale umilkł.
-Płakałeś? Masz zaczerwienione oczy.- słysząc to, spojrzałem na niego. Rzeczywiście wyglądał strasznie.
-Nie, nie płakałem. -uśmiechnął się lekko.- Pójdę na górę. Bawcie się dobrze.- spojrzał na mnie, pociągając nosem. Szybko udał się na górę.
-Co mu się stało? -zapytałem.
-Domyśl się, buraku. -warknął Suga i pobiegł za nim.
Stałem zdezorientowany i zastanawiałem się, o co chodzi...
~Kook POV~
Wbiegłem do pokoju od razu rzucając się na łóżko. Zalałem się łzami. No ileż można płakać.. Ale jestem zbyt wrażliwy. Taka już ma natura. Usłyszałem jak ktoś wszedł do pokoju i pochyla się nade mną.
-Ej, co się dzieje. - zapytał się Suga.
-A co się ma dziać? Dobrze wiesz, o co chodzi.- usiadłem, ścierając łzy z policzek. - Ty nie wiesz jak to jest, jak osoba, którą kochasz ponad życie, nie dostrzega Cię, Nie widzi Twych uczuć, nie widzi Ciebie.- załkałem cicho. Ty masz Monstera. Jesteście szczęśliwi, więc nie wiesz co ja czuję..
Po moich policzkach spływały łzy. Jedna za drugą. Poczułem jak jego ramiona oplatają me ciało i przytulają do siebie. Tak bardzo tego potrzebowałem. Wtuliłem się w niego. Moje powieki stawały się coraz cięższe. Odsunąłem się od niego i położyłem. Momentalnie zasnąłem.
***
Obudziłem się 10. Suga już dawno wstał, bo go nie było. Na moim stoliku była karteczka. Sięgnąłem po nią. "Wychodzimy na zakupy. Zostaje tylko Jimin, bo źle się czuje. Buziaki."
-Cholera.. Dlaczego oni mi to robią?! - powiedziałem do siebie.
No cóż, jakoś to przeżyję. Wstałem, ubrałem się i zszedłem na dół. Jimin stał przy kuchence i robił śniadanie. Był to mój ulubiony omlet. Mniam.
-Dzień Dobry.-powiedziałem cicho i usiadłem.
-Witaj Śpiochu.- spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
Poczułem ciepło rozchodzące się po moim ciele. Dlaczego on musi być tak idealny?!
-Proszę. Twój ulubiony omlet. Smacznego.- przede mną wylądował talerz. Od razu zabrałem się za jedzenie. Był naprawdę pyszny.
Po skończonym śniadaniu udałem się do pokoju. No bo co mam robić. Nie chcę z nim siedzieć, bo się boję, że palnę coś przez przypadek. Jednak na korytarzu zatrzymał mnie.
-A gdzie to się wybierasz? Ubieraj buty i kurtkę, bo wychodzimy.-odwrócił mnie i lekko popchnął w stronę drzwi wyjściowych.
Zrobiłem posłusznie co mi kazał i wyszliśmy. Było całkiem ciepło jak na styczeń.
-Gdzie idziemy? -zapytałem cicho.
-Na lodowisko i na spacer.- uśmiechnął się.
-Hyung, ale ja nie umiem jeździć!
-To się nauczysz.-szepnął mi do ucha.
Objąłem się ramionami, patrząc się w inną stronę.
Po 10 minutach byliśmy na miejscu. Ubrałem łyżwy i wszedłem na lód, trzymając się barierki. Ja naprawdę nie umiem jeździć.
-Chodź, nauczę Cię.- Jimin wyciągnął w moją stronę rękę. Niepewnie, ale złapałem ją i wpadłem w jego ramiona. Cholera, znowu.
-Spokojnie, przy mnie jesteś bezpieczny.- powiedział głębokim głosem i zaczęliśmy jeździć.
Jak na pierwszy raz szło mi dobrze. Owszem, były momenty, gdzie prawie leżałem na ziemi, ale Jimin zawsze mnie łapał. Rozluźniłem się i zapomniałem o tym, że go Kocham. Zaraz, zaraz. Mój głupi mózgu, musiałeś mi to przypomnieć?! Ahgr.
Czas się skończył i musieliśmy zejść. Zadowolony ściągnąłem buty i oddałem. Skierowaliśmy się w stronę wyjścia. Było już ciemno. Ale mieliśmy iść na spacer.
-Chodźmy. - spojrzał na mnie i objął. Moje oczy rozszerzyły się na ten gest z jego strony, ale on tym się nie przejmował. Z początku szliśmy w milczeniu. W końcu doszliśmy do parku. Jimin nagle stanął naprzeciw mnie. Widziałem, że się denerwował strasznie. Minęło dość czasu zanim to wypowiedział..
-Wiesz co? Pragnę, żebyś był tylko mój. To głupie, prawda?-uśmiechnął się lekko.
-Nie, to słodkie. - przygryzłem wargę.
-Kookie, chciałem Ci powiedzieć,że jesteś dla mnie cholernie ważny. Kocham Cię. -szepnął, spoglądając mi w oczy.
Żadne słowa nie opiszą tego, co czułem w tym momencie. Moje serce chciało wyskoczyć.
-N-nie wiem co powiedzieć.. Jimin, bo.. Ja też Cię Kocham.- po moim policzku spłynęła pojedyncza, samotna łza.
-Kochanie, nie płacz.- starł tą łzę.Przejechał kciukiem po moich wargach, a następnie złożył na nich motyli pocałunek. Oblizałem usta z ochotą na więcej. Tym razem to ja go pocałowałem. Był on delikatny, ale zarazem pełny miłości i czułości. Cholernie kochałem tego chłopaka. I w końcu był mój. Moje marzenie się spełniło. Chciałem aby ktoś mnie pokochał i sprawił, że będę szczęśliwy. Ktoś, kto będzie mnie chronił. Ktoś, kto będzie moim Aniołem, Skarbem. I to był właśnie On.
-Kocham Cię. Już na zawsze będę z Tobą. -pocałował mnie w główkę, a ja schowałem się w jego ramionach.
Robiło się zimno, więc wróciliśmy do domu. Całą drogę rozmawialiśmy o tym, jak to się stało, że go pokochałem. I za co. Po powrocie rozeszliśmy się po pokojach.
Wszedłem do swojego i od razu opowiedziałem o tym mojemu przyjacielowi. Zdecydowaliśmy, że zamienimy się pokojami. Jimin przyjdzie do mnie, a Suga pójdzie do Monstera. Mi to odpowiadało.
Z uśmiechem na twarzy zasnąłem. Cieszyłem się, że od jutra będę zasypiał i budził się obok mojego chłopaka.
~5 miesięcy później~
-Dzień Dobry, Kochanie.- obudził mnie głęboki głos i ciepłe usta na swoim policzku.
-Dzień Dobry, Aniołki.- uśmiechnąłem się słodko na jego widok.
-Jak się spało?
-Jak zwykle cudownie. -dałem mu całusa.
-Mmm, jak zwykle Twoje usta są pyszne.
Obydwoje wybuchnęliśmy śmiechem. Niechętnie wstaliśmy i zeszliśmy na dół, na śniadanie.
***
Minęło pół roku, a my nadal się mocno kochamy. Zero kłótni, zero złości. Nasz związek jest po prostu idealny. Mówię poważnie. Codziennie mówię mu, jak bardzo go Kocham, jak bardzo jest dla mnie ważny. Nie wyobrażam sobie życie bez niego. Mój Ukochany, Najlepszy Anioł.
Teraz już wiecie, że 6 stycznia stałem się najszczęśliwszym chłopakiem na ziemi. Mieć takiego mężczyznę przy boku to Raj.
Siedzieliśmy na wzgórzu, gdzie oglądaliśmy zachód słońca.
-Jimin? -spytałem cicho.
-Tak?
-Kochasz Mnie? - spojrzałem w jego oczy.
-Skarbie, najbardziej na świecie. Jesteś moim tlenem, bez którego nie potrafię żyć.- złożył pocałunek na moich ustach. Jak zwykle był cudowny.
Szedłem sobie ulicą, słuchając muzyki. Było już późno. Lampy oświetlały mi drogę, nie pozwalając, bym się przewrócił. Śnieg padał tak cicho i bezszelestnie opadał na moje czarne włosy. Co jakiś czas przystawałem by spojrzeć w niebo i pomyśleć. W spokoju oglądałem gwiazdy, które tak jasno świeciły. W pewnym momencie ujrzałem jak jedna z nich odrywa się od pozostałych i opada.. Spadająca gwiazda.-powiedziałem. Pamiętam, jak mi mama mówiła w dzieciństwie, żeby pomyśleć życzenie. I tak zrobiłem. A wiecie o czym sobie zamarzyłem? Nie powiem, no bo się nie spełni. A mam taką cichą nadzieję, by jednak to się stało. Uśmiechnąłem się do siebie i strzepnąłem z włosów biały puch. Zaczynało mocniej padać. Opatuliłem się płaszczem i wróciłem do dormu.
Wszedłem do środka. Było cicho i ciemno. Wszyscy już spali. Ostrożnie rozebrałem się i skierowałem się w stronę swojego pokoju. Dzieliłem go razem z Suga. Był on moim najlepszym przyjacielem Wiedział o mnie dosłownie wszystko. Po cichu otworzyłem drzwi, żeby go nie zbudzić. Jednak, ku mojemu zdziwieniu, on nie spał. Siedział na swoim łóżku, opierając się o ścianę, Zamknąłem drzwi i spojrzałem w jego stronę.
-Dlaczego nie śpisz? . -zapytałem się cicho.
-A Ty dlaczego wracasz tak późno? Już dawno jest po północy, a trening skończyliśmy o 21. Gdzieś Ty się podziewał? - podniósł głos.
-Ciii, bo jeszcze ich pobudzisz.- skarcił go.- Chciałem pobyć sam, przemyśleć kilka spraw. Nic się nie stało. Nikt mnie nie napadł, nie zgwałcił. Spokojnie. -uśmiechnął się lekko, ale widząc jego wzrok, od razu pożałowałem tego gestu.- No dobrze. Przepraszam. Już więcej nie wrócę tak późno. Obiecuję.-uśmiechnąłem się przepraszająco.
-Wybaczam. Ale nie rób tak więcej, bo naprawdę się martwiłem. - poklepał mnie po ramieniu i wślizgnął się pod kołdrę.
Wszedłem do łazienki, by wziąć szybki prysznic. Po jakichś 10 minutach, umyty i pachnący położyłem się do łóżka. Nie wiedziałem nawet kiedy zasnąłem..
Wczesnym rankiem obudziły mnie promienie słoneczne, które na siłę wbijały się do pokoju. Zerknąłem w stronę mojego przyjaciela. Spał sobie w najlepsze. Wstałem i poszedłem się ogarnąć do łazienki. Następnie ubrany, zszedłem na dół do kuchni, by przygotować śniadanie. Szybko zabrałem się do roboty i przygotowałem zespołowi naleśniki z dżemem i czekoladą, jak to oni lubią. Usłyszałem czyjeś kroki. Niepewnie wyjrzałem za róg, modląc się by to nie był ON. Na szczęście to tylko Hope schodził z Tae. Obydwoje byli uśmiechnięci i zadowoleni. Tak, byli razem. Od miesiąca bodajże.
-Cześć Maknae. Jak się czujesz? - pierwszy zagadnął Tae.- Omm, widzę, że przygotowałeś naleśniki. Mniam. -oblizał usta.
-Taak, siadajcie. -uśmiechnąłem się szeroko.
Po chwili kolejni zaczęli schodzić na dół. Wszystkim smakowało. No, jednak nie najgorzej gotuję. Najedzeni wstali od stołu i rozeszli się po pokojach. Westchnąłem cicho i zacząłem sprzątać po śniadaniu. Pozmywałem, wytarłem i odłożyłem na miejsca naczynia. Zmęczony tym wszystkim udałem się do pokoju. Niestety strasznie się zamyśliłem i niestety wpadłem na Jimin'a. Upadliśmy razem z głośnym hukiem na podłogę. Nasze twarze dzieliły tylko milimetry. Poczułem jak na moje policzka wypływa rumieniec. Szybko wstałem z niego i bąknąłem ciche Przepraszam. I szybko uciekłem do pokoju. Było mi tak wstyd. Dlaczego akurat z nim. No ludzie, nie ma tu nikogo innego, z kim mógłbym się zderzyć bez problemu?! Opadłem na łóżko. Dopiero po chwili poczułem, że moja ręka krwawi.. Ah tak. Jimin niósł szklankę i pewnie przy upadku się skaleczyłem. Cholera, przekląłem w myślach i poszedłem do łazienki by zmyć krew. Jednak ona nadal wypływała. Stwierdziłem, że muszę zejść na dół po apteczkę. W duchu modliłem się, aby go tam nie było. Jak najszybciej zbiegłem na dół, do kuchni. Wyciągnąłem z pudełka wodę utlenioną, gazę i plaster. Tuż nad sobą usłyszałem czyjś głos..
-Może Ci pomogę? - powiedział. Od razu domyśliłem się, że to jego głos. Nawet nie wiem kiedy skinąłem głową i pozwoliłem by dotknął mojej dłoni i pomógł mi ją opatrzyć. Starałem się na niego nie patrzyć. Wyczuł, że jest coś nie tak..
-Wszystko w porządku? -spojrzał na mnie tymi swymi pięknymi oczami.
-Tak, wszystko jest dobrze. -uśmiechnąłem się lekko.
Bacznie mi się przyglądał. nie uwierzył mi. Gdy skończył przyklejać plaster, chciałem iść, ale on nadal mnie trzymał.
-Dziękuję za pomoc. -skinąłem głową w podzięce.
-Nie ma za co. Na pewno wszystko w porządku? Unikasz mojego wzroku..- zmrużył oczy.
-T-Tak. Wszystko jest dobrze. Nie musisz się przejmować. Leć do innych, przecież macie iść do kina.-kiwnąłem głową na Jin'a, Tae, Hoseok'a, Rap Mona i Suge.
-A Ty nie idziesz? -zdziwił się.
-Nie.. Wiesz, jakoś nie mam ochoty. -spuściłem głowę, lekko przygryzając wargę.
-Mogę zostać z Tobą i potowarzyszyć Ci..
-Nie! - krzyknąłem, ale zaraz się uciszyłem. Zostanę. Idź się bawić dobrze. - nie wiem dlaczego, ale dałem mu całusa w policzek i powiedziałem ciche Dziękuję. Po czym szybko uciekłem do pokoju, by nie zauważył moich czerwonych policzków.
~Jimin POV~
Stałem zszokowany. To co zrobił Kook.. No, szczerze mówiąc zamurowało mnie. Czy.. On.. czuje coś do mnie? Nie.. Nie. To niemożliwe. On jest hetero. Mówił to ostatnio. Otrząsnąłem się szybko i z uśmiechem poszedłem do resztej. Poszliśmy do kina na jakiś film. Mówili, że jest ciekawy i taki WOW. A jaki był? Do bani. Przez ten czas rozmyślałem o nim i o tym co zrobił. To było takie miłe i słodkie. Na moją twarz wypłynął uśmiech jak to wspominałem.
Kook. Co mogę o nim powiedzieć. Jest cudowny, kochany, słodki, uroczy, po prostu Idealny. Wysoki Sądzie, oświadczam, że Kocham tego dzieciaka. Bardzo mocno. Jeśli on nie czuje tego samego. dobrowolnie poddaję się karze, czyli tułaczce po świecie ze zranionym serduszkiem. Co dzień obserwuję jak się uśmiecha, jak zgrabnie porusza się po mieszkaniu, jak te śliczna oczka wpatrują się w niego czy w innych. A jego ciało.. Jest takie delikatne i kruche. Jest moim Kryształkiem. No, jeszcze nie moim. Ale może kiedyś.. Może kiedyś się dowie. Ale to będzie ciężkie..
-Jimin.. Jimin.. Żyjesz? - grupka przyjaciół patrzyła się na mnie z uśmiechem. - Kosmici Cię porwali czy co? Albo nie.. Znowu wielkie marzenia o Maknae. - niechcący wypowiedział te słowa Jin. Jego przyjaciel.
-Zamknij się!- wybuchnąłem.
-Przepraszam.. To przez przypadek.-zakrył twarz dłońmi.
-Okej. Nic się nie stało. I tak by się dowiedzieli.- spojrzałem na ich twarze. Nadal się uśmiechali.
-No proszę. Nasz Jiminek się zakochał. I to w Maknae! Powiedziałeś mu o tym ? Kiedy to zrobisz? -zaczęli zasypywać mnie pytaniami.
-Nie. I macie siedzieć cicho, rozumiecie?! Jeśli któryś piśnie słowo.. Szczególnie Ty-Suga. -wbiłem w niego wzrok.
-Nie powiem, spokojnie. Wracajmy może, bo dochodzi 20. A Kook sam siedzi w domu.
Wszyscy skinęli głowami i pędem wróciliśmy do dormu. Siedział w salonie oglądając telewizję.
-Czeeeeeeeeść.-krzyknęli wszyscy, siadając obok niego.- Tęskniłeś? - zapytał się Hope, ale umilkł.
-Płakałeś? Masz zaczerwienione oczy.- słysząc to, spojrzałem na niego. Rzeczywiście wyglądał strasznie.
-Nie, nie płakałem. -uśmiechnął się lekko.- Pójdę na górę. Bawcie się dobrze.- spojrzał na mnie, pociągając nosem. Szybko udał się na górę.
-Co mu się stało? -zapytałem.
-Domyśl się, buraku. -warknął Suga i pobiegł za nim.
Stałem zdezorientowany i zastanawiałem się, o co chodzi...
~Kook POV~
Wbiegłem do pokoju od razu rzucając się na łóżko. Zalałem się łzami. No ileż można płakać.. Ale jestem zbyt wrażliwy. Taka już ma natura. Usłyszałem jak ktoś wszedł do pokoju i pochyla się nade mną.
-Ej, co się dzieje. - zapytał się Suga.
-A co się ma dziać? Dobrze wiesz, o co chodzi.- usiadłem, ścierając łzy z policzek. - Ty nie wiesz jak to jest, jak osoba, którą kochasz ponad życie, nie dostrzega Cię, Nie widzi Twych uczuć, nie widzi Ciebie.- załkałem cicho. Ty masz Monstera. Jesteście szczęśliwi, więc nie wiesz co ja czuję..
Po moich policzkach spływały łzy. Jedna za drugą. Poczułem jak jego ramiona oplatają me ciało i przytulają do siebie. Tak bardzo tego potrzebowałem. Wtuliłem się w niego. Moje powieki stawały się coraz cięższe. Odsunąłem się od niego i położyłem. Momentalnie zasnąłem.
***
Obudziłem się 10. Suga już dawno wstał, bo go nie było. Na moim stoliku była karteczka. Sięgnąłem po nią. "Wychodzimy na zakupy. Zostaje tylko Jimin, bo źle się czuje. Buziaki."
-Cholera.. Dlaczego oni mi to robią?! - powiedziałem do siebie.
No cóż, jakoś to przeżyję. Wstałem, ubrałem się i zszedłem na dół. Jimin stał przy kuchence i robił śniadanie. Był to mój ulubiony omlet. Mniam.
-Dzień Dobry.-powiedziałem cicho i usiadłem.
-Witaj Śpiochu.- spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
Poczułem ciepło rozchodzące się po moim ciele. Dlaczego on musi być tak idealny?!
-Proszę. Twój ulubiony omlet. Smacznego.- przede mną wylądował talerz. Od razu zabrałem się za jedzenie. Był naprawdę pyszny.
Po skończonym śniadaniu udałem się do pokoju. No bo co mam robić. Nie chcę z nim siedzieć, bo się boję, że palnę coś przez przypadek. Jednak na korytarzu zatrzymał mnie.
-A gdzie to się wybierasz? Ubieraj buty i kurtkę, bo wychodzimy.-odwrócił mnie i lekko popchnął w stronę drzwi wyjściowych.
Zrobiłem posłusznie co mi kazał i wyszliśmy. Było całkiem ciepło jak na styczeń.
-Gdzie idziemy? -zapytałem cicho.
-Na lodowisko i na spacer.- uśmiechnął się.
-Hyung, ale ja nie umiem jeździć!
-To się nauczysz.-szepnął mi do ucha.
Objąłem się ramionami, patrząc się w inną stronę.
Po 10 minutach byliśmy na miejscu. Ubrałem łyżwy i wszedłem na lód, trzymając się barierki. Ja naprawdę nie umiem jeździć.
-Chodź, nauczę Cię.- Jimin wyciągnął w moją stronę rękę. Niepewnie, ale złapałem ją i wpadłem w jego ramiona. Cholera, znowu.
-Spokojnie, przy mnie jesteś bezpieczny.- powiedział głębokim głosem i zaczęliśmy jeździć.
Jak na pierwszy raz szło mi dobrze. Owszem, były momenty, gdzie prawie leżałem na ziemi, ale Jimin zawsze mnie łapał. Rozluźniłem się i zapomniałem o tym, że go Kocham. Zaraz, zaraz. Mój głupi mózgu, musiałeś mi to przypomnieć?! Ahgr.
Czas się skończył i musieliśmy zejść. Zadowolony ściągnąłem buty i oddałem. Skierowaliśmy się w stronę wyjścia. Było już ciemno. Ale mieliśmy iść na spacer.
-Chodźmy. - spojrzał na mnie i objął. Moje oczy rozszerzyły się na ten gest z jego strony, ale on tym się nie przejmował. Z początku szliśmy w milczeniu. W końcu doszliśmy do parku. Jimin nagle stanął naprzeciw mnie. Widziałem, że się denerwował strasznie. Minęło dość czasu zanim to wypowiedział..
-Wiesz co? Pragnę, żebyś był tylko mój. To głupie, prawda?-uśmiechnął się lekko.
-Nie, to słodkie. - przygryzłem wargę.
-Kookie, chciałem Ci powiedzieć,że jesteś dla mnie cholernie ważny. Kocham Cię. -szepnął, spoglądając mi w oczy.
Żadne słowa nie opiszą tego, co czułem w tym momencie. Moje serce chciało wyskoczyć.
-N-nie wiem co powiedzieć.. Jimin, bo.. Ja też Cię Kocham.- po moim policzku spłynęła pojedyncza, samotna łza.
-Kochanie, nie płacz.- starł tą łzę.Przejechał kciukiem po moich wargach, a następnie złożył na nich motyli pocałunek. Oblizałem usta z ochotą na więcej. Tym razem to ja go pocałowałem. Był on delikatny, ale zarazem pełny miłości i czułości. Cholernie kochałem tego chłopaka. I w końcu był mój. Moje marzenie się spełniło. Chciałem aby ktoś mnie pokochał i sprawił, że będę szczęśliwy. Ktoś, kto będzie mnie chronił. Ktoś, kto będzie moim Aniołem, Skarbem. I to był właśnie On.
-Kocham Cię. Już na zawsze będę z Tobą. -pocałował mnie w główkę, a ja schowałem się w jego ramionach.
Robiło się zimno, więc wróciliśmy do domu. Całą drogę rozmawialiśmy o tym, jak to się stało, że go pokochałem. I za co. Po powrocie rozeszliśmy się po pokojach.
Wszedłem do swojego i od razu opowiedziałem o tym mojemu przyjacielowi. Zdecydowaliśmy, że zamienimy się pokojami. Jimin przyjdzie do mnie, a Suga pójdzie do Monstera. Mi to odpowiadało.
Z uśmiechem na twarzy zasnąłem. Cieszyłem się, że od jutra będę zasypiał i budził się obok mojego chłopaka.
~5 miesięcy później~
-Dzień Dobry, Kochanie.- obudził mnie głęboki głos i ciepłe usta na swoim policzku.
-Dzień Dobry, Aniołki.- uśmiechnąłem się słodko na jego widok.
-Jak się spało?
-Jak zwykle cudownie. -dałem mu całusa.
-Mmm, jak zwykle Twoje usta są pyszne.
Obydwoje wybuchnęliśmy śmiechem. Niechętnie wstaliśmy i zeszliśmy na dół, na śniadanie.
***
Minęło pół roku, a my nadal się mocno kochamy. Zero kłótni, zero złości. Nasz związek jest po prostu idealny. Mówię poważnie. Codziennie mówię mu, jak bardzo go Kocham, jak bardzo jest dla mnie ważny. Nie wyobrażam sobie życie bez niego. Mój Ukochany, Najlepszy Anioł.
Teraz już wiecie, że 6 stycznia stałem się najszczęśliwszym chłopakiem na ziemi. Mieć takiego mężczyznę przy boku to Raj.
Siedzieliśmy na wzgórzu, gdzie oglądaliśmy zachód słońca.
-Jimin? -spytałem cicho.
-Tak?
-Kochasz Mnie? - spojrzałem w jego oczy.
-Skarbie, najbardziej na świecie. Jesteś moim tlenem, bez którego nie potrafię żyć.- złożył pocałunek na moich ustach. Jak zwykle był cudowny.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)