środa, 26 sierpnia 2015

You will be my honey ?

Paring: TaoLay.
Gatunek: Angst, Romans.

Szedłem drogą, która nie miała końca. W okół mnie było pełno drzew, znajdowałem się w lesie. Jednak nie był to zwyczajny las.. Drzewa wyglądały strasznie, słyszałem czyjeś śmiechy, chichoty oraz płacz dziecka. Bardzo głośny. Był on coraz głośniejszy. W końcu to ujrzałem. Mała, blada dziewczynka siedziała na ziemi, była zapłakana, brudna i przestraszona. Jej ciało drżało. Z jej twarzy, a dokładniej z oczu i nosa, sączyła się krew, która spływała wolno, zostawiając czerwone ścieżki. Nad nią stała jakaś postać z nożem. Na jego twarzy było mnóstwo blizn. Dziewczynka błagała, go aby ją zostawił, że ona nie chce umierać i w tym momencie facet uciął jej głowę. Z moich ust wyrwał się okropny krzyk, szybko zakryłem je dłonią. Zauważył mnie i z szyderczym uśmiechem oraz z siekierką w dłoni, zaczął do mnie biec, krzyczał, że ma kolejną ofiarę do zjedzenia. Zacząłem uciekać. Okropnie się bałem,z  moich oczu wypływały łzy. Krzyczałem, ale nikt mnie nie słyszał. Nagle potknąłem się o wystający korzeń, upadłem, raniąc przy tym kolana, twarz i dłonie. Znalazł sie nagle nade mną. Zaczął się śmiać. Ten śmiech był przerażający. Zamarłem. Uniósł siekierkę do góry i wbił mi w głowę, skąd zaczęła tryskać krew...
Obudziłem się wczas rano, cały mokry i zdyszany. Spojrzałem na zegar, wiszący nad półką z książkami. Była 5 rano. Nikłe promienie słoneczne ledwo przebijały się do pokoju. Odetchnąłem głęboko, wiedząc, że to wszystko było snem. Nie. To był koszmar, który śnił mi się od paru dni. Ciagle ten sam. Te same postacie i sceneria. Wyglądało to wszystko, jak w dobrym horrorze. Wstałem z łóżka i udałem się do łazienki, zrzuciłem ubrania i wszedłem pod prysznic. Puściłem zimną wodę, aby się ochłodzić i uwolnić od strasznych myśli. Nawet nie wiedziałem kiedy z moich oczu zaczęły spływać łzy, które złączyły się z wodą. Oparłem czoło o szybę i zacząłem szlochać, nie mogąc znieść tych koszmarów. Zakręciłem kurek, było mi już zimno. Owinąłem ręcznik w okół bioder i spojrzałem do lustra. Moja twarz była blada, oczy czerwone od płaczu. Wytarłem się i po cichu udałem się do kuchni, by przyrządzić sobie kawę. Było już po 6 i wszyscy smacznie spali, nie chciałem ich budzić. Włączyłem czajnik z wodą, a do kubka nasypałem kawy.  Oparłem dłonie o blat, próbując się uspokoić. Nagle usłyszałem ciche kroki na schodach, mimo iż wiedziałem, że to któryś z chłopaków, to i  tak się wystraszyłem, obróciłem się szybko, a moje źrenice rozszerzyły się do granic możliwości. Sądziłem, że to ta postać z koszmaru. Jednak widząc, że to Tao, uspokoiłem się i wytarłem kropelki potu z mojego czoła, woda zaczęła piszczeć, więc zalałem kawę.
-Dzień Dobry, chcesz może kawy?- zapytałem.
-Tak, poproszę. - odpowiedział zaspanym głosem, ziewając.
Wziąłem drugi kubek i przyrządziłem w niej kawę, dla chłopaka, po czy mu podałem ciepły napój.
-Dziękuję. -skinął głową, po czym usiadł na stołku, przy stole. Zrobiłem to samo, siadając trochę z boku, by móc mu się przyglądać. Podciągnąłem kolana pod brodę, obejmując je rękoma. Spojrzałem na niego. Był taki idealny. Jego oczy były piękne. Usta wyglądały bardzo smakowicie. Aż chciało się je całować, gryźć, ssać. Jego ciało. Mmm. Cudowne, seksowne, umięśnione. Co tu dużo mówić. Panda była cudowna. Bardzo mi się podobał. Ile ja bym zrobił, aby był ze mną. Ale cóż. Chyba on nie był zainteresowany mną. Dla niego byłem tylko przyjacielem, z którym można iść do klubu, powygłupiać się, pogadać. Nie czuł nic do mnie, ale zawsze byliśmy blisko siebie. Można nawet powiedzieć, że byliśmy jak bracia.
-Lay.. Ej, ziemia do Lay'a. - czyjś głos wyrwał mnie z zamyślenia. Spojrzałem w stronę, z której on dochodził. No tak, to Tao. Mówił mi coś, a ja go po prostu nie słuchałem.
-C-Co się stało?
-Opowiadałem Ci o mojej randce z tym chłopakiem, z klubu. -zmarszczył brwi. Zachłysnąłem się kawą. Poszedł na tą randkę?! I nic mi nie powiedział?! Jak mógł..
-Uh, wybacz. Zamyśliłem się.
-Co się z Tobą dzieje? Od kilku dni jesteś jakiś nieobecny. Nie rozmawiasz z nami, zamykasz się w pokoju. Oczy masz spuchnięte i czerwone. O co chodzi? - stał nade mną zadając mnóstwo pytań. Co ja mam mu odpowiedzieć? Że co noc śnią mi się koszmary, a ja jak ciota ryczę bo kątach i chodzę wystraszony? Nie.. To zbyt upokarzające.
-Nic się nie dzieje. -wzruszyłem ramionami.
-Jak to nic?! Przecież widzę. Jesteśmy przyjaciółmi, braćmi powiedz mi.- wybuchnął. Jego oczy zwęziły się.
-Właśnie, jesteśmy TYLKO  jak bracia. - wyszeptałem po czym wstałem i pognałem do pokoju, zamykając się. Po co ja to powiedziałem. Teraz jeszcze bardziej będzie mnie dręczył. Kurwa. -oparłem się o drzwi i zsunąłem się na dół, chowając głowę w swoich ramionach. Co ja takiego zrobiłem, że muszę tak cierpieć...

~Tao Pov~
Patrzyłem się jak znika z moich oczu.Nie wiedziałem co go to tego sprowokowało. Z Lay'em bardzo się lubimy. Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi, dobrze o tym wie. Nigdy się tak nie zachowywał. Co do niego wstąpiło?! Wkurzył mnie. Bardzo. Zachowuje się jak dziecko. Skoro tak chce postępować, to proszę. Ale.. Ale dlaczego powiedział, że jesteśmy TYLKO braćmi. Nie rozumiem tego. Muszę się zastanowić.. Uh.
-Cześć Tao. -powiedzieli równocześnie Jongin i Sehun, trzymając się za ręce. Tak, byli razem.
-Witam Gołąbeczki. -uśmiechnąłem się szeroko.
-Oh. -zaśmiał się Kai.
-Co się stało Lay'owi? Wybiegł z kuchni i nawet się nie przywitał. - usiedli na stołkach przy stole.
-Właśnie nie wiem. Od kilku dni jest taki dziwny. Nie wiem co o tym myśleć.  W dodatku dzisiaj powiedział, że "Jesteśmy tylko jak bracia". - westchnąłem cicho.
-Taoś, a może on czuje coś do Ciebie więcej.. no wiesz. Może dlatego tak dziwnie się zachowuje? - mówił Sehun, na co ja pokręciłem stanowczo głową i zaśmiałem się nerwowo.
-Nie.. To niemożliwe. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. On nic do mnie nie czuje. -skinąłem głową.
-A może Ty coś do niego czujesz? Zastanów się nad tym.. Nie rań go. -tym razem zagadnął Jongin.
-Ja go ranię? Haha. Dobre. -zezłościłem się i wyszedłem z kuchni. Poszedłem do Naszego pokoju. Wchodząc tam, nie zauważyłem chłopaka.
-Gdzie on zniknął...-szepnąłem.
Na stole była jakaś kartka. Podszedłem bliżej i zobaczyłem, że to list. Od niego.
"Kochani! Wybaczcie mi, iż uciekam. Ale nie potrafię tak dłużej. Nie umiem żyć z tym. Od kilku dni śni mi się, jak umieram. Może to jakiś znak, że nadchodzi kolej na mnie? Sam nie wiem. Chociaż wiem jedno. Lepiej Wam będzie beze mnie. Proszę, nie szukajcie mnie. To dla Waszego dobra. Kocham Was. Nie zapomnijcie o mnie.
Tao. Jesteś dla mnie bardzo ważny. Od pewnego czasu, stałeś się dla mnie kimś więcej niż przyjacielem czy bratem. Zakochałem się. Tak. Kocham Cię, Taoś. Bardzo. Wiem, że Ty nic  do mnie nie czujesz. Rozumiem to. Mam nadzieję, że z kimś innym będzie Ci dobrze. Trzymaj się. Kocham Cię. Lay.". Po moich policzkach zaczęły spływać  łzy. Było ich coraz więcej, niczym poranny deszcz. W tym momencie uświadomiłem sobie, że jest on dla mnie cholernie ważny. Kurwa, miałem tak cudowną osobę przy sobie. I co? Zjebałem to. Zjebałem. Muszę go odszukać.. Muszę!
-Chłopaki! Lay uciekł. - krzyknąłem tak głośno, aby wszyscy usłyszeli. Poskutkowało. Wszyscy wybiegli z pokoju. Lider stanął obok mnie i zaczął czytać.
-Cholera. Ubierajcie się. Trzeba go znaleźć. Szybko! - krzyknął Suho.
Po jakichś 10 minutach, wszyscy byli gotowi i zwarci do poszukiwań. Rozdzieliliśmy się i zaczęliśmy szukać..
~Lay Pov~
Zabrałem wszystkie swoje rzeczy i udałem się jak najdalej od dormu. Od nich. Od Tao. Nie mogłem znieść tych koszmarów. Przerażały mnie. Bałem się. Szedłem uliczką, która prowadziła do mojego ulubionego miejsca. Do parku, blisko rzeki i mostu. Telefon dzwonił raz po raz. Tao, Suho,Kris, Sehun, Jongin. Każdy. Wyłączyłem go, a po moich policzkach spływały łzy. Jedna za drugą, jak na wyścig, która bardziej zmoczy policzek i zaczerwieni oko. Wszedłem na mostek. Spojrzałem na dół. Nie było zbyt wysoko, ale wystarczająco, aby skoczyć. Postawiłem walizkę i oparłem dłonie o poręcz. Zaszlochałem. Nie wiedziałem co robić. Z jednej strony nie chciałem tego robić, bo Tao i reszta moich przyjaciół. Wiem, że to by ich zraniło. Z drugiej strony mam już dość tych koszmarów. Mam dość widoku szczęśliwego Tao z innym chłopakiem. Nie ze mną, tylko z nim. To tak boli, gdy Twoja ukochana osoba Cię nie Kocha. Westchnąłem głośno i usiadłem, nogi podciągając pod brodę. Ukryłem głowę w ramionach i płakałem. Nic innego mi nie pozostało. Bezsilność wygrała. Strach przejął nade mną kontrolę. Przegrałem życie...

~Tao Pov~
-Musi tu gdzieś być. -jęknąłem cicho, krążąc po parku. - To jego ulubione miejsce. Na pewno tu jest. - denerwowałem się strasznie.
-Spokojnie, zaraz go znajdziemy. -uspokajał mnie Kai.- Czekaj. Spójrz na ten most.
Obróciłem się, spoglądając na miejsce, które wskazywał chłopak. Otworzyłem szeroko oczy.
-To Lay..-szepnąłem i natychmiast pobiegłem na most. Stanąłem przed nim, patrząc na niego.
-Yixing..?
Podniósł głowę. Wyglądał okropnie. Blady, oczy czerwone i spuchnięte. Zakryłem usta dłonią.
-Co Ty tutaj robisz? -wychrypiał, wstając.
-Szukałem Ciebie. Reszta chłopaków także. Co Ty wyprawiasz?! - zacząłem płakać. On także.
-Nie mogłem, nie potrafiłem. To mnie przerosło. Te koszmary, myśl, że nigdy nie będziesz ze mną.. Przepraszam. -wybuchnął płaczem, łapiąc walizkę zaczął odchodzić. Złapałem go za drugą dłoń i przyciągnąłem do siebie. Bagaż się przewrócił, a my staliśmy bardzo blisko siebie. Cali zapłakani i poddenerwowani.
-Lay.. Proszę Cię, nie zostawiaj mnie. Przepraszam, że przez ten czas nie zauważyłem, że coś do mnie czujesz. Ale dopiero dzisiaj, gdy zniknąłeś, zrozumiałem, że jesteś dla mnie cholernie ważny. Kocham Cię. -wyszeptałem, przytulając go mocno do siebie. Wtulił się we mnie, cicho płacząc. Starałem się go uspokoić. Zacząłem kołysać nami na boki. - Chodź, wracamy. Musisz się wyspać.
-Ale ja się boję..
-Spokojnie, będę przy Tobie. Chodź.-zabrałem jego walizkę i wróciliśmy do dormu. Chłopak poszedł pod prysznic, a ja w tym czasie rozebrałem jego łóżko, zasłaniając okna.
-Boję się. Zostań ze mną. -wyszeptał, kładąc się na łóżku.
-Zostanę. - skinąłem głową, po czym położyłem się obok Ciebie. Nie minęło 10 minut, a już spałeś w moich ramionach. Tak słodko wyglądałeś. Nie wiedząc kiedy ani jak, zasnąłem.
~Lay Pov~
Szedłem lasem. W okół mnie było mnóstwo zielonych, pięknych drzew. Słyszałem śpiew ptaków. Gdzieś nieopodał skakał królik. Byłem uśmiechnięty, zadowolony. Nagle na przeciw mnie szła jakaś postać. Wystraszyłem się, ale w miarę, jak osoba była coraz bliżej mnie, przestałem się bać. To był Tao. Mój ukochany. Szedł z różą, którą mi wręczył. Następnie ujął moją twarz i delikatnie, ale z wielką czułością ucałował moje usta.
-Lay.. Wszystko dobrze? - usłyszałem cichy głos.
-Owszem. Już nie mam tych koszmarów. One.. One zniknęły. -odpowiedziałem z radością.
-A co Ci się teraz śni? -zapytał, przybliżając swoją twarz do mojej.
Opowiedziałem mu sen, lekko się jąkając przy tym. W końcu to było moje marzenie, aby z nim być.
-Może to się spełni. - powiedział tajemniczo, na co ja wzruszyłem ramionami. Nagle mnie pocałował. Był dokładnie taki, jaki mi się śnił. Delikatny, ale bardzo czuły. Nie sądziłem, że to się kiedyś stanie.
-Taoś.. Um, zostaniesz moim Kwiatuszkiem? -zapytałem nieśmiało.
-Oczywiście. A Ty będziesz moim Słoneczkiem. Będziesz mi rozświetlał życie swoim uśmiechem, aby moja miłość rosła i pozostała na zawsze.
-Dopilnuję tego. Kocham Cię. - wyszeptałem przy jego ustach.
-A Ja Ciebie. - szepnął i nasze usta ponownie się złączyły w namiętnym pocałunku.

wtorek, 4 sierpnia 2015

Rozdział III: First Love.

      Minęło pół roku odkąd doradziłem Lay'owi, aby wyznał swoje uczucia. Co się działo przez te miesiące? Nic ciekawego. Chodziłem do szkoły, spotykałem się z przyjaciółmi. Ale bez Lay'a. On.. trzymał się z boku. Znalazł sobie przyjaciela - Xiumin'a. Czasami widywałem jak się przytulają, jak są szczęśliwi w swoim towarzystwie. Co czułem? Okropny ból w sercu. Widząc ukochaną osobę z kimś innym, coś mnie rozrywało od środka. I ta myśl, że straciłem wszystko. Miłość, Przyjaźń. Jego. Jak były święta, złożyłem mu życzenia i wysłałem drobny podarunek. Nawet nie podziękował. Nic. Rozumiecie? Zero. Czułem się upokorzony i cholernie smutny.  Brakowało mi go. Ale co mogłem zrobić? Nic. Właśnie, to było najgorsze. Dzwoniłem,pisałem, ale on nie chciał ze mną rozmawiać, unikał mnie, a ja nawet nie wiedziałem, dlaczego tak się zachowuje.. I to chyba najbardziej bolało. Moje małe, biedne serduszko pękało na milion kawałeczków. Moja dusza powoli umierała..
Kolejny dzień. Słońce przez zasłony wdzierało się do mojego pokoju. Niechętnie i z ociąganiem wstałem. Tak bardzo nie chciałem iść do szkoły. Nie chciałem go widzieć z nim. Ale cóż, ubrałem się, zjadłem śniadanie i wyszedłem. Idąc ulicą zobaczyłem go. Chciałem podejść, porozmawiać, powiedzieć mu, że go Kocham... Ale bałem się. Wiedziałem, że nie będzie miał ochoty widzieć mnie.. Ze spuszczoną głową szedłem do szkoły.
-Baekhyun!
-Hm? -mruknąłem, dłubiąc widelcem w sałatce.
-Co się z Tobą dzieje? Odkąd nie przyjaźnisz się z Lay'em, zachowujesz się dziwnie, jak nie Ty. -powiedział Chanyeol.
-Nie ważne. -pokręciłem głową.
-Nie,  że nie ważne. Powiedz, pomogę Ci.
-Nie potrzebuję pomocy. - zacisnąłem pięści, czując jak mnie rozsadza.
-Baek, znam Cię wystarczająco. Powiedz mi, albo wyciągne to z Ciebie siłą.- zmrużył oczy, wpatrując się we mnie.
Zrezygnowany wstałem i wskazałem głową, aby szedł za mną. Po chwili byliśmy przed szkołą. Usiedliśmy na ławce.
-Baek, proszę, powiedz. -szepnął Yeol.
-Huh. Bo.. pół roku temu, Lay powiedział mi, że jest taki chłopak, który mu się podoba, ale nie jest gejem. Doradziłem mu, aby spróbował, bo być może okaże się, że jednak lubi chłopców. On się ucieszył i stwierdził, że tak, a ja.. Ja załamałem się. Bo on... On mi się tak cholernie podoba. Rozumiesz? Od samego początku go pokochałem. I to mocno. A teraz jak się do mnie nie odzywa, unika, moje serce tak bardzo cierpi. Ono umiera.. -mówiłem wolno, cicho, a do moich oczu napłynęły łzy, po czym jedna powoli spłynęła po moim policzku.
-Jezu.. Baek. Ja.. Ja nie wiem co powiedzieć. Jest mi tak przykro, ale Lay nikogo nie ma przecież.- powiedział Yeol.
-Jak to, a Xiumin?!- spojrzałem na niego.
-Jestem tylko jego przyjacielem.- nagle zza drzewa wyłonił się Xiu.
- Co Ty tu kurwa robisz? - wstałem przerażony, że on to wszystko słyszał.
-Przepraszam, chciałem z Tobą porozmawiać. Pogódź się z Lay'em. On tak strasznie cierpi.
-Cierpi? On cierpi?! To ON mnie zostawił. To ON mnie unika i nie odpowiada na sms'y, nie odbiera. I że niby ON cierpi?  - zaśmiałem się nerwowo.
-On nie chciał Ci nic mówić, bo bał się, że go znienawidzisz, więc postanowił się odsunąć. Nie chciał Cię ranić.- krzyknął Xiu.
-Ale właśnie mnie zranił. Zostawił mnie. Ja go tak mocno kocham, nie potrafię żyć bez niego, a Ty mówisz, że nie chciał mnie ranić. Wolne  żarty. -prychnąłem, a po moich policzkach, spływały  łzy. Jedna za drugą.
-Baekhyun! On Cię do cholery Kocha, tylko że jak powiedziałeś, że nie jesteś gejem, to się załamał! - wykrzyknął Xiumin.
-Jakby mnie kochał, to nie zostawiłby mnie. Mimo wszystko, próbowałby być moim przyjacielem. Ale nie, on wolał odejść. - nie panowałem już nad emocjami. Wykrzyczałem to i uciekłem. Biegłem ile miałem sił w nogach. Chciałem uciec od tego wszystkiego.. Kochał mnie, ale jednak odpuścił sobie. Ja.. ja nie wiem czy będę w stanie mu to wybaczyć. Łzy spowodowały, że nie widziałem, kiedy wbiegłem na ulicę. Jechało auto, nie wiedziałem co robić. Nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Nagle poczułem silne ramiona, wokół mojego pasa i jak upadamy na zimną posadzkę. Tak bardzo płakałem, a ten ktoś mnie przytulił. To Lay. Czułem to. Odwróciłem głowę i spojrzałem na niego. Był cały zapłakany. Oczy miał czerwone,spuchnięte i smutne.
-Zostaw mnie. -powiedziałem cicho.- Tak jak tamtego dnia.
-Nie, nie zostawię Cię. Nie mogę. - powiedział.
-Ale wtedy umiałeś. Po prostu odszedłeś. -gorzko zapłakałem.
-Przeepraszam, przepraszam,przepraszam. Tak bardzo Cię przepraszam.- płakał, mówiąc cicho.
-Ja.. ja nie wiem. - pokręciłem głową, wtulając się w niego.
-Baekhyun, proszę, wybacz mi. Ja wiem, że źle zrobiłem, że Cię zostawiłem. Byłeś moim przyjacielem. Zależy mi na Naszej przyjaźni. -slysząc to, poczułem ogromną złość. Wstałem szybko, a on zrobił to samo.
-Przyjaciel?! Przyjaźń?! Idioto, ja Cię Kocham! Rozumiesz? Kocham Cię. -pokręciłem głową, smutno się w niego wpatrując. Moje łzy nadal płynęły po policzkach. Lay stał jak słup. Nic nie powiedział. - Żegnaj. Najlepiej zostaw mnie i znajdź sobie osobę, która będzie godna Ciebie. - uciekłem. A on nawet nie biegł za mną. Odwrócił się i odszedł. Co za dupek.
Wbiegłem do domu, a następnie po schodach do mojego pokoju, trzaskając drzwiami. Skoczyłem na łóżko, głowę kładąc na poduszkę. Tak bardzo płakałem. Tak bardzo cierpiałem. Chciałem sobie ulżyć. Oszczędzić tego wszystkiego. Ale bałem się. Bałem się, że oni będą jeszcze bardziej cierpieć. Stwierdziłem, że po prostu odsunę się od nich. Zamknę się w sobie.
~Miesiąc później~
Przez cały miesiąc nie wychodziłem z domu, no może tylko na zakończenie roku szkolnego byłem. A tak to, nie spotykałem się z nikim. Zamykałem się w pokoju i płakałem. Lay dzwonił,pisał, ale ja nie chciałem kontaktu. Zranił mnie. Moje serduszko wystarczająco się nacierpiało. Ono już umarło...
-Synku, Chanyeol do Ciebie przyszedł. Otwórz.-dobiegł mnie głos mamy.
-Dajcie mi spokój.
-Baek, proszę. Otwórz.- powiedział Yeol.
Nie miałem wyjścia, otworzyłem. On nie odpuści. Wszedł do pokoju i zamarł, widząc mnie. Opuchnięty, czerwony, smutny. Nie powiedział nic, tylko mnie przytulił. Tak bardzo mi tego brakowało. Mocnego uścisku. Wtuliłem się w niego, cicho płacząc. Uspokajał mnie, głaszcząc po plecach. Następnie usiedliśmy.
-Bakuś, musisz wychodzić z domu. Są wakacje. Zobacz jak ciepło jest na dworze. Tęsknimy za Tobą. Najbardziej to Lay. Proszę,porozmawiaj z nim.
-Nie będę z nim gadać. Nie obchodzę go. Zostawił mnie.
-Chłopie, wiesz, że bardzo Cię lubię. Ale Ty nawet nie wiesz co się z nim dzieje.. Dzwoni, pisze, płacze, stoi pod Twoim domem, listy Ci wysyła, a Ty mówisz, że go nie obchodzisz, tak? Zrozum. On Cię kurwa Kocha. Zależy mu na Tobie. On się nawet pociął z tego powodu. Próbował pod auto wejść. I Ty dalej myślisz, że ma Cię gdzieś? Zastanów się trochę.. -Yeol podniósł głos ze złości.
-Próbował popełnić samobójstwo?! - zdziwiłem się.
-Tak. Spotkaj się z nim. Proszę.
-Zastanowię się. - odwróciłem głowę.
-Jutro o 15 nad rzeką. Przyjdź. Popływamy.- powiedział i wyszedł.
Napisałem mu tylko sms, że przyjdę. Rzuciłem gdzieś telefonem i poszedłem spać. Musiałem dużo pomyśleć o tym wszystkim. Nie mogłem spać. Zasnąłem dopiero o 6 nad ranem...
Wstałem o 14. Późno trochę. Muszę się ogarnąć. Wstałem i poszedłem wziąć prysznic. Obiecałem sobie, że nie będę już płakać. Że z czasem porozmawiam z nim. Ubrałem krótkie spodenki i bokserkę. Było naprawdę gorąco.
Po 10 minutach dotarłem na miejsce. Ale zamiast Yeol'a, był Lay. Chciałem zawrócić, ale obiecałem sobie, że pogadam z nim. Stanąłem przed nim.
-Baek.
-Lay.
-Tęskniłem bardzo. -powiedział.
-Także tęskniłem. Ale..-wziąłem jego ręce, gdzie były rany- To nie był powód, aby popełniać samobójstwo.-spojrzałem na niego smutno.
-Przepraszam, ale nie umiałem sobie poradzić. Nie chciałem żyć bez Ciebie. - przygryzł wargę.
-Lay.. Ja także Przepraszam. Ja.. ja po prostu załamałem się. Byłem wściekły na Ciebie, że mnie zostawiłeś. Tęskniłem strasznie.-szepnąłem.
-Baekhyun, Kocham Cię. - pogłaskał mnie po policzku.
-A ja Ciebie. -uśmiechnąłem się słodko. Zbliżył swoją twarz do mojej, czułem jego ciepły oddech. Nagle jego usta znalazły się na moich wargach. Były takie miękkie i wilgotne. Takie, jakie myślałem. Pocałunek był delikatny, ale wyrażały tyle emocji. Tęsknota, smutek, uczucie, miłość.. Przytuliłem się do niego. Nie chciałem go puścić. A on? On wykorzystał to i wrzucił mnie do rzeki. Głupek. Ale ja pociągnąłem go za sobą. Także obydwoje leżeliśmy w wodzie, chlapiąc się. Zza drzew wyszedł Yeol z Xiumin'em. Byli szczęśliwi, że się pogodziliśmy. Razem spędziliśmy wieczór nad rzeką.  Było cudownie.  Od dzisiaj, moje życie zmieniło się i to na lepsze.. To była moja pierwsza miłość. Ten Jedyny, na zawsze.

czwartek, 16 lipca 2015

Rozdział II:First Love.

    Obudził mnie dźwięk budziku, nie otwierając oczu sięgnąłem ręką do znienawidzonego przedmiotu. Na ślepo odnalazłem guzik i go wyłączyłem. Westchnąłem głośno i powoli otworzyłem oczy. Zerknąłem na godzinę. Było po 7, a ja mam na 8 do szkoły. Nie zdążę. Wstałem szybko z łóżka, to znaczy.. Spadłem z niego, bo noga zaplątała mi się w koc. Cholera. - przekląłem w myślach. Podniosłem się z ziemi i poszedłem do łazienki się ogarnąć. Ułożyłem włosy, umyłem zęby, po czym ubrałem na siebie czarne rurki, czerwoną koszulę z jakimś nadrukiem a na to założyłem skórzaną kurtkę. Uwielbiałem ją. Zbiegłem na dół po schodach, o mało co się nie przewróciłem.
-Baek, zwolnij! Zdążysz, przecież zawiozę Cię do szkoły.-powiedziała mama, całując mnie w czoło.
-No dobrze, to chodźmy już.
-Ale śniadanie!
-Nie jestem głodny, choodź. -wziąłem torbę i wpakowałem się do auta, zapinając pasy. Po chwili przyszła mama i ruszyliśmy do szkoły.
Dziesięć minut później, byliśmy przed budynkiem. Dałem mamie całusa w policzek i wyszedłem z samochodu. Poprawiłem włosy i ciuchy, po czym ruszyłem do szkoły. Nie wiem czemu, ale wszyscy się patrzyli na mnie. Po chwili zobaczyłem Kai i Kyu. Szli w moją stronę.
-Czeeść.-powiedziałem do nich,
-Heej.-odpowiedzieli równocześnie, po czym wybuchnęli śmiechem.
-Co słychać? -zapytał się Kyu, kiedy wchodziliśmy do budynku.
-Dobrze, nie jest źle.- posłałem mu ciepły uśmiech, W oddali zobaczyłem Lay'a. Moje serce zaczęło mocniej bić.  Wyglądał tak zabójczo. Jego oczy, włosy, usta, ciało. Wszystko było idealne, Szkoda tylko, że jest nieosiągalny dla mnie. Z pewnością jest hetero i traktuje mnie tylko jak przyjaciela. No cóż, mówi się trudno.
-Baek.. Baek..- spojrzałem na osobę, która wyrwała mnie z zamyślenia.
-C-co?
-Coś się tak zapatrzył na Lay'a? - uśmiechnął się Jongin.
-Na niego?  Hah, proszę Cię. - pokręciłem głową, zagryzając wargę. Oh, jestem idiotą. Westchnąłem cicho i dzwonek zadzwonił na lekcję.
Pożegnałem się z nimi i ruszyłem do klasy. Nauczyciel w końcu przyszedł i weszliśmy do środka. Usiadłem na swoim miejscu, a obok mnie Lay. Ucieszyłem się bardzo na jego ponowny widok. Z bliska wyglądał jeszcze lepiej.
-Cześć, -szepnął.
-Cześć.- uśmiechnąłem się lekko do niego.
-Dobrze spałeś?
-Tak, a Ty? - spojrzałem na niego.
-Nie mogłem zasnąć, ale nie było najgorzej. -skrzywił się lekko.
-Czy ja przeszkadzam Panom? - usłyszeliśmy ten okropny, surowy głos nauczyciela.
-Nie, przepraszamy.-odezwał się Lay, a ja skinąłem głową. Po tym incydencie, zamilkliśmy.
Po tej lekcji, poszliśmy na stołówkę. Cała nasza paczka usiadła przy stoliku koło okna. Jongin i Kyu pochwalili się Nam, że są razem i czy nam to nie przeszkadza. Oczywiście wszyscy jednogłośnie odpowiedzieliśmy, że nie i się cieszymy z ich szczęścia.
-No, no. Brawo. -powiedział Sehun.
-Tobie to z pewnością nie przeszkadza, gejuszku. - wszyscy zaczęli się śmiać.
-Chyba każdy jest tutaj gejem, no nie? - Sehun spojrzał po Nas.
-Ja jestem. - powiedział Chan.
-I ja.- odpowiedział Lay.
Wowowoow. On. Jest. Gejem?! Wow.
-A Ty, Baek? -zapytał się Kyu,
-Ja..Ja nie wiem. -wzruszyłem ramionami, spuszczając głowę.
Nagle Lay odszedł od stolika. Spojrzałem na niego, gdy opuszczał stołówkę.
-Co mu się stało? - otworzyłem szeroko oczy.
-Załamał się pewnie. - skinął głową Hunnie.
-Niby czym?
-Tym, że nie jesteś gejem.
-Jestem. Ale bałem się powiedzieć, no, -warknąłem.
-Ale Ty głupi. Lepiej się rozejrzyj wkoło i dostrzeżesz w końcu, że jest ktoś, kto mocno Cię Kocha.-powiedział Yeollie i odszedł od stołu,
Zdziwiony tymi słowami i wzrokiem innych osób, wyszedłem. Nie poszedłem także na lekcję. Tak, uciekłem. Wróciłem do domu i od razu poszedłem do pokoju. Rzuciłem się na łóżko. Czy ja naprawdę tymi słowami zraniłem Lay'a? Czy on rzeczywiście mnie kocha? Trudno było mi odpowiedzieć samemu na te pytania. Po godzinie stwierdziłem, że pójdę do niego, jak się skończą lekcje. A w tym momencie, ogarnę matematykę.


~3 h później~
Stałem przed jego domem. Brakowało mi odwagi, żeby zapukać. Stresowałem się. Wziąłem głęboki oddech i zapukałem dwa razy. Po chwili usłyszałem głośne "Już Idę". To była chyba jego mama. Drzwi sę otworzyły,
-Dzień Dobry, w czym mogę pomóc? -spytała kobieta.
-Dzień Dobry, jest może Lay?
-Tak, wejdź. Po schodach na górę i drzwi na lewo. Jego pokój.
Podziękowałem, ściągnąłem buty i skierowałem się do jego lokum. Zapukałem cicho.
-Proszę. -usłyszałem.
Wszedłem do środka i zobaczyłem go, siedzącego na łóżku. Był smutny.
-Cześć, uciekłeś tak nagle. Martwiłem się.-podszedłem do niego.
-Źle się poczułem, ale wszystko już dobrze. -uśmiechnął się lekko.
-Na pewno?
-Na pewno.-skinął głową.
-To może wyjdziemy gdzieś? Jak dobrzy kumple.- przygryzłem wargę.
-Ym, dobrze. Chodźmy.-powiedział tak jakoś smętnie.
Chłopak wstał z łóżka, założył bluzę i wyszliśmy z jego pokoju, a następnie z domu.
Dobre 10 minut szliśmy w milczeniu. Lay był smutny,a ja nie wiedziałem co mu jest. Bolało mnie to. Czy ja go naprawdę zraniłem? Miałem milion pytań w głowie, na których odpowiedzi było brak.
-Ej, co się dzieje? -zapytałem.
-Hm? Nie, nic, -pokręcił głową.
-Przecież widzę. Co się dzieje. - nie dawałem za wygraną.
-No bo.. Bo jest taki chłopak, co mi się podoba. Naprawdę jest fajny, cudowny itp. Ale on nie jest taki jak ja. Nie jest gejem. Przykro mi, bo ja naprawdę go Kocham.-powiedział to wszystko nawet na mnie nie patrząc. Słysząc to, poczułem się tak, jakby ktoś wbijał mi nóż do serca. Zabolało mnie to. Bardzo mocno. On jest w kimś innym zakochany. Nie we mnie...
-Hm, przykro mi. To.. to naprawdę straszne. Ale jesteś tego pewny, że on nic do Ciebie nie czuje? Weź i idź powiedz mu to. Może gdy się dowie, zmieni zdanie. - spojrzałem na niego, na chwilę się zatrzymując.
-Nie wiem, czy to będzie dobry pomysł. - pokręcił głową.
-Zaufaj mi. Na pewno się przekona do Ciebie.- odruchowo go przytuliłem. To było takie piękne.
-Dobrze, to ja pójdę. Przygotuję się do tego.. Cześć.. - powiedział i odszedł. Stałem jak głupi patrząc się na niego. Po moich policzkach zaczęły spływać słone łzy. Było mi tak ciężko.
Zapłakany pobiegłem do domu. Wbiegłem do środka, a następnie do pokoju. Rzuciłem się na łóżko gorzko płacząc. To mnie tak strasznie bolało. Moja miłość kocha kogoś innego... Nie mnie.












poniedziałek, 13 lipca 2015

Rozdział I: First Love

Paring: BaekLay
Gatunek: Angst, Romans.
Opis: Baekhyun przeprowadza się do innego miasta i co się z tym wiąże, zmiana szkoły. Tam poznaje przyjaciół, z którymi się zaprzyjaźnia i poznaje chłopaka, w którym się zakochuje. Jednak po pewnym czasie Baek kłamie, iż nie jest gejem. Jego ukochany się załamuję i wyznaje, że kocha kogoś innego. Tak o to ich przyjaźń się rozpada. Czy będą razem? Uda im się przetrwać rozłąkę? Zapraszam do czytania.


Było  bardzo wcześnie jak się obudziłem. Budzik miał mi dzwonić dopiero za pół godziny, ale ja jakoś nie potrafiłem dłużej spać. Strach przed nową szkołą wpędzał mnie do środka mojego chorego umysłu. Próbując zasnąć na tą chwilę, mój szurnięty mózg ukazywał mi najgorsze sceny, jakie mogą mi się przydarzyć w szkole przed ogromem ludzi. Szybko otworzyłem oczy. Czułem jak moje serce przyśpiesza swój rytm, a na czole tworzą się kropelki potu.  Nie, nie będę tego opowiadać, bo jeszcze bardziej się zestresuję...
Leżałem w łóżku dłuższą chwilę, gdy zdecydowałem się wstać i ogarnąć. W końcu to mój pierwszy dzień w nowej szkole. Przeprowadziłem się z rodzicami w wakacje do innego miasta. Od razu poznałem nowych ludzi. Między innymi Jongin'a, Kyung'a, Chanyeol'a i Sehun'a. Grupka szalonych, głupich i pozytywnie jebniętych ludzi, którzy od razu mnie polubili i to z wzajemnością. Ups. Nie przedstawiłem się jeszcze. No to tak.. Nazywam się Baekhyun. Zapraszam Was do mojego świata...

~Godzinę później~

-Baek! Śniadanie. Chodź, bo się spóźnimy do szkoły.- usłyszałem głos mojej mamy, dobiegający z kuchni. Ubrałem szybko skórzaną kurtkę na białą koszulkę i zbiegłem na dół.
-Jestem, jestem. Zdążymy. -pocałowałem moją mamę w policzek na powitanie i zabrałem się za jedzenie tostów. Szczerze mówiąc nie byłem głodny, ale nie chciałem robić przykrości mojej mamie.
-Chodź już, musimy jechać.
Skinąłem głową, umyłem szybko dłonie i wyszedłem za nią, kierując się do samochodu. Wszedłem do środka pojazdu i zapiąłem pasy. Byłem bardzo zestresowany. A gdy dojeżdzaliśmy do miejsca, moje serce biło co raz to szybciej i szybciej, jakby chciało wyskoczyć z mojego ciała i ucieć jak najdalej. Bum. Samochód stanął. Spojrzałem w bok. Szkoła. Nowa. Wszystko inne. Przełknąłem ślinę, wziałem głeboki oddech i wyszedłem. Pomachałem mamie i zaczałem kierować się w stronę budynku. Przy bramie spotkałem moich znajomych. Przywitali mnie z szerokim uśmiechem. Strach już mnie trochę opuścił. Razem z nimi wszedłem do środka i zacząłem szukać sekretariatu, aby odebrać plan lekcji i inne duperele. Gdy miałem to już w swoich dłoniach, zadzwonił dzwonek. Szybko odszukałem salę,w której miałem mieć pierwszą lekcję- godzinę wychowawczą. Ee, nie jest źle. Wbiegłem po schodach i stanąłem przed salą 202. Inni już tam czekali na nauczyciela. Po chwili pojawił się i weszliśmy do środka. Usiadłem w ostatniej ławce pod oknem. Będe miał wszystkich na oku. Z zamyślenia wyrwał mnie głos jakiegoś chłopaka, który usiadł obok mnie.
-Cześć.-powiedział nieznajomy.
-Cześć.-skinąłem głową i posłałem mu lekki uśmiech. Zaczałem mu się przyglądać. Blondyn. Bardzo Przystojny, słodki. Ma piękne oczy i cudowny uśmiech. Gdy zauważył, że się patrzę na niego, odruchowo odwróciłem głowę i przygryzłem wargę. Kątem oka ujrzałem, że się uśmiechnął i leciutko zarumienił.
-Jestem Lay, a Ty?-zapytał mnie, gdy skończyła się lekcja.
-Baekhyun, miło mi.-uśmiechnąłem się.
-Mi także miło. Nowy, nieprawdaż?
-Owszem, a Ty?- spojrzałem na niego, gdy wychodziliśmy z klasy.
-Tak. Miesiąc temu przeprowadziłem się tu z rodzicami.-kiwnął głową i odwzajemnił uśmiech.
-Ja tak samo, tyle że zaraz na początku wakacji.
-A znasz tu kogoś? - zapytał.
-Tak. Chodź ze mną, to zapoznam Cię z moimi znajomymi.-uśmiechnąłem się i pociągnąłem go za sobą.
Szliśmy długim korytarzem, aż w końcu odnalazłem moją paczkę.
-Eyooo, o to Lay. Jest nowy. - wskazałem dłonią na nowego.-Od lewej to Sehun, Kai,Chanyeol i Kyung.
-Miło Nam jest Cię poznać, Lay. -odpowiedział Kai.
-Mi także- uśmiechnął się blondyn.
Rozmowę przerwał nam dzwonek, oznajmujący kolejną lekcję. Tak więc razem z moim przyjacielem poszedłem do sali 201, gdzie zaczynała się historia. Bardzo szybko minęły mi lekcje i tak o to zakończył się mój pierwszy dzień w nowej szkole. Do domu wracałem z Lay'em, bo mieszka kilka domów ode mnie. Super, nieprawdaż?
-Wiesz? Jesteś bardzo fajny. -skwitował Blondyn.
-Oo, bardzo mi miło. Ty także jesteś fajny i miły. -posłałem mu nieśmiały uśmiech.
-Uroczy Baek.-poczochrał mi włoski, śmiejąc się cicho.
-Ejj, burzysz mi moją piękną fryzurę.-nadąłem policzki.
-Ale w takich włosach wyglądasz bardzo pociągająco.-powiedział z uśmiechem, po czym odwrócił głowę, chowając swój rumieniec.-Przepraszam. Nie powinienem tego mówić.
-Przecież nic się nie stało. To miłe co mówisz.-próbowałem spojrzeć mu w oczy ale nie udało się. Zawstydził się. Cholera.
-Stało, mam za długi język.-skrzywił się.
-Nawet nie wiesz jaki może być on przydatny.-obydwoje wybuchnęliśmy ogromnym śmiechem. Odprowadziłem chłopaka pod dom i z uśmiechem na twarzy wróciłem do swojego mieszkania. Oczywiście rodzice byli w pracy jeszcze. Nalałem soku do szklanki i poszedłem na górę odrobić lekcje. Tak, pierwszy dzień i już zadania. No ale cóż, trzeba się kształcić.

~Dwie godziny później~

W końcu skończyłem naukę. Położyłem się na łóżku, przykryłem moim kocykiem i wziąłem laptopa. Po chwili ktoś próbował nawiązać ze mną połączenie wideo. To był Lay. Moje serce zaczęło mocniej bić, a na mojej twarzy pojawił się ogromny uśmiech. Dziwne, ale bardzo przyjemne uczucie. Ten gość naprawdę namieszał w mojej głowie. Oj, będzie ciekawie. Odebrałem. Wyglądał tak pięknie... Rozmawialiśmy bardzo długo.  O czym? O wszystkim. W trzy godziny wiedziałem o nim wszystko. Co lubi, czego nie, dlaczego się przeprowadził itp. Spojrzałem na zegar. Była już północ. Trzeba iść spać, bo nie wstanę do szkoły. A głupio by było zaspać w drugim dniu. Pożegnałem się z nim, zamknąłem laptopa i poszedłem się przebrać w dres. Po chwili wróciłem do swojego ciepłego łóżeczka i nawet nie wiem kiedy, zasnąłem.

czwartek, 2 lipca 2015

Wish You Were Mine.

      Znamy się odkąd powstał Nasz zespół. Ale dopiero po jakimś czasie zacząłem coś do niego więcej czuć. A dokładnie 6 stycznia on powiedział "Tak". Ten dzień na zawsze odmienił moje życie. Z pewnością ciekawi Was, dlaczego. A może domyślacie się? Nie? Spokojnie, wszystko Wam opowiem. Zaczęło się tak...~5 miesięcy wcześniej~
   Szedłem sobie ulicą, słuchając muzyki. Było już późno. Lampy oświetlały mi drogę, nie pozwalając, bym się przewrócił. Śnieg padał tak cicho i bezszelestnie opadał na moje czarne włosy. Co jakiś czas przystawałem by spojrzeć w niebo i pomyśleć. W spokoju oglądałem gwiazdy, które tak jasno świeciły. W pewnym momencie ujrzałem jak jedna z nich odrywa się od pozostałych i opada.. Spadająca gwiazda.-powiedziałem. Pamiętam, jak mi mama mówiła w dzieciństwie, żeby pomyśleć życzenie. I tak zrobiłem. A wiecie o czym sobie zamarzyłem? Nie powiem, no bo się nie spełni. A mam taką cichą nadzieję, by jednak to się stało. Uśmiechnąłem się do siebie i strzepnąłem z włosów biały puch. Zaczynało mocniej padać. Opatuliłem się płaszczem i wróciłem do dormu.  
    Wszedłem do środka. Było cicho i ciemno. Wszyscy już spali. Ostrożnie rozebrałem się i skierowałem się w stronę swojego pokoju. Dzieliłem go razem z Suga. Był on moim najlepszym przyjacielem Wiedział o mnie dosłownie wszystko. Po cichu otworzyłem drzwi, żeby go nie zbudzić. Jednak, ku mojemu zdziwieniu, on nie spał. Siedział na swoim łóżku, opierając się o ścianę, Zamknąłem drzwi i spojrzałem w jego stronę.
-Dlaczego nie śpisz? . -zapytałem się cicho.
-A Ty dlaczego wracasz tak późno? Już dawno jest po północy, a trening skończyliśmy o 21. Gdzieś Ty się podziewał? - podniósł głos.
-Ciii, bo jeszcze ich pobudzisz.- skarcił go.- Chciałem pobyć sam, przemyśleć kilka spraw. Nic się nie stało. Nikt mnie nie napadł, nie zgwałcił. Spokojnie. -uśmiechnął się lekko, ale widząc jego wzrok, od razu pożałowałem tego gestu.- No dobrze. Przepraszam. Już więcej nie wrócę tak późno. Obiecuję.-uśmiechnąłem się przepraszająco.
-Wybaczam. Ale nie rób tak więcej, bo naprawdę się martwiłem. - poklepał mnie po ramieniu i wślizgnął się pod kołdrę.
Wszedłem do łazienki, by wziąć szybki prysznic. Po jakichś 10 minutach, umyty i pachnący położyłem się do łóżka. Nie wiedziałem nawet kiedy zasnąłem..
  Wczesnym rankiem obudziły mnie promienie słoneczne, które na siłę wbijały się do pokoju. Zerknąłem w stronę mojego przyjaciela. Spał sobie w najlepsze. Wstałem i poszedłem się ogarnąć do łazienki. Następnie ubrany, zszedłem na dół do kuchni, by przygotować śniadanie. Szybko zabrałem się do roboty i przygotowałem zespołowi naleśniki z dżemem i czekoladą, jak to oni lubią. Usłyszałem czyjeś kroki. Niepewnie wyjrzałem za róg, modląc się by to nie był ON. Na szczęście to tylko Hope schodził z Tae. Obydwoje byli uśmiechnięci i zadowoleni. Tak, byli razem. Od miesiąca bodajże.
-Cześć Maknae. Jak się czujesz? - pierwszy zagadnął Tae.- Omm, widzę, że przygotowałeś naleśniki. Mniam. -oblizał usta.
-Taak, siadajcie. -uśmiechnąłem się szeroko.
Po chwili kolejni zaczęli schodzić na dół. Wszystkim smakowało. No, jednak nie najgorzej gotuję. Najedzeni wstali od stołu i rozeszli się po pokojach. Westchnąłem cicho i zacząłem sprzątać po śniadaniu. Pozmywałem, wytarłem i odłożyłem na miejsca naczynia. Zmęczony tym wszystkim udałem się do pokoju. Niestety strasznie się zamyśliłem i niestety wpadłem na Jimin'a. Upadliśmy razem z głośnym hukiem na podłogę. Nasze twarze dzieliły tylko milimetry. Poczułem jak na moje policzka wypływa rumieniec. Szybko wstałem z niego i bąknąłem ciche Przepraszam. I szybko uciekłem do pokoju. Było mi tak wstyd. Dlaczego akurat z nim. No ludzie, nie ma tu nikogo innego, z kim mógłbym się zderzyć bez problemu?! Opadłem na łóżko. Dopiero po chwili poczułem, że moja ręka krwawi.. Ah tak. Jimin niósł szklankę i pewnie przy upadku się skaleczyłem. Cholera, przekląłem w myślach i poszedłem do łazienki by zmyć krew. Jednak ona nadal wypływała. Stwierdziłem, że muszę zejść na dół po apteczkę. W duchu modliłem się, aby go tam nie było. Jak najszybciej zbiegłem na dół, do kuchni. Wyciągnąłem z pudełka wodę utlenioną, gazę i plaster. Tuż nad sobą usłyszałem czyjś głos..
-Może Ci pomogę? - powiedział. Od razu domyśliłem się, że to jego głos. Nawet nie wiem kiedy skinąłem głową i pozwoliłem by dotknął mojej dłoni i pomógł mi ją opatrzyć. Starałem się na niego nie patrzyć. Wyczuł, że jest coś nie tak..
-Wszystko w porządku? -spojrzał na mnie tymi swymi pięknymi oczami.
-Tak, wszystko jest dobrze. -uśmiechnąłem się lekko.
Bacznie mi się przyglądał. nie uwierzył mi. Gdy skończył przyklejać plaster, chciałem iść, ale on nadal mnie trzymał.
-Dziękuję za pomoc. -skinąłem głową w podzięce.
-Nie ma za co. Na pewno wszystko w porządku? Unikasz mojego wzroku..- zmrużył oczy.
-T-Tak. Wszystko jest dobrze. Nie musisz się przejmować. Leć do innych, przecież macie iść do kina.-kiwnąłem głową na Jin'a, Tae, Hoseok'a, Rap Mona i Suge.
-A Ty nie idziesz? -zdziwił się.
-Nie.. Wiesz, jakoś nie mam ochoty. -spuściłem głowę, lekko przygryzając wargę.
-Mogę zostać z Tobą i potowarzyszyć Ci..
-Nie! - krzyknąłem, ale zaraz się uciszyłem. Zostanę. Idź się bawić dobrze. - nie wiem dlaczego, ale dałem mu całusa w policzek i powiedziałem ciche Dziękuję. Po czym szybko uciekłem do pokoju, by nie zauważył moich czerwonych policzków.
~Jimin POV~
Stałem zszokowany. To co zrobił Kook.. No, szczerze mówiąc zamurowało mnie. Czy.. On.. czuje coś do mnie? Nie.. Nie. To niemożliwe. On jest hetero. Mówił to ostatnio. Otrząsnąłem się szybko i z uśmiechem poszedłem do resztej. Poszliśmy do kina na jakiś film. Mówili, że jest ciekawy i taki WOW. A jaki był? Do bani. Przez ten czas rozmyślałem o nim i o tym co zrobił. To było takie miłe i słodkie. Na moją twarz wypłynął uśmiech jak to wspominałem.
Kook. Co mogę o nim powiedzieć. Jest cudowny, kochany, słodki, uroczy, po prostu Idealny. Wysoki Sądzie, oświadczam, że Kocham tego dzieciaka. Bardzo mocno. Jeśli on nie czuje tego samego. dobrowolnie poddaję się karze, czyli tułaczce po świecie ze zranionym serduszkiem.  Co dzień obserwuję jak się uśmiecha, jak zgrabnie porusza się po mieszkaniu, jak te śliczna oczka wpatrują się w niego czy w innych. A jego ciało.. Jest takie delikatne i kruche. Jest moim Kryształkiem. No, jeszcze nie moim. Ale może kiedyś.. Może kiedyś się dowie. Ale to będzie ciężkie..
-Jimin.. Jimin.. Żyjesz? - grupka przyjaciół patrzyła się na mnie z uśmiechem. - Kosmici Cię porwali czy co? Albo nie.. Znowu wielkie marzenia o Maknae. - niechcący wypowiedział te słowa Jin. Jego przyjaciel.
-Zamknij się!- wybuchnąłem.
-Przepraszam.. To przez przypadek.-zakrył twarz dłońmi.
-Okej. Nic się nie stało. I tak by się dowiedzieli.- spojrzałem na ich twarze. Nadal się uśmiechali.
-No proszę. Nasz Jiminek się zakochał. I to w Maknae! Powiedziałeś mu o tym ? Kiedy to zrobisz? -zaczęli zasypywać mnie pytaniami.
-Nie. I macie siedzieć cicho, rozumiecie?!  Jeśli któryś piśnie słowo.. Szczególnie Ty-Suga. -wbiłem w niego wzrok.
-Nie powiem, spokojnie. Wracajmy może, bo dochodzi 20. A Kook sam siedzi w domu.
Wszyscy skinęli głowami i pędem wróciliśmy do dormu. Siedział w salonie oglądając telewizję.
-Czeeeeeeeeść.-krzyknęli wszyscy, siadając obok niego.- Tęskniłeś? - zapytał się Hope, ale umilkł.
-Płakałeś? Masz zaczerwienione oczy.- słysząc to, spojrzałem na niego. Rzeczywiście wyglądał strasznie.
-Nie, nie płakałem. -uśmiechnął się lekko.- Pójdę na górę. Bawcie się dobrze.- spojrzał na mnie, pociągając nosem. Szybko udał się na górę.
-Co mu się stało? -zapytałem.
-Domyśl się, buraku. -warknął Suga i pobiegł za nim.
Stałem zdezorientowany i zastanawiałem się, o co chodzi...
~Kook POV~
 Wbiegłem do pokoju od razu rzucając się na łóżko. Zalałem się łzami. No ileż można płakać.. Ale jestem zbyt wrażliwy. Taka już ma natura. Usłyszałem jak ktoś wszedł do pokoju i pochyla się nade mną.
-Ej, co się dzieje. - zapytał się Suga.
-A co się ma dziać? Dobrze wiesz, o co chodzi.- usiadłem, ścierając łzy z policzek. - Ty nie wiesz jak to jest, jak osoba, którą kochasz ponad życie, nie dostrzega Cię,  Nie widzi Twych uczuć, nie widzi Ciebie.- załkałem cicho. Ty masz Monstera. Jesteście szczęśliwi, więc nie wiesz co ja czuję..
Po moich policzkach spływały łzy. Jedna za drugą. Poczułem jak jego ramiona oplatają me ciało i przytulają do siebie. Tak bardzo tego potrzebowałem. Wtuliłem się w niego. Moje powieki stawały się coraz cięższe. Odsunąłem się od niego i położyłem. Momentalnie zasnąłem.
***
     Obudziłem się  10. Suga już dawno wstał, bo go nie było. Na moim stoliku była karteczka. Sięgnąłem po nią. "Wychodzimy na zakupy. Zostaje tylko Jimin, bo źle się czuje. Buziaki."
-Cholera.. Dlaczego oni mi to robią?! - powiedziałem do siebie.
No cóż, jakoś to przeżyję. Wstałem, ubrałem się i zszedłem na dół. Jimin stał przy kuchence i robił śniadanie. Był to mój ulubiony omlet. Mniam.
-Dzień Dobry.-powiedziałem cicho i usiadłem.
-Witaj Śpiochu.- spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
Poczułem ciepło rozchodzące się po moim ciele. Dlaczego on musi być tak idealny?!
-Proszę. Twój ulubiony omlet. Smacznego.- przede mną wylądował talerz. Od razu zabrałem się za jedzenie. Był naprawdę pyszny.
Po skończonym śniadaniu udałem się do pokoju. No bo co mam robić. Nie chcę z nim siedzieć, bo się boję, że palnę coś przez przypadek. Jednak na korytarzu zatrzymał mnie.
-A gdzie to się wybierasz? Ubieraj buty i kurtkę, bo wychodzimy.-odwrócił mnie i lekko popchnął w stronę drzwi wyjściowych.
Zrobiłem posłusznie co mi kazał i wyszliśmy. Było całkiem ciepło jak na styczeń.
-Gdzie idziemy? -zapytałem cicho.
-Na lodowisko i na spacer.- uśmiechnął się.
-Hyung, ale ja nie umiem jeździć!
-To się nauczysz.-szepnął mi do ucha.
Objąłem się ramionami, patrząc się w inną stronę.
Po 10 minutach byliśmy na miejscu. Ubrałem łyżwy i wszedłem na lód, trzymając się barierki. Ja naprawdę nie umiem jeździć.
-Chodź, nauczę Cię.- Jimin wyciągnął w moją stronę rękę. Niepewnie, ale złapałem ją i wpadłem w jego ramiona. Cholera, znowu.
-Spokojnie, przy mnie jesteś bezpieczny.- powiedział głębokim głosem i zaczęliśmy jeździć.
Jak na pierwszy raz szło mi dobrze. Owszem, były momenty, gdzie prawie leżałem na ziemi, ale Jimin zawsze mnie łapał. Rozluźniłem się i zapomniałem o tym, że go Kocham. Zaraz, zaraz. Mój głupi mózgu, musiałeś mi to przypomnieć?! Ahgr.
Czas się skończył i musieliśmy zejść. Zadowolony ściągnąłem buty i oddałem. Skierowaliśmy się w stronę wyjścia. Było już ciemno. Ale mieliśmy iść na spacer.
-Chodźmy. - spojrzał na mnie i objął. Moje oczy rozszerzyły się na ten gest z jego strony, ale on tym się nie przejmował. Z początku szliśmy w milczeniu. W końcu doszliśmy do parku. Jimin nagle stanął naprzeciw mnie. Widziałem, że się denerwował strasznie. Minęło dość czasu zanim to wypowiedział..
-Wiesz co? Pragnę, żebyś był tylko mój. To głupie, prawda?-uśmiechnął się lekko.
-Nie, to słodkie. - przygryzłem wargę.
-Kookie,  chciałem Ci powiedzieć,że jesteś dla mnie cholernie ważny. Kocham Cię. -szepnął, spoglądając mi w oczy.
Żadne słowa nie opiszą tego, co czułem w tym momencie. Moje serce chciało wyskoczyć.
-N-nie wiem co powiedzieć.. Jimin, bo.. Ja też Cię Kocham.- po moim policzku spłynęła pojedyncza, samotna łza.
-Kochanie, nie płacz.- starł tą łzę.Przejechał kciukiem po moich wargach, a następnie złożył na nich motyli pocałunek. Oblizałem usta z ochotą na więcej. Tym razem to ja go pocałowałem. Był on delikatny, ale zarazem pełny miłości i czułości. Cholernie kochałem tego chłopaka. I w końcu był mój. Moje marzenie się spełniło. Chciałem aby ktoś mnie pokochał i sprawił, że będę szczęśliwy. Ktoś, kto będzie mnie chronił. Ktoś, kto będzie moim Aniołem, Skarbem. I to był właśnie On.
-Kocham Cię. Już na zawsze będę z Tobą. -pocałował mnie w główkę, a ja schowałem się w jego ramionach.
Robiło się zimno, więc wróciliśmy do domu. Całą drogę rozmawialiśmy o tym, jak to się stało, że go pokochałem. I za co. Po powrocie rozeszliśmy się po pokojach.
Wszedłem do swojego i od razu opowiedziałem o tym mojemu przyjacielowi. Zdecydowaliśmy, że zamienimy się pokojami. Jimin przyjdzie do mnie, a Suga pójdzie do Monstera. Mi to odpowiadało.
Z uśmiechem na twarzy zasnąłem. Cieszyłem się, że od jutra będę zasypiał i budził się obok mojego chłopaka.
~5 miesięcy później~
-Dzień Dobry, Kochanie.- obudził mnie głęboki głos i ciepłe usta na swoim policzku.
-Dzień Dobry, Aniołki.- uśmiechnąłem się słodko na jego widok.
-Jak się spało?
-Jak zwykle cudownie. -dałem mu całusa.
-Mmm, jak zwykle Twoje usta są pyszne.
Obydwoje wybuchnęliśmy śmiechem. Niechętnie wstaliśmy i zeszliśmy na dół, na śniadanie.
***
Minęło pół roku, a my nadal się mocno kochamy. Zero kłótni, zero złości. Nasz związek jest po prostu idealny. Mówię poważnie. Codziennie mówię mu, jak bardzo go Kocham, jak bardzo jest dla mnie ważny. Nie wyobrażam sobie życie bez niego. Mój Ukochany, Najlepszy Anioł.
Teraz już wiecie, że 6 stycznia stałem się najszczęśliwszym chłopakiem na ziemi. Mieć takiego mężczyznę przy boku to Raj.
Siedzieliśmy na wzgórzu, gdzie oglądaliśmy zachód słońca.
-Jimin? -spytałem cicho.
-Tak?
-Kochasz Mnie? - spojrzałem w jego oczy.
-Skarbie, najbardziej na świecie. Jesteś moim tlenem, bez którego nie potrafię żyć.- złożył pocałunek na moich ustach. Jak zwykle był cudowny.

środa, 22 kwietnia 2015

Anioł w Ciele Ludzkim.

                 Jongin. Nie dość, że imię jest piękne, to On.. Mmm.. Boże. Nie. Staph. Weźcie go stąd, bo inaczej rzucę się na niego, a naprawdę nie dużo mi brakuje. Uh. Te jego bujne, lśniące włosy. Bardzo fajnie by się je głaskało. Oczy. Nie. Tylko nie to. One są takie śliczne. Takie duże i ciemne. I ten jego wzrok. Tak bardzo pociągający i hipnotyzujący....- nagle ktoś wyrwał go z zamyślenia. W tej chwili był gotów go zabić za to, że przerwał mu myślenie o Jonginie.-Co chcesz?!-  krzyknąłem, ale zaraz się uspokoiłem, gdy zobaczyłem, że to Kai. -Um, Przepraszam.
-Nic się nie stało. Wszystko w porządku? Siedzisz tak cicho i w ogóle się nie odzywasz.- spojrzał na mnie.
-Ym, tak. Wszystko dobrze. Po protu się zamyśliłem. - uśmiechnąłem się lekko.
-No dobrze. Wiesz, idziemy wszyscy na piwo. Idziesz z nami? - podniósł się z kanapy, uśmiechając się szeroko.
-Nie, jakoś nie mam ochoty. Pójdę lepiej do pokoju, odpocznę. Jakoś źle się czuję.- przyglądał mi się bardzo uważnie, gdy wypowiadałem te słowa. Oby się nie skapnął, że kłamię. No ale nie mogłem iść z nimi~!
-Hm, no okej. Nie, to nie. - westchnął cicho i podszedł do Lay'a, Sehun'a i  Kyung'a, którego objął. Ahh, co to był za okropny widok. Coś mnie w środku zabolało. A no tak. Moje biedne serduszko. Tak bardzo teraz bolało. Wstałem szybko i opuściłem salon, udając się do pokoju, który dzieliłem z Baekhyun'em. Był on moim najlepszym przyjacielem. Dobrze wiedział, że podoba mi się Kai. Wpadłem nagle do środka, głośno trzaskając drzwiami. Usiadłem na łóżku, twarz chowając w dłonie. Nie wiedziałem, że to może tak boleć. To uczucie, że Twój Ukochany nie odwzajemnia miłości, jaką go darzysz. Okropność. Nagle ktoś wszedł do pokoju. Mogłem się domyślić, że to Baek.
-Ejj, co się dzieje?- usiadł obok mnie,
-Nic ciekawego. Zostaw mnie. Idź z chłopakami na to piwo.
-Nie pójdę nigdzie dopóki mi nie powiesz! - zagroził.
-Huh. No bo... Widziałem, jak Kai obejmował Kyungsoo.- westchnąłem cicho.
-Co?! - zdziwił się mocno.
-No tak. Nie wiedziałem, że może ich coś łączyć. A jednak.. - powiedziałem ze smutkiem.
-Channie, nie przejmuj się-objął mnie ramieniem- On nie jest wart Twych łez. Nie warto się smucić. Życie idzie dalej. A ono jest jedno, chyba wiesz o tym. -zaśmiał się cicho ale zaraz spoważniał.- Wybacz.- skrzywił się lekko i wstał.
-Nie no, w porządku. Może masz rację.. Wiesz, idź już lepiej, bo Cię wołają, a nie mam zamiaru, żeby któryś z nich wpadł tu i zobaczył mnie w takim stanie.-spojrzałem na niego i uniosłem kącik ust do góry.
- No dobrze. To siedź tu i może się prześpij. Postaram się wrócić jak najszybciej. Trzymaj się! - powiedział i ze smutkiem opuścił mój pokój.
Z ulgą, że już sobie poszedł, położyłem się na łóżku. Leżałem przez chwilę nieruchomo, patrząc w sufit. Jednak po chwili wstałem i spojrzałem w okno.
-Zapowiada się ładny wieczór.- powiedziałem.-Idę na spacer. -jak powiedziałem, tak zrobiłem. Nałożyłem na siebie bluzę i ruszyłem na dół po schodach. Wyszedłem z domu, uprzednio go zamykając i udałem się w stronę parku. Jak najdalej od klubu, gdzie często chodzimy wszyscy.

~W tym samym czasie~
-Czemu Chanyeol nie chciał z nami iść? - spytałem się Baek'a.
-Yy... Źle się czuł. Poszedł spać.-rzuciłem szybko.
-Ta, a tak naprawdę? - nie dałem za wygraną.
-A tak naprawdę, to idź do Kyung'a. - powiedział do mnie oschle i poszedł do Lay'a i Xiumin'a.
Kompletnie nie wiedziałem o co mu chodzi. Huh, niepotrzebnie się pytałem. Westchnąłem i napiłem się drinka.
-Ciekawe.. co robi Yeol. -nagle usłyszałem głos Kyung'a.
-Hm, nie wiem. Podobno śpi.- wzruszyłem ramionami.
-Nie mów, że Cię to nie obchodzi.. - pokręcił głową.- Nie powinieneś mnie tak  objąć dzisiaj, To go zabolało.
-Co? Kogo niby? Yeola? Haha. Dobre. Przecież on mnie nie kocha, - zaczął się śmiać nerwowo.
-Nie dowiesz się, gdy nie zapytasz go. A co jeśli jednak też coś do Ciebie czuje? -zapytał.
-Wątpię.
-Ludzie. Kai! Czy Ty naprawdę jesteś głupi czy tylko udajesz? Nie widzisz jak on na Ciebie patrzy? Jak za każdym razem chce być blisko Ciebie? Jeśli nie, to sobie kup okulary.- powiedział ze złością i odszedł zostawiając mnie samego.
Czy On naprawdę może mnie kochać? - zamyśliłem się głęboko. Po chwili stwierdziłem, że mam teraz okazję by z nim porozmawiać. Wstałem i udałem się domu.

~ Park~
Chodziłem sobie po parku, słuchając muzyki. Dokładnie jego śpiewu. On mnie tak uspokajał. - westchnąłem głośno.
Nagle poczułem, że ktoś idzie za mną. Odwróciłem się. Rzeczywiście, był tam ktoś. Ale nie wzbudzał podejrzeń. Jednak coś mi kazało przyśpieszyć. Zrobiłem tak. I co? On zrobił to samo. Zacząłem się denerwować. Pośpiesznie wyciągnąłem telefon i napisałem krótko do pierwszej lepszej osoby. Okazało się, że to numer Kai'a. Bez myślenia wysłałem "Ratuj". I..... I upadłem. Wokół mnie zaczęła się pojawiać krew. Dużo czerwonej cieczy. Poczułem wstręt. Moje powieki stawały się coraz to cięższe. I po chwili całkowicie opadły...


~Kai~
Wracałem do domu, w głowie układając myśl, jak mam z nim porozmawiać. Nagle dostałem wiadomość. Czytam i... omal nie spadłem ze schodów. To od Yeola. Coś mu się stało. Wbiegłem szybko do domu. Nikogo nie było. Nawet jego. Teraz to zacząłem się bać. Nie wiedziałem co robić. Ale zaraz przyszło mi do głowy, że mam GPS gdzie, kto jest, Włączyłem szybko i wpisałem "Chanyeol".
-Kurwa, no szybciej.- powiedziałem ze złością. W końcu mi się wyświetlił. Jest w parku. Zacząłem szybko biec. Nie zważałem na to, że potrącam ludzi. Biegłem ile miałem sił. Nagle zobaczyłem pod drzewem leżącą postać. To ON! Podbiegłem do niego i zamarłem. Wokół niego była duża ilość krwi. Sprawdziłem,czy żyje. Dobra. Oddycha. Ale ciężko. Zadzwoniłem na pogotowie, a następnie zacząłem tamować krew. Po 5 minutach, lekarze byli na miejscu. Zabrali go w stanie ciężkim. Załamałem się. Zadzwoniłem do chłopaków by ich poinformować o zaistniałej sytuacji, a następnie pobiegłem do szpitala.. A tam prawie nie umarłem...

~Szpital. Dwa dni później~
-Panie Doktorze, co z nim? -zapytałem,
-Już jest lepiej, ale musi pobyć tu trochę z nami. Gdyby nie Pan, on by już nie żył.-powiedział i odszedł.
Odetchnąłem z ulgą. Spojrzałem na niego uśmiechnięty. I nie, nie powiedziałem mu. Niech wydobrzeje. Wtedy mu o wszystkim powiem. Obiecuję.


~Miesiąc później~
-To co chłopaki? Idziemy gdzieś? -zapytałem się, siadając na kanapie.
-Yeollie, Ty już chyba naprawdę dobrze się czujesz. - wszyscy wybuchnęli śmiechem.
-Oj no. A gdzie jest Kai? -rozejrzałem się wkoło, nie widząc mojego wybawcy.
-Siedzi w pokoju. Nie wiem co mu się dzieje, Nie chce z nikim rozmawiać. Może Ty z nim pogadasz? -powiedział Kyung.
Kiwnąłem głową i udałem się na górę. Zapukałem cicho i wszedłem. Stał przy oknie. Widać,że nad czymś myśli i w dodatku jest smutny.Spojrzał na mnie i lekko się uśmiechnął.
-Jongin, co się dzieje? -podszedłem do niego.
-Nic szczególnego. Nie przejmuj się.- westchnął.
-Będę. Jesteś dla mnie ważny i.. - i ugryzłem się w język. Po co ja to powiedziałem,
-To miłe, ale.. Nie. Nic takiego.- stanął naprzeciw mnie.
-No powiedz. Proszę,-dotknąłem jego dłoni, a on spojrzał na nie. Cofnąłem szybko rękę, ale on ją nagle złapał. Spojrzałem zdziwiony,
-Um.. To powiesz?-zagryzłem wargę.
-Bo.. Ja.. Kocham Cię. Jesteś dla mnie najważniejszy. Strasznie mi na Tobie zależy. Wtedy w parku, jak Cię zobaczyłem, całego we krwi, myślałem,że umrę. Tak bardzo się bałem o Ciebie.-mówił wolno i spokojnie, a jednak widać było, że się denerwuje,
-Jongin..-zaniemówiłem.
-Przepraszam. Nie powinienem tego mówić, no ale,,,- w końcu się zamknął. No, znaczy ja mu zatkałem usta swymi. Ach, odkąd ja to chciałem zrobić, I wiecie co? Smakują wyśmienicie. Są takie ciepłe i delikatne..
Odsunąłem się od niego, aby nabrać powietrza. Tak, trwaliśmy tak dobre 3 minuty/
-Ja Ciebie także Kocham. I to bardzo mocno.- uśmiechnąłem się słodko, spoglądając w jego piękne, duże oczy.
-Czy będziesz od dzisiaj mym Aniołem? -zapytałem.
-Oczywiście. A Ty będziesz moim Skarbem.Będę Cię pieścił, pilnował i chronił przed złodziejami,
-Aw, Kochanie.- objąłem go pasie.
-Tak, Skarbie?-przyciągnął mnie do siebie tak, że nasze twarze dzieliły tylko milimetry,
-Kocham Cię. -szepnąłem, muskając jego usta swymi.
Nie zdążył mi odpowiedzieć, gdyż Nasze usta połączyły się. Całowaliśmy się namiętnie i agresywnie. Pragnęliśmy się już od dłuższego czasu, więc nie dziwcie się, że teraz leżymy w łóżku no i,,, wiecie..
..... Obejmujemy się, mówiąc sobie jak to się stało, że się w sobie zakochaliśmy. I wiecie? To naprawdę Anioł w Ciele Ludzkim.