Jongin. Nie dość, że imię jest piękne, to On.. Mmm.. Boże. Nie. Staph. Weźcie go stąd, bo inaczej rzucę się na niego, a naprawdę nie dużo mi brakuje. Uh. Te jego bujne, lśniące włosy. Bardzo fajnie by się je głaskało. Oczy. Nie. Tylko nie to. One są takie śliczne. Takie duże i ciemne. I ten jego wzrok. Tak bardzo pociągający i hipnotyzujący....- nagle ktoś wyrwał go z zamyślenia. W tej chwili był gotów go zabić za to, że przerwał mu myślenie o Jonginie.-Co chcesz?!- krzyknąłem, ale zaraz się uspokoiłem, gdy zobaczyłem, że to Kai. -Um, Przepraszam.
-Nic się nie stało. Wszystko w porządku? Siedzisz tak cicho i w ogóle się nie odzywasz.- spojrzał na mnie.
-Ym, tak. Wszystko dobrze. Po protu się zamyśliłem. - uśmiechnąłem się lekko.
-No dobrze. Wiesz, idziemy wszyscy na piwo. Idziesz z nami? - podniósł się z kanapy, uśmiechając się szeroko.
-Nie, jakoś nie mam ochoty. Pójdę lepiej do pokoju, odpocznę. Jakoś źle się czuję.- przyglądał mi się bardzo uważnie, gdy wypowiadałem te słowa. Oby się nie skapnął, że kłamię. No ale nie mogłem iść z nimi~!
-Hm, no okej. Nie, to nie. - westchnął cicho i podszedł do Lay'a, Sehun'a i Kyung'a, którego objął. Ahh, co to był za okropny widok. Coś mnie w środku zabolało. A no tak. Moje biedne serduszko. Tak bardzo teraz bolało. Wstałem szybko i opuściłem salon, udając się do pokoju, który dzieliłem z Baekhyun'em. Był on moim najlepszym przyjacielem. Dobrze wiedział, że podoba mi się Kai. Wpadłem nagle do środka, głośno trzaskając drzwiami. Usiadłem na łóżku, twarz chowając w dłonie. Nie wiedziałem, że to może tak boleć. To uczucie, że Twój Ukochany nie odwzajemnia miłości, jaką go darzysz. Okropność. Nagle ktoś wszedł do pokoju. Mogłem się domyślić, że to Baek.
-Ejj, co się dzieje?- usiadł obok mnie,
-Nic ciekawego. Zostaw mnie. Idź z chłopakami na to piwo.
-Nie pójdę nigdzie dopóki mi nie powiesz! - zagroził.
-Huh. No bo... Widziałem, jak Kai obejmował Kyungsoo.- westchnąłem cicho.
-Co?! - zdziwił się mocno.
-No tak. Nie wiedziałem, że może ich coś łączyć. A jednak.. - powiedziałem ze smutkiem.
-Channie, nie przejmuj się-objął mnie ramieniem- On nie jest wart Twych łez. Nie warto się smucić. Życie idzie dalej. A ono jest jedno, chyba wiesz o tym. -zaśmiał się cicho ale zaraz spoważniał.- Wybacz.- skrzywił się lekko i wstał.
-Nie no, w porządku. Może masz rację.. Wiesz, idź już lepiej, bo Cię wołają, a nie mam zamiaru, żeby któryś z nich wpadł tu i zobaczył mnie w takim stanie.-spojrzałem na niego i uniosłem kącik ust do góry.
- No dobrze. To siedź tu i może się prześpij. Postaram się wrócić jak najszybciej. Trzymaj się! - powiedział i ze smutkiem opuścił mój pokój.
Z ulgą, że już sobie poszedł, położyłem się na łóżku. Leżałem przez chwilę nieruchomo, patrząc w sufit. Jednak po chwili wstałem i spojrzałem w okno.
-Zapowiada się ładny wieczór.- powiedziałem.-Idę na spacer. -jak powiedziałem, tak zrobiłem. Nałożyłem na siebie bluzę i ruszyłem na dół po schodach. Wyszedłem z domu, uprzednio go zamykając i udałem się w stronę parku. Jak najdalej od klubu, gdzie często chodzimy wszyscy.
~W tym samym czasie~
-Czemu Chanyeol nie chciał z nami iść? - spytałem się Baek'a.
-Yy... Źle się czuł. Poszedł spać.-rzuciłem szybko.
-Ta, a tak naprawdę? - nie dałem za wygraną.
-A tak naprawdę, to idź do Kyung'a. - powiedział do mnie oschle i poszedł do Lay'a i Xiumin'a.
Kompletnie nie wiedziałem o co mu chodzi. Huh, niepotrzebnie się pytałem. Westchnąłem i napiłem się drinka.
-Ciekawe.. co robi Yeol. -nagle usłyszałem głos Kyung'a.
-Hm, nie wiem. Podobno śpi.- wzruszyłem ramionami.
-Nie mów, że Cię to nie obchodzi.. - pokręcił głową.- Nie powinieneś mnie tak objąć dzisiaj, To go zabolało.
-Co? Kogo niby? Yeola? Haha. Dobre. Przecież on mnie nie kocha, - zaczął się śmiać nerwowo.
-Nie dowiesz się, gdy nie zapytasz go. A co jeśli jednak też coś do Ciebie czuje? -zapytał.
-Wątpię.
-Ludzie. Kai! Czy Ty naprawdę jesteś głupi czy tylko udajesz? Nie widzisz jak on na Ciebie patrzy? Jak za każdym razem chce być blisko Ciebie? Jeśli nie, to sobie kup okulary.- powiedział ze złością i odszedł zostawiając mnie samego.
Czy On naprawdę może mnie kochać? - zamyśliłem się głęboko. Po chwili stwierdziłem, że mam teraz okazję by z nim porozmawiać. Wstałem i udałem się domu.
~ Park~
Chodziłem sobie po parku, słuchając muzyki. Dokładnie jego śpiewu. On mnie tak uspokajał. - westchnąłem głośno.
Nagle poczułem, że ktoś idzie za mną. Odwróciłem się. Rzeczywiście, był tam ktoś. Ale nie wzbudzał podejrzeń. Jednak coś mi kazało przyśpieszyć. Zrobiłem tak. I co? On zrobił to samo. Zacząłem się denerwować. Pośpiesznie wyciągnąłem telefon i napisałem krótko do pierwszej lepszej osoby. Okazało się, że to numer Kai'a. Bez myślenia wysłałem "Ratuj". I..... I upadłem. Wokół mnie zaczęła się pojawiać krew. Dużo czerwonej cieczy. Poczułem wstręt. Moje powieki stawały się coraz to cięższe. I po chwili całkowicie opadły...
~Kai~
Wracałem do domu, w głowie układając myśl, jak mam z nim porozmawiać. Nagle dostałem wiadomość. Czytam i... omal nie spadłem ze schodów. To od Yeola. Coś mu się stało. Wbiegłem szybko do domu. Nikogo nie było. Nawet jego. Teraz to zacząłem się bać. Nie wiedziałem co robić. Ale zaraz przyszło mi do głowy, że mam GPS gdzie, kto jest, Włączyłem szybko i wpisałem "Chanyeol".
-Kurwa, no szybciej.- powiedziałem ze złością. W końcu mi się wyświetlił. Jest w parku. Zacząłem szybko biec. Nie zważałem na to, że potrącam ludzi. Biegłem ile miałem sił. Nagle zobaczyłem pod drzewem leżącą postać. To ON! Podbiegłem do niego i zamarłem. Wokół niego była duża ilość krwi. Sprawdziłem,czy żyje. Dobra. Oddycha. Ale ciężko. Zadzwoniłem na pogotowie, a następnie zacząłem tamować krew. Po 5 minutach, lekarze byli na miejscu. Zabrali go w stanie ciężkim. Załamałem się. Zadzwoniłem do chłopaków by ich poinformować o zaistniałej sytuacji, a następnie pobiegłem do szpitala.. A tam prawie nie umarłem...
~Szpital. Dwa dni później~
-Panie Doktorze, co z nim? -zapytałem,
-Już jest lepiej, ale musi pobyć tu trochę z nami. Gdyby nie Pan, on by już nie żył.-powiedział i odszedł.
Odetchnąłem z ulgą. Spojrzałem na niego uśmiechnięty. I nie, nie powiedziałem mu. Niech wydobrzeje. Wtedy mu o wszystkim powiem. Obiecuję.
~Miesiąc później~
-To co chłopaki? Idziemy gdzieś? -zapytałem się, siadając na kanapie.
-Yeollie, Ty już chyba naprawdę dobrze się czujesz. - wszyscy wybuchnęli śmiechem.
-Oj no. A gdzie jest Kai? -rozejrzałem się wkoło, nie widząc mojego wybawcy.
-Siedzi w pokoju. Nie wiem co mu się dzieje, Nie chce z nikim rozmawiać. Może Ty z nim pogadasz? -powiedział Kyung.
Kiwnąłem głową i udałem się na górę. Zapukałem cicho i wszedłem. Stał przy oknie. Widać,że nad czymś myśli i w dodatku jest smutny.Spojrzał na mnie i lekko się uśmiechnął.
-Jongin, co się dzieje? -podszedłem do niego.
-Nic szczególnego. Nie przejmuj się.- westchnął.
-Będę. Jesteś dla mnie ważny i.. - i ugryzłem się w język. Po co ja to powiedziałem,
-To miłe, ale.. Nie. Nic takiego.- stanął naprzeciw mnie.
-No powiedz. Proszę,-dotknąłem jego dłoni, a on spojrzał na nie. Cofnąłem szybko rękę, ale on ją nagle złapał. Spojrzałem zdziwiony,
-Um.. To powiesz?-zagryzłem wargę.
-Bo.. Ja.. Kocham Cię. Jesteś dla mnie najważniejszy. Strasznie mi na Tobie zależy. Wtedy w parku, jak Cię zobaczyłem, całego we krwi, myślałem,że umrę. Tak bardzo się bałem o Ciebie.-mówił wolno i spokojnie, a jednak widać było, że się denerwuje,
-Jongin..-zaniemówiłem.
-Przepraszam. Nie powinienem tego mówić, no ale,,,- w końcu się zamknął. No, znaczy ja mu zatkałem usta swymi. Ach, odkąd ja to chciałem zrobić, I wiecie co? Smakują wyśmienicie. Są takie ciepłe i delikatne..
Odsunąłem się od niego, aby nabrać powietrza. Tak, trwaliśmy tak dobre 3 minuty/
-Ja Ciebie także Kocham. I to bardzo mocno.- uśmiechnąłem się słodko, spoglądając w jego piękne, duże oczy.
-Czy będziesz od dzisiaj mym Aniołem? -zapytałem.
-Oczywiście. A Ty będziesz moim Skarbem.Będę Cię pieścił, pilnował i chronił przed złodziejami,
-Aw, Kochanie.- objąłem go pasie.
-Tak, Skarbie?-przyciągnął mnie do siebie tak, że nasze twarze dzieliły tylko milimetry,
-Kocham Cię. -szepnąłem, muskając jego usta swymi.
Nie zdążył mi odpowiedzieć, gdyż Nasze usta połączyły się. Całowaliśmy się namiętnie i agresywnie. Pragnęliśmy się już od dłuższego czasu, więc nie dziwcie się, że teraz leżymy w łóżku no i,,, wiecie..
..... Obejmujemy się, mówiąc sobie jak to się stało, że się w sobie zakochaliśmy. I wiecie? To naprawdę Anioł w Ciele Ludzkim.