Paring: KaiSoo.
Gatunek: Angst.
Znowu to samo. Kolejny raz to zrobił. On ma chyba gdzieś mnie i moje zdanie. Nie liczy się ze mną, ani z moimi uczuciami. Jemu to obojętne co czuję. Mam tego dość, ale cholernie go kocham. Nie potrafiłbym go zostawić. Nie teraz, kiedy mnie najbardziej potrzebuje. Muszę mu pomóc. Ale jak? Gdy rozpocznę ten temat, to znowu mnie zwyzywa? Znowu podniesie na mnie rękę? Znowu będzie przepraszać i błagać bym mu wybaczył? Znam to wszystko na pamięć. A ja chcę mu tylko pomóc. Czy on nie potrafi tego zrozumieć ? Eh... Dla niego jestem w stanie wszystko przetrwać. Tylko szkoda, że ON tak o mnie nie myśli...- siedziałem znowu sam w domu. Na zegarze wybija pierwsza w nocy. Jego nie ma. Kolejny raz. Wstałem i podszedłem do okna. Tego dnia niebo było bezchmurne. Gwiazdy był podane jak na tacy. Świeciły tak pięknie.. Pamiętam dokładnie jak parę miesięcy temu, stałem tu.Razem z nim. Było cudownie. Wszystko było dobrze. Nie tak jak jest teraz.. - westchnąłem i położyłem się do łóżka. Leżałem dłuższą chwilę, gdy nagle usłyszałem szczęk zamków i otwieranych drzwi. To on. Zamknąłem szybko oczy. Udawałem, że śpię. Nie chciałem rozpocząć z nim walki. Wolałem to przemilczeć..Nawet nie wiedziałem, kiedy usnąłem.
~Następnego dnia rano~
Obudziłem się wczesnym rankiem. Słońce wbiło się do pokoju. Oświetliło piękną twarz Kai'a. Spał tak słodko, że aż szkoda było oderwać wzrok. Ale musiałem. Trzeba było wstać, ogarnąć się i przygotować śniadanie. Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Szybko podniosłem się z łóżka, poszedłem do łazienki się przemyć i ubrać. No to teraz zostało śniadanie.- powiedziałem na głos do siebie.
Zszedłem po cichu to kuchni i zabrałem się do zrobienia naleśników. Kai bardzo je lubił. Nie wiem dlaczego jestem dla niego taki miły, mimo iż potrafi okropnie zranić. Może dlatego, że bardzo go kocham? Ehh... Co on takiego w sobie ma, że mnie pociąga..- ostatnie zdanie wypowiedziałem szeptem.
Właśnie skończyłem nakrywać do stołu, gdy Kai schodził na dół. Tak jak codziennie, witał mnie uśmiechem i słodkim pocałunkiem. Uwielbiałem te powitania.Szkoda tylko, że wieczorem zamieniał się w potwora..
-O której wróciłeś?- spytałem.
-Ym.. Koło 2 w nocy? - bąknął, zabierając się do zjedzenia śniadania.
-Ah..
-A co? - podniósł wzrok na mnie.
-Nie nic.. - spuściłem wzrok.
-KyungSoo..
-Tak? - spytałem.
-Dlaczego Cię interesuje, o której wróciłem? - podniósł lekko głos.
-Bo, jesteśmy razem? I się martwię o Ciebie?
-KyngSoo.. Rozmawialiśmy już o tym.- westchnął.
-Czy Ty rozmową nazywasz podniesiony ton głosu i wyzwiska? A nawet przemoc? - odłożyłem widelec i nóż.
-Nigdy Cię nie uderzyłem!- krzyknął.
-Racja. Ale próbowałeś. Nie pamiętasz już Naszej ostatniej kłótni? Jak mnie zwyzywałeś od szmat? Jak płakałem całą noc? "Zależy mi na Tobie" Ta.Puste słowa.- prychnąłem.
-Nie przeciągaj struny!- poderwał się z miejsca.
-Ja przeciągam strunę? No proszę. Mam już tego dość! Widziałem Cię jak wczoraj wracałeś. Znowu byłeś naćpany! Ty nigdy nie przestaniesz.. - powiedziałem już spokojniej.
-To nie Twoja sprawa co biorę, a co nie!- podszedł do mnie.
- Skoro jesteśmy razem, to też moja sprawa..- spojrzałem mu w oczy.- Teraz też brałeś. Jak możesz.. - zaszkliły mi się oczy.
-Mogę. Bo chcę. Nie powinno Cię to obchodzić.- spojrzał na mnie ze wściekłością w oczach.
- Nie powinno? A czy w ogóle zależy Ci na mnie? Kochasz mnie? Bo po Twoim zachowaniu sugeruje, że nie..Wybieraj. Ja, albo narkotyki. Co Cię bardziej uzależnia ? - uroniłem łzę.
Zaniemówił. Myślałem, że wybierze mnie. Jednak.. Pomyliłem się.. Kolejny raz..
-Kocham Cię, ale dobrze wiesz, że nie przeżyje bez narkotyków.- powiedział ze złością.
-Heh.. Jakbyś mnie kochał, to rzuciłbyś je w pizdu. A tak to, tylko pokazujesz jakim cholernym gnojkiem jesteś.. - rozpłakałem się, ominąłem go i wybiegłem. Zatrzymałem się tylko w drzwiach i rzuciłem do niego:
-Zawsze Cię Kochałem. Kocham i zawsze będę. Znosiłem to wszystko dzielnie. A dlaczego? Bo mi na Tobie zależało.Szkoda tylko, że Ty tego nie okazywałeś.. Żegnaj~ - otarłem łzę i wybiegłem.
Słyszałem jak biegnie za mną. Ale nie zwracałem na to uwagi. Biegłem. Nic nie widziałem. Łzy ograniczały mi widoczność. Na dworze padało. Mokre włosy dodatkowo opadły mi na oczy. Wbiegłem na ulicę. Auto nadjechało. Wjechało we mnie. Upadłem. Usłyszałem krzyk Jongina. Podbiegł do mnie. Chwycił za rękę. Płakał. Przepraszał.
-KyngSoo.. Kochanie.. Proszę, nie umieraj. Będzie dobrze. Pójdę na leczenie. Naprawię to. - tak gorzko płakał.
-Kocham Cię. Pamiętaj. Ale jest już Za Późno.. Pamiętaj o mnie! - ostatnimi siłami wydusiłem to z siebie..
Moje powieki opadły. Zapadłem w głęboki sen, z którego się już nigdy nie wybudzę.
~Jongin~
-KyunSoo..Nie..! Co ja narobiłem.. - zakryłem twarz w dłoniach.
Wokół Nas stała spora grupka przechodniów. W oddali było słychać sygnał karetki i policji. Jechali go zabrać.. Chcieli zabrać mą największą miłość..
Przyjechali. Wsadzili go do worka. Ostatni raz pocałowałem jego jeszcze ciepłe i wilgotne usta. Już nigdy nie zasmakuje jego ust. Nigdy.
Odsunąłem się. Pozwoliłem im go zabrać. Ale nie na długo. Nie zostawię go tam samego..
Wstałem i pobiegłem do domu. Wszędzie go widziałem. Jego uśmiechniętą twarz.Wpadłem do Naszej sypialni.. Ah te Nasze noce.. - otarłem łzy. Wziąłem jakąś kartkę i długopis i zacząłem po niej pisać.
Kochani! Nie miejcie mi tego za złe, co zrobię. Nie jestem w stanie żyć bez niego. Gdzie on, tam ja. Bardzo Was Kocham. Mam nadzieję, że nigdy nie zapomnicie o Nas.
Kai.
Położyłem to na biurku. Wziąłem wszystkie tabletki jakie w domu miałem i alkohol. Wysypałem leki na rękę i na raz je połknąłem popijając alkoholem.
-Już do Ciebie idę. - uśmiechnąłem się i upadłem. Moje powieki zaczęły opadać. Zapadałem w głęboki sen. Nikt mnie już nie uratuje. Nikt. Jest już Za Późno.
~Witam Was! Moja pierwsza smutna historia. Nie ukrywam, gdy to pisałam popłakałam się. Mam nadzieję, że Wam się to spodoba. Liczę na komentarze i oceny z Waszej stronie. Miłych Wakacji! <3
~Mika.