środa, 26 sierpnia 2015

You will be my honey ?

Paring: TaoLay.
Gatunek: Angst, Romans.

Szedłem drogą, która nie miała końca. W okół mnie było pełno drzew, znajdowałem się w lesie. Jednak nie był to zwyczajny las.. Drzewa wyglądały strasznie, słyszałem czyjeś śmiechy, chichoty oraz płacz dziecka. Bardzo głośny. Był on coraz głośniejszy. W końcu to ujrzałem. Mała, blada dziewczynka siedziała na ziemi, była zapłakana, brudna i przestraszona. Jej ciało drżało. Z jej twarzy, a dokładniej z oczu i nosa, sączyła się krew, która spływała wolno, zostawiając czerwone ścieżki. Nad nią stała jakaś postać z nożem. Na jego twarzy było mnóstwo blizn. Dziewczynka błagała, go aby ją zostawił, że ona nie chce umierać i w tym momencie facet uciął jej głowę. Z moich ust wyrwał się okropny krzyk, szybko zakryłem je dłonią. Zauważył mnie i z szyderczym uśmiechem oraz z siekierką w dłoni, zaczął do mnie biec, krzyczał, że ma kolejną ofiarę do zjedzenia. Zacząłem uciekać. Okropnie się bałem,z  moich oczu wypływały łzy. Krzyczałem, ale nikt mnie nie słyszał. Nagle potknąłem się o wystający korzeń, upadłem, raniąc przy tym kolana, twarz i dłonie. Znalazł sie nagle nade mną. Zaczął się śmiać. Ten śmiech był przerażający. Zamarłem. Uniósł siekierkę do góry i wbił mi w głowę, skąd zaczęła tryskać krew...
Obudziłem się wczas rano, cały mokry i zdyszany. Spojrzałem na zegar, wiszący nad półką z książkami. Była 5 rano. Nikłe promienie słoneczne ledwo przebijały się do pokoju. Odetchnąłem głęboko, wiedząc, że to wszystko było snem. Nie. To był koszmar, który śnił mi się od paru dni. Ciagle ten sam. Te same postacie i sceneria. Wyglądało to wszystko, jak w dobrym horrorze. Wstałem z łóżka i udałem się do łazienki, zrzuciłem ubrania i wszedłem pod prysznic. Puściłem zimną wodę, aby się ochłodzić i uwolnić od strasznych myśli. Nawet nie wiedziałem kiedy z moich oczu zaczęły spływać łzy, które złączyły się z wodą. Oparłem czoło o szybę i zacząłem szlochać, nie mogąc znieść tych koszmarów. Zakręciłem kurek, było mi już zimno. Owinąłem ręcznik w okół bioder i spojrzałem do lustra. Moja twarz była blada, oczy czerwone od płaczu. Wytarłem się i po cichu udałem się do kuchni, by przyrządzić sobie kawę. Było już po 6 i wszyscy smacznie spali, nie chciałem ich budzić. Włączyłem czajnik z wodą, a do kubka nasypałem kawy.  Oparłem dłonie o blat, próbując się uspokoić. Nagle usłyszałem ciche kroki na schodach, mimo iż wiedziałem, że to któryś z chłopaków, to i  tak się wystraszyłem, obróciłem się szybko, a moje źrenice rozszerzyły się do granic możliwości. Sądziłem, że to ta postać z koszmaru. Jednak widząc, że to Tao, uspokoiłem się i wytarłem kropelki potu z mojego czoła, woda zaczęła piszczeć, więc zalałem kawę.
-Dzień Dobry, chcesz może kawy?- zapytałem.
-Tak, poproszę. - odpowiedział zaspanym głosem, ziewając.
Wziąłem drugi kubek i przyrządziłem w niej kawę, dla chłopaka, po czy mu podałem ciepły napój.
-Dziękuję. -skinął głową, po czym usiadł na stołku, przy stole. Zrobiłem to samo, siadając trochę z boku, by móc mu się przyglądać. Podciągnąłem kolana pod brodę, obejmując je rękoma. Spojrzałem na niego. Był taki idealny. Jego oczy były piękne. Usta wyglądały bardzo smakowicie. Aż chciało się je całować, gryźć, ssać. Jego ciało. Mmm. Cudowne, seksowne, umięśnione. Co tu dużo mówić. Panda była cudowna. Bardzo mi się podobał. Ile ja bym zrobił, aby był ze mną. Ale cóż. Chyba on nie był zainteresowany mną. Dla niego byłem tylko przyjacielem, z którym można iść do klubu, powygłupiać się, pogadać. Nie czuł nic do mnie, ale zawsze byliśmy blisko siebie. Można nawet powiedzieć, że byliśmy jak bracia.
-Lay.. Ej, ziemia do Lay'a. - czyjś głos wyrwał mnie z zamyślenia. Spojrzałem w stronę, z której on dochodził. No tak, to Tao. Mówił mi coś, a ja go po prostu nie słuchałem.
-C-Co się stało?
-Opowiadałem Ci o mojej randce z tym chłopakiem, z klubu. -zmarszczył brwi. Zachłysnąłem się kawą. Poszedł na tą randkę?! I nic mi nie powiedział?! Jak mógł..
-Uh, wybacz. Zamyśliłem się.
-Co się z Tobą dzieje? Od kilku dni jesteś jakiś nieobecny. Nie rozmawiasz z nami, zamykasz się w pokoju. Oczy masz spuchnięte i czerwone. O co chodzi? - stał nade mną zadając mnóstwo pytań. Co ja mam mu odpowiedzieć? Że co noc śnią mi się koszmary, a ja jak ciota ryczę bo kątach i chodzę wystraszony? Nie.. To zbyt upokarzające.
-Nic się nie dzieje. -wzruszyłem ramionami.
-Jak to nic?! Przecież widzę. Jesteśmy przyjaciółmi, braćmi powiedz mi.- wybuchnął. Jego oczy zwęziły się.
-Właśnie, jesteśmy TYLKO  jak bracia. - wyszeptałem po czym wstałem i pognałem do pokoju, zamykając się. Po co ja to powiedziałem. Teraz jeszcze bardziej będzie mnie dręczył. Kurwa. -oparłem się o drzwi i zsunąłem się na dół, chowając głowę w swoich ramionach. Co ja takiego zrobiłem, że muszę tak cierpieć...

~Tao Pov~
Patrzyłem się jak znika z moich oczu.Nie wiedziałem co go to tego sprowokowało. Z Lay'em bardzo się lubimy. Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi, dobrze o tym wie. Nigdy się tak nie zachowywał. Co do niego wstąpiło?! Wkurzył mnie. Bardzo. Zachowuje się jak dziecko. Skoro tak chce postępować, to proszę. Ale.. Ale dlaczego powiedział, że jesteśmy TYLKO braćmi. Nie rozumiem tego. Muszę się zastanowić.. Uh.
-Cześć Tao. -powiedzieli równocześnie Jongin i Sehun, trzymając się za ręce. Tak, byli razem.
-Witam Gołąbeczki. -uśmiechnąłem się szeroko.
-Oh. -zaśmiał się Kai.
-Co się stało Lay'owi? Wybiegł z kuchni i nawet się nie przywitał. - usiedli na stołkach przy stole.
-Właśnie nie wiem. Od kilku dni jest taki dziwny. Nie wiem co o tym myśleć.  W dodatku dzisiaj powiedział, że "Jesteśmy tylko jak bracia". - westchnąłem cicho.
-Taoś, a może on czuje coś do Ciebie więcej.. no wiesz. Może dlatego tak dziwnie się zachowuje? - mówił Sehun, na co ja pokręciłem stanowczo głową i zaśmiałem się nerwowo.
-Nie.. To niemożliwe. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. On nic do mnie nie czuje. -skinąłem głową.
-A może Ty coś do niego czujesz? Zastanów się nad tym.. Nie rań go. -tym razem zagadnął Jongin.
-Ja go ranię? Haha. Dobre. -zezłościłem się i wyszedłem z kuchni. Poszedłem do Naszego pokoju. Wchodząc tam, nie zauważyłem chłopaka.
-Gdzie on zniknął...-szepnąłem.
Na stole była jakaś kartka. Podszedłem bliżej i zobaczyłem, że to list. Od niego.
"Kochani! Wybaczcie mi, iż uciekam. Ale nie potrafię tak dłużej. Nie umiem żyć z tym. Od kilku dni śni mi się, jak umieram. Może to jakiś znak, że nadchodzi kolej na mnie? Sam nie wiem. Chociaż wiem jedno. Lepiej Wam będzie beze mnie. Proszę, nie szukajcie mnie. To dla Waszego dobra. Kocham Was. Nie zapomnijcie o mnie.
Tao. Jesteś dla mnie bardzo ważny. Od pewnego czasu, stałeś się dla mnie kimś więcej niż przyjacielem czy bratem. Zakochałem się. Tak. Kocham Cię, Taoś. Bardzo. Wiem, że Ty nic  do mnie nie czujesz. Rozumiem to. Mam nadzieję, że z kimś innym będzie Ci dobrze. Trzymaj się. Kocham Cię. Lay.". Po moich policzkach zaczęły spływać  łzy. Było ich coraz więcej, niczym poranny deszcz. W tym momencie uświadomiłem sobie, że jest on dla mnie cholernie ważny. Kurwa, miałem tak cudowną osobę przy sobie. I co? Zjebałem to. Zjebałem. Muszę go odszukać.. Muszę!
-Chłopaki! Lay uciekł. - krzyknąłem tak głośno, aby wszyscy usłyszeli. Poskutkowało. Wszyscy wybiegli z pokoju. Lider stanął obok mnie i zaczął czytać.
-Cholera. Ubierajcie się. Trzeba go znaleźć. Szybko! - krzyknął Suho.
Po jakichś 10 minutach, wszyscy byli gotowi i zwarci do poszukiwań. Rozdzieliliśmy się i zaczęliśmy szukać..
~Lay Pov~
Zabrałem wszystkie swoje rzeczy i udałem się jak najdalej od dormu. Od nich. Od Tao. Nie mogłem znieść tych koszmarów. Przerażały mnie. Bałem się. Szedłem uliczką, która prowadziła do mojego ulubionego miejsca. Do parku, blisko rzeki i mostu. Telefon dzwonił raz po raz. Tao, Suho,Kris, Sehun, Jongin. Każdy. Wyłączyłem go, a po moich policzkach spływały łzy. Jedna za drugą, jak na wyścig, która bardziej zmoczy policzek i zaczerwieni oko. Wszedłem na mostek. Spojrzałem na dół. Nie było zbyt wysoko, ale wystarczająco, aby skoczyć. Postawiłem walizkę i oparłem dłonie o poręcz. Zaszlochałem. Nie wiedziałem co robić. Z jednej strony nie chciałem tego robić, bo Tao i reszta moich przyjaciół. Wiem, że to by ich zraniło. Z drugiej strony mam już dość tych koszmarów. Mam dość widoku szczęśliwego Tao z innym chłopakiem. Nie ze mną, tylko z nim. To tak boli, gdy Twoja ukochana osoba Cię nie Kocha. Westchnąłem głośno i usiadłem, nogi podciągając pod brodę. Ukryłem głowę w ramionach i płakałem. Nic innego mi nie pozostało. Bezsilność wygrała. Strach przejął nade mną kontrolę. Przegrałem życie...

~Tao Pov~
-Musi tu gdzieś być. -jęknąłem cicho, krążąc po parku. - To jego ulubione miejsce. Na pewno tu jest. - denerwowałem się strasznie.
-Spokojnie, zaraz go znajdziemy. -uspokajał mnie Kai.- Czekaj. Spójrz na ten most.
Obróciłem się, spoglądając na miejsce, które wskazywał chłopak. Otworzyłem szeroko oczy.
-To Lay..-szepnąłem i natychmiast pobiegłem na most. Stanąłem przed nim, patrząc na niego.
-Yixing..?
Podniósł głowę. Wyglądał okropnie. Blady, oczy czerwone i spuchnięte. Zakryłem usta dłonią.
-Co Ty tutaj robisz? -wychrypiał, wstając.
-Szukałem Ciebie. Reszta chłopaków także. Co Ty wyprawiasz?! - zacząłem płakać. On także.
-Nie mogłem, nie potrafiłem. To mnie przerosło. Te koszmary, myśl, że nigdy nie będziesz ze mną.. Przepraszam. -wybuchnął płaczem, łapiąc walizkę zaczął odchodzić. Złapałem go za drugą dłoń i przyciągnąłem do siebie. Bagaż się przewrócił, a my staliśmy bardzo blisko siebie. Cali zapłakani i poddenerwowani.
-Lay.. Proszę Cię, nie zostawiaj mnie. Przepraszam, że przez ten czas nie zauważyłem, że coś do mnie czujesz. Ale dopiero dzisiaj, gdy zniknąłeś, zrozumiałem, że jesteś dla mnie cholernie ważny. Kocham Cię. -wyszeptałem, przytulając go mocno do siebie. Wtulił się we mnie, cicho płacząc. Starałem się go uspokoić. Zacząłem kołysać nami na boki. - Chodź, wracamy. Musisz się wyspać.
-Ale ja się boję..
-Spokojnie, będę przy Tobie. Chodź.-zabrałem jego walizkę i wróciliśmy do dormu. Chłopak poszedł pod prysznic, a ja w tym czasie rozebrałem jego łóżko, zasłaniając okna.
-Boję się. Zostań ze mną. -wyszeptał, kładąc się na łóżku.
-Zostanę. - skinąłem głową, po czym położyłem się obok Ciebie. Nie minęło 10 minut, a już spałeś w moich ramionach. Tak słodko wyglądałeś. Nie wiedząc kiedy ani jak, zasnąłem.
~Lay Pov~
Szedłem lasem. W okół mnie było mnóstwo zielonych, pięknych drzew. Słyszałem śpiew ptaków. Gdzieś nieopodał skakał królik. Byłem uśmiechnięty, zadowolony. Nagle na przeciw mnie szła jakaś postać. Wystraszyłem się, ale w miarę, jak osoba była coraz bliżej mnie, przestałem się bać. To był Tao. Mój ukochany. Szedł z różą, którą mi wręczył. Następnie ujął moją twarz i delikatnie, ale z wielką czułością ucałował moje usta.
-Lay.. Wszystko dobrze? - usłyszałem cichy głos.
-Owszem. Już nie mam tych koszmarów. One.. One zniknęły. -odpowiedziałem z radością.
-A co Ci się teraz śni? -zapytał, przybliżając swoją twarz do mojej.
Opowiedziałem mu sen, lekko się jąkając przy tym. W końcu to było moje marzenie, aby z nim być.
-Może to się spełni. - powiedział tajemniczo, na co ja wzruszyłem ramionami. Nagle mnie pocałował. Był dokładnie taki, jaki mi się śnił. Delikatny, ale bardzo czuły. Nie sądziłem, że to się kiedyś stanie.
-Taoś.. Um, zostaniesz moim Kwiatuszkiem? -zapytałem nieśmiało.
-Oczywiście. A Ty będziesz moim Słoneczkiem. Będziesz mi rozświetlał życie swoim uśmiechem, aby moja miłość rosła i pozostała na zawsze.
-Dopilnuję tego. Kocham Cię. - wyszeptałem przy jego ustach.
-A Ja Ciebie. - szepnął i nasze usta ponownie się złączyły w namiętnym pocałunku.